Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co się wydaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co się wydaje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 sierpnia 2017

97% klimatologów musi się mylić. Psychologia negacjonizmu klimatycznego

Artykuł ukazał się pierwotnie w Miesięczniku Dzikie Życie nr 11(269)/2016, zostały do niego wprowadzone drobne poprawki.

Jestem częstym gościem na konwentach fantastyki i festiwalach nauki. Na ubiegłorocznym Polconie prowadziłem prelekcję pod tytułem „Nie daj się pseudonauce”. Opowiadałem m.in. o tym, jak odkrycia naukowe są zniekształcane, wyolbrzymiane lub wręcz zmyślane w przekazie medialnym. Przykładem może być rzekomy brak konsensusu w sprawie ludzkiego wpływu na zmiany klimatu. Wspomniałem o analizie J. Cooka, który wykazał, że w wypadku 97% artykułów naukowych poruszających kwestię przyczyn zmian klimatu mowa jest o działalności człowieka (antropogeniczne globalne ocieplenie – AGO). Co więcej, przekonanie to idzie w parze z osiągnięciami danego naukowca. Innymi słowy, badacz za pomocą konkretnych liczb udowodnił, że wśród klimatologów nie ma wątpliwości co do tego, że to ludzie są winni globalnego ocieplenia. Chwilę później usłyszałem komentarz z sali, w którym słuchaczka zasugerowała, że sprawa globalnego ocieplenia nie jest taka prosta jak się wszystkim wydaje i nie ma pewności, czy to my za nie odpowiadamy, zaś klimat zmienia się od zawsze.

Graffiti przypisywane Banksy'emu. Grafika na licencji CC BY 2.0, Matt Brown, za Wikipedią


Doświadczenie to zostawiło we mnie pewne poczucie porażki. Poza tym, z racji wykształcenia psychologicznego, zacząłem zastanawiać się nad tym, co sprawia, że tak łatwo o poczucie, iż wiemy o klimatologii więcej niż eksperci. Psychologia zna kilka mechanizmów, które mogą odpowiadać za przekonania negacjonistyczne, nie tylko w zakresie zmian klimatu. Pominę tutaj zorganizowany negacjonizm klimatyczny, opisany przez Marcina Popkiewicza w „Dzikim Życiu” nr 3/2016, czyli instytucje zawodowo zajmujące się podważaniem naukowego konsensusu w sprawie AGO. Nietrudno tutaj o wyjaśnienie. Często stanowią one część tzw. przemysłu sfabrykowanych wątpliwości, czyli działają na zlecenie osób i instytucji, w interesie których leży dalsze spalanie paliw kopalnych. W tekście mowa będzie o mechanizmach, które sprawiają, że my sami możemy pewnego dnia stać się negacjonistami.

Wierzyć czy nie? 


Wyniki sondaży polskiej opinii publicznej mogą wydawać się pozornie uspokajające. W 2014 r. z teorią AGO zgadzało się 68% Polaków i Polek, zaś przeciwnych było tylko 22%. Nie powinniśmy jednak przywiązywać do nich aż tak dużej wagi. Największe znaczenie dla nas powinny mieć przekonania obywateli krajów, które w największym stopniu przyczyniają się do nadciągającej katastrofy. A te, jak się przerażająco składa, są ujemnie skorelowane z emisją CO2 do atmosfery. Im więcej dany kraj emituje dwutlenku węgla, tym mniej opinia publiczna przejęta jest skutkami takiej działalności. Nie powinno dziwić, że zagrożenia wynikające z globalnego ocieplenia oczywiste są najbardziej dla mieszkańców Afryki, Ameryki Łacińskiej, Indii i krajów Azji Południowo-Wschodniej. Państwa te doświadczają ich bowiem na co dzień. Groteskowego wydźwięku dodaje sprawie fakt, iż w badaniach populacji amerykańskiej odsetek osób uznających AGO rośnie wraz ze słupkiem rtęci w porze letniej, a maleje w porze zimowej. Wygląda na to, że formułując swoją opinię o zmianach klimatu niekoniecznie kierujemy się względami merytorycznymi.

W głowie się nie mieści


Częścią wyjaśnienia może być oczywiście abstrakcyjna natura zagrożenia ze strony globalnego ocieplenia. Dwutlenek węgla jest gazem niewidzialnym (a poza tym jest czymś naturalnym lub, idąc w ślady wywodów ministra Szyszki, gazem życia), a ekstremalne zjawiska pogodowe dopiero zaczynają być kojarzone ze zmianami klimatycznymi. To zbyt ogólnikowe, by dało się tym kogoś przestraszyć. Trzeba pamiętać, że mózg ludzki nie jest narzędziem do poznawania prawdy o świecie. Ten pożyteczny narząd stanowi produkt doboru naturalnego i został za pomocą tego ślepego zegarmistrza (by posłużyć się metaforą autorstwa Richarda Dawkinsa) zoptymalizowany do realizacji określonych zadań mających zapewnić nam przekazanie genów kolejnemu potomstwu. Tym samym, na ogół zajmuje go raczej wąski wycinek rzeczywistości, związany z naszym codziennym doświadczeniem. Szczególnie angażują go namacalne zagrożenia, zwłaszcza takie, które obecne były w życiu naszych przodków. Znacznie więcej ludzi ma arachnofobię niż boi się samochodów, mimo że te drugie zabijają obecnie dużo więcej ludzi. Fobie związane z lękiem przed wężami i przebywaniem w ciasnych pomieszczeniach są znacznie bardziej powszechne niż lęk przed paleniem papierosów. Boimy się ataków rekinów, mimo iż znacznie groźniejszymi zwierzętami są komary i krowy. Dobór naturalny nie miał możliwości przygotować nas na zagrożenia związane z gazami cieplarnianymi, a w naszej pamięci zostają raczej wydarzenia spektakularne (wypadek samochodowy) niż powszechne (zawał serca), co skutkuje błędnymi przekonaniami na temat powszechności przyczyn zgonów (w krajach rozwiniętych są to najczęściej choroby układu krwionośnego).

Wiem na temat zmian klimatu więcej niż prawie wszyscy eksperci 


Laicy negujący naukowy konsensus w zakresie globalnego ocieplenia mniej lub bardziej świadomie deklarują posiadanie większej wiedzy niż wiodący eksperci w tej dziedzinie. Wpisuje się to w ogólną ludzką skłonność do tego, żeby przeceniać nasze umiejętności i wiedzę. Zjawisko to, znane jako efekt Krugera-Dunninga, sprowadza się do tego, że osoby niekompetentne są zbyt niekompetentne, żeby móc dostrzec swoją niekompetencję. Innymi słowy, żeby trafnie ocenić swój poziom wiedzy lub umiejętności należy posiadać pewną wiedzę z danej dziedziny, dzięki czemu jesteśmy w stanie dostrzec własne ograniczenia. W pierwotnych badaniach tego zjawiska studenci, którzy uzyskali niskie wyniki w testach mierzących logiczne myślenie, umiejętności matematyczne i poczucie humoru, oceniali swoje kompetencje jako ponadprzeciętnie dobre. Osoby uzyskujące wysokie wyniki miały z kolei tendencję do niedoceniania swoich możliwości. Można przypuszczać, że przeciętny klimatyczny negacjonista wpada w pułapkę opisaną przez J. Krugera i D. Dunninga.

Prawda jest gdzieś indziej 


Negacjonizm klimatyczny można potraktować również jako swego rodzaju teorię spiskową. Szczególnie widać to w jego internetowym wydaniu: negacjonistyczni blogerzy nierzadko demaskują złowieszcze intencje naukowców i rządów propagujących „agendę globalnego ocieplenia”. Ma ona na celu, w zależności od wersji, ograniczenie swobód obywatelskich pod pretekstem dobra ogółu lub stanowi pretekst do wprowadzanie nowych podatków (to drugie zdanie podziela większość obywateli niemal wszystkich krajów badanych przez Ipsos w roku 2014). Amerykańscy psychologowie przyjrzeli się związkowi skłonności do negowania AGO i skłonności do teorii spiskowych. Badając internautów odwiedzających strony poświęcone klimatowi zaobserwowali, że ci respondenci, którzy deklarują niewiarę w AGO, częściej kwestionują naukowy konsensus również w innych dziedzinach, np. w kwestii bezpieczeństwa szczepionek czy związku AIDS z wirusem HIV. Innymi słowy, osoby skłonne do spiskowego myślenia o pracy naukowców miały tendencję również do podważania stanowiska klimatologów. Nie od dziś wiadomo, że teorie spiskowe występują stadami. Osoby przekonane, że informacje pojawiające się w głównym nurcie są fałszywe, będą kwestionować wszystko to, co w nim usłyszą.

Globalne ocieplenie oczyma teoretyków spiskowych. Grafika © David Dees, użycie niekomercyjne za zgodą autora


Warto zauważyć, że zwolennicy teorii spiskowych związanych z globalnym ociepleniem zdają się pomijać fakt, iż koncerny paliwowe mają oczywisty interes (choć dość krótkoterminowy) w podważaniu naukowego konsensusu w zakresie globalnego ocieplenia. Taka działalność rzecz jasna ma miejsce i nazywana jest lobbingiem (nie zaś spiskiem Big Oil). Wyjaśnieniem tego faktu może być kolejna interesującą zależność, którą znaleziono we wspomnianym badaniu. Globalne ocieplenie częściej negowały osoby deklarujące większe poparcie dla nieuregulowanego wolnego rynku (leseferyzmu). Walka z globalnym ociepleniem jest przez nich postrzegana jako zamach na wolności obywatelskie i swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Dotyczy to zwłaszcza konserwatywnych republikanów. Prawdopodobnie tym wytłumaczyć można fakt, iż 90% publikacji krytycznych wobec ochrony środowiska sponsorowanych jest przez konserwatywne think tanki. Wystarczy zresztą rzut oka na kandydatury w plebiscycie na „Klimatyczną Bzdurę Roku 2016”, by przekonać się, że w konkurencji tej przodują przedstawiciele prawej strony sceny politycznej.

Wszyscy (inni) ludzie to hipokryci 


Koniec świata miał nadejść 21 XII 1954 r. Tak przynajmniej uważali członkowie kultu UFO, których liderka, Dorothy Martin, utrzymywała, iż odbiera z kosmosu sygnały od wysoko rozwiniętych istot inteligentnych. W przededniu katastrofy członkowie ugrupowania zgromadzili się wokół swojej przywódczyni w oczekiwaniu na zabranie ich na pokład latającego spodka tuż przed godziną zero. Kiedy rzeczywistość negatywnie zweryfikowała ich przepowiednię (a możemy tak bezpiecznie założyć, nic bowiem nie wskazuje na to, żeby świat się skończył), infiltrujący grupę psychologowie zaobserwowali bardzo interesujące zjawisko. W zetknięciu z faktami przeczącymi przekonaniom grupy, jej członkowie nie tylko nie porzucili swoich wierzeń, ale i umocnili się w poczuciu własnej słuszności – uznali, że koniec świata nie nadszedł dzięki ich żarliwym staraniom. Ugrupowanie to działa zresztą po dziś dzień. Leon Festinger i jego współpracownicy opisali historię grupy w książce Gdy proroctwo zawodzi. Zaobserwowane przez siebie zjawisko nazwali dysonansem poznawczym.

Jego przykładów nie trzeba daleko szukać. Badania pokazują, że w porównaniu z resztą populacji, palacze papierosów postrzegają je jako mniej szkodliwe. Z kolei osoby jedzące mięso uważają zwierzęta za mniej zdolne do odczuwania niż wegetarianie. Kiedy w naszym umyśle pojawia się sprzeczność – na przykład pomiędzy wyznawanymi przez nas wartościami a nowymi faktami – towarzyszy jej nieprzyjemne doznanie. Radzimy sobie z nim na różne sposoby: przez zaprzeczanie (lato było tego roku deszczowe), dyskredytowanie źródła niewygodnej informacji (wyciekły e-maile, w których naukowcy opisują swoje oszustwa) czy umniejszanie jej znaczenia (mnie to już nie dosięgnie). Badania pokazują, że w wypadku szczególnie istotnych dla nas przekonań, np. dotyczących wartości, ideologii politycznych czy wierzeń religijnych, konfrontacja z argumentami strony przeciwnej jedynie umacnia nasze poglądy. Zwolennicy wielokrotnie zdyskredytowanej tezy o związku niektórych szczepionek z autyzmem jeszcze silniej sprzeciwiają się ich stosowaniu, jeśli zaprezentować im dowody świadczące o oszustwach rzekomego odkrywcy tego związku.

Swoje wiem! 


Z pomocą klimatycznym negacjonistom przychodzi błąd konfirmacji. Weryfikując wiedzę o świecie mamy skłonność do wyszukiwania faktów, które potwierdzają naszą hipotezę. Świetnie pamiętamy noce, kiedy budząc się z powodu koszmarów, widzieliśmy za oknem pełnię księżyca, a z oczywistych względów pomijamy te, kiedy podczas pełni błogo spaliśmy. Łatwo zatem o przekonanie, że w czasie pełni na ogół śnią nam się koszmary. Badania pokazują, że słabej jakości argumenty świadczące na rzecz naszej ulubionej teorii oceniamy wyżej niż argumenty jej przeczące. Lepiej zapamiętujemy informacje, które są zgodne z naszym światopoglądem i jesteśmy wobec nich mniej krytyczni.

Powiązanym zjawiskiem jest tzw. cherry picking, czyli wybieranie wisienek. Gdy zbieramy owoce, na drzewie pozostawia się te niedojrzałe, a do koszyka trafiają te szczególne dorodne. Medialne doniesienia o odkryciach naukowych nierzadko koncentrują się na odkryciach spektakularnych i niezgodnych z dotychczasowymi danymi. Tak było w wypadku domniemanego odkrycia neutrin poruszających się szybciej niż światło (co w świetle obecnej wiedzy jest niemożliwe). Pisały o tym media na całym świecie. Wynik ten był jednak tylko rezultatem błędu aparatury pomiarowej. Pojedyncze badania wskazujące na pewne nieścisłości w naszym rozumieniu zmian klimatu stanowią wodę na młyn negacjonistów, którzy pomijają ogromną ilość danych zgadzających się z obecnymi modelami.

Co więcej, te same dane są różnie interpretowane w zależności od naszych poglądów. Fascynującego przykładu dostarczyły badania zespołu Stephana Lewandowsky’ego. Badacze posłużyli się tymi samymi argumentami i zbiorami danych, których używają negacjoniści AGO. Zastosowali je jednak w innych dziedzinach. Przykładowo: dane dotyczące zmian w objętości lodu arktycznego opisali jako dane dotyczące zmian w wartościach akcji lub dane przedstawiające liczbę ludności jakiegoś miasteczka. Spreparowali również różne stosowne interpretacje tych faktów. Część interpretacji trafnie opisywała widoczne w danych trendy (populacja rośnie), a część manipulowała danymi w taki sposób, jak robią to negacjoniści (opisując tylko krótkie odcinki czasu w których nie było widać trendu). Następnie badacze poprosili ekspertów w dziedzinie statystyki i ekonomii o ocenę jakości tych interpretacji. Interpretacje podobne do tych, które stosują negacjoniści, zostały niemal jednogłośnie uznane za nadużycie. Tymczasem w debacie publicznej funkcjonują one jako poważne argumenty przeciwko AGO.

Ile jeszcze o tym klimacie


Dla powstawaniu negacjonizmu nie bez znaczenia jest sama natura nauki. Rzetelność naukowa wymaga, by unikać posługiwania się nieuzasadnionymi twierdzeniami zwłaszcza w przypadku zjawisk tak złożonych, jak zmiany klimatu. Ponieważ w przypadku klimatologii nierzadko mówi się o modelowaniu przyszłych zdarzeń, trudno jest o pewność. Badania pokazują, że język, jakim posługują się naukowcy, nie sprzyja traktowaniu go ze śmiertelną powagą. Raporty IPCC, w których pojawiają się sformułowania wysoce prawdopodobne czy z dużym prawdopodobieństwem, odbierane są przez badanych jako mniej alarmujące niż w rzeczywistości powinny być. Co gorsza, skala problemu globalnego ocieplenia pokazuje, że nasz indywidualny wpływ jest niewielki. W sytuacjach, kiedy dostrzegamy brak kontroli nad sytuacją, mamy mniejszą skłonność do podejmowania działań w celu jej zmiany. Tutaj leży źródło siły oddziaływania nonsensownych argumentów o wpływie emisji wulkanicznych na klimat (jakoby większy od naszego udziału w emisji CO2, co jest oczywistą nieprawdą) i ogromnej ilości dwutlenku węgla wydychanego przez Chińczyków (co pomija istnienie cyklu węglowego w przyrodzie – ten węgiel pochodzi z pożywienia, a zatem od dawien dawna krąży w przyrodzie). Nasz indywidualny wkład wydaje się w związku z tym mały i nieznaczący.

Cześć i dzięki za lód. Grafika w domenie publicznej, Wolfgang Sauck, za pixabay.com


Paradoksalnie, to, że informacje o globalnym ociepleniu są coraz częściej obecne w mediach, spowodowało, iż pewnym stopniu się już do nich przyzwyczailiśmy. Podobnie jak nie zauważamy zapachu własnego ciała i nie potrafimy przypomnieć sobie dokładnego wyglądu monet, którymi się posługujemy, medialne przekazy o zmianach klimatu nie przykuwają już naszej uwagi. Informacje o tym, że może być już za późno na powstrzymanie katastrofalnych zmian klimatu, są już częścią naszej codzienności. Chwilę przed napisaniem tych słów zobaczyłem nagłówek, zgodnie z którym nie możemy już zrobić nic, by powstrzymać ocieplenie o 2 stopnie. Wiadomości tego typu prawdopodobnie pozostaną częścią codzienności jeszcze przez wiele lat. W najgorszym razie – do końca naszej cywilizacji. Winni będziemy my – i nasza natura.

czwartek, 21 lipca 2011

w życiu nie przyznałabym się do czegoś, czego nie zrobiłam

ResearchBlogging.orgTa, jasne.





Wina.
Uczestniczysz w badaniu psychologicznym. Wypełniasz kwestionariusz dotyczący Twojego refleksu, szybkości, zdolności i orientacji przestrzennej. Oczywiście domyślasz się podstępu (lub boisz się zdemaskowania jako psychopatka), dlatego kłamiesz udzielając odpowiedzi na wszystkie pytania poza płcią. No dobrze, może tego akurat nie robisz, ale niemniej jednak podejrzewasz podstęp. Po wypełnieniu kwestionariusza, wraz z drugą uczestniczką eksperymentu udajecie się do pomieszczenia z komputerem, który posłuży do drugiej części badania. Oczywiście puszczasz ją przodem, oczekując, iż w ramach eksperymentu przytrafi się jej coś niedobrego. Kiedy pokój okazuje się być bezpieczny, kontynuujecie. Otrzymujecie instrukcje. Twoja towarzyszka czyta listę liter, które następnie musisz jak najszybciej wystukiwać na klawiaturze komputera, pilnując jedynie, by przypadkiem nie wcisnąć ALT, gdyż mogłoby to zaburzyć działanie programu i spowodować utratę danych. Za chwilę zamienicie się rolami. Zawzięcie wpisujesz litery, kiedy nagle, program niespodziewanie kończy pracę. Zaskoczony eksperymentator sugeruje, że być może przypadkowo wcisnęłaś niefortunny klawisz. Zaprzeczasz, wiesz, że tego nie zrobiłaś. Badacz grzebie coś w ustawieniach i potwierdza, że dane zostały utracone. Spogląda na Ciebie z wyrzutem, Ty zaś wiesz, że jego wieczorna randka ze statystyką właśnie zmieniła zdanie, i raz jeszcze pyta o wciśnięcie klawisza. Dlaczego miałabyś się do tego przyznać?

* * *

Choć w kryminalistyce zwraca się uwagę na to, że samo przyznanie się do winy nie jest wystarczającym dowodem na popełnienie zarzucanego danej osobie czynu, jako powody wskazuje się przede wszystkim na potencjalne korzyści jakie podejrzany może uzyskać przyjmując winę, krycie innej osoby czy zaburzenia psychiczne. Pierwsze dwa przypadki mogą dotyczyć przyjęcia winy dobrowolnego i wymuszonego, ale dokonanego przez ustępstwo (świadomie, np. by zakończyć brutalne przesłuchanie lub uniknąć zrealizowania groźby). Zupełnie innym przypadkiem jest wymuszone i zinternalizowane przyjęcie winy - sytuacja, kiedy osoba przyznaje się do niepopełnionego czyny, ponieważ zaczyna wierzyć, że go dokonała. Wydaje się to być domeną osób z zaburzeniami psychicznymi. I rzeczywiście, uczestnicy inscenizowanych rozpraw sądowych uznają za nieprawdopodobne, że ktoś mógłby w ten sposób wziąć na siebie winę za przestępstwo, którego nie popełnił. Jednakże, wystarczy przypomnieć sobie *jak bardzo zawodną jest ludzka pamięć by nasz spójny obraz świata uległ zaburzeniu - zupełnie zdrowym ludziom zdarza się pamiętać rzeczy, które nie miały miejsca.

Znany jest bulwersujący przykład Paula Ingrama, oskarżonego o gwałt, morderstwo noworodka i inne brutalne praktyki których dopuścił się jakoby w ramach satanistycznego kultu, którego miał być członkiem. Przyznał się do winy po sześciu miesiącach intensywnych przesłuchań. Obejmowały one hipnozę, konfrontację z brutalnymi szczegółami zbrodni, spotkania z policyjnym psychologiem podczas których informowano go, iż przestępcy seksualni często wypierają swoje uczynki z pamięci, jak również sugestie ze strony swojego pastora by przyznał się do swoich grzechów i żałował za nie. Poza zeznaniem Ingrama nie istniały jednak żadne dowody potwierdzające jego winę. Ekspert badający sprawę dla rządu federalnego, chcąc dowieść, iż nieszczęśnikowi dosłownie wyprano mózg, zdołał nakłonić go do przyznania się do przestępstwa którego, jak się okazało, nigdy nie popełniono. Swego czasu, przez Stany Zjednoczone przetoczyła się zresztą fala procesów wytoczonych swoim rodzicom przez ludzi, którzy dzięki pracy stosujących hipnozę psychoanalityków "odzyskali wyparte wspomnienia" molestowania seksualnego, które najprawdopodobniej nie miało w rzeczywistości miejsca.

Co z naszym eksperymentem? Oczywiście niemal wszystko - łącznie z drugą uczestniczką i awarią oprogramowania - było w tamtej sytuacji ustawione. Tym niemniej, 69% (z 75) osób podpisało oświadczenie, w którym przyznawali się do wciśnięcia klawisza ALT i spowodowania utraty danych. Szczególnie ciekawe wydają się jednak dodatkowe okoliczności wymuszenia zeznania, których wpływ również badano. Niektórym uczestnikom zaprezentowano fałszywe dowody ich karygodnego występku - ich towarzyszka (współpracownica badaczy) twierdząco odpowiadała na pytanie o to, czy widziała badanego wciskającego klawisz ALT. Część badanych słyszała dodatkowo litery odczytywane w szybszym tempie. W ramach eksperymentu zmierzono trzy zmienne: podatność (mierzoną przez podpisywanie "oświadczenia"), internalizację (stopień, w jakim dana osoba przyswoiła sobie winę) i konfabulację, czyli to na ile dana osoba produkowała wspomnienia związane z wydarzeniem, które nie miało miejsca. Internalizację mierzono rejestrując rozmowę badanego z kolejną podstawioną osobą, która rzekomo usłyszała zdarzenie przez ścianę i prosiła o jego zrelacjonowanie. Jako internalizację liczono zdania, w których osoba sama stwierdzała, że wcisnęła klawisz. Najciekawsze zaczynało się jednak w momencie, gdy badanych proszono o rekonstrukcję zdarzenia ze szczegółami.

Badani słuchający liter odczytywanych w tempie wolnym (43/min.) nie poczuwali się do swojej winy (i rzadko podpisywali oświadczenie, tylko w 5%) bez obecności świadka. Blisko dwie trzecie z nich podpisało jednak swoje "zeznanie", kiedy działali w pośpiechu (67 słów na minutę). Sytuacja zmieniała się dramatycznie, kiedy badani usłyszeli od towarzysza potwierdzenie wersji eksperymentatora, co raz jeszcze pokazuje w jak wielkim stopniu wzajemnie uzgadniamy to, co nazywamy rzeczywistością. Piszący powoli składali swój podpis w 89% przypadków, a w 44% przyznawali się do winy w rozmowie z inną osobą (bardzo rzadko produkowali detale wydarzenia). Wszyscy badani zmagający się z czasem podpisali oświadczenie, dwie trzecie z nich zinternalizowało winę a jedna trzecia konfabulowała na ten temat.

Badanie dotyczyło właściwie drobiazgu i przeprowadzone zostało w dość komfortowych warunkach, nie wiązało się także ze złamaniem prawa, co może budzić wątpliwości odnośnie tego, jak jego wyniki przekładają się na sytuację w jakiej znajduje się osoba przesłuchiwana. Należy jednak pamiętać, że najczęściej towarzyszy jej silny stres (o ile większy od osoby szybko czytającej litery z kartki w czasie badania refleksu) a osoby przesłuchujące nierzadko balansują na granicy silnej manipulacji. Jedną z nich, podobnie jak w badaniu, bywa przedstawienie rzekomych dowodów winy. Które, jak już wiemy, ma diametralnie duży wpływ na naszą percepcję tego co (nie) miało miejsca. W bardzo złym świetle stawia to także argumenty zwolenników "agresywnych metod przesłuchania" mówiące o korzyściach płynących z wymuszania zeznań z terrorystów przy pomocy tortur. Pomijając argumenty natury moralnej, mogą one nie przedstawiać żadnej wartości.


grafika:


Źródło:
Kassin, S., & Kiechel, K. (1996). THE SOCIAL PSYCHOLOGY OF FALSE CONFESSIONS:. Compliance, Internalization, and Confabulation Psychological Science, 7 (3), 125-128 DOI: 10.1111/j.1467-9280.1996.tb00344.x

piątek, 24 grudnia 2010

d∞

o czym warto pamiętać fałszując dane

Brokuł romanesco przypuszczalnie nie ilustruje prawa Benforda.
Jest jednak pięknym przykładem fraktala, których nigdy dość.
ResearchBlogging.orgPotoczne rozumienie statystyki obfituje w przeinaczenia a ludzie mają tendencję do dostrzegania znaczących wzorców tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Profesjonalne jej rozumienie również dostarcza wielu kłopotów. Jednocześnie, wszechświat, jako ostateczny rzucający kośćmi, lubi płatać nam figle.

Przykładowo, jak pokazuje przykład rozwinięcia dziesiętnego liczby pi, dostatecznie długi ciąg przypadkowych znaków pozwala na dostrzeżenie w nim niemal dowolnych znaczących wzorców - odpowiednia ilość małp dostatecznie długo stukających w maszyny do pisania pozwoli na napisanie Biblii a astronomiczna liczba planet w połączeniu z astronomiczną skalą czasu dają ogromnie nieprawdopodobnemu zjawisku życia szansę zaistnienia. Wyglądający nieprzypadkowo zestaw wyników podrzucania monetą ORORORORO jest prawdopodobny dokładnie w takim samym stopniu jak nieregularny a więc "przypadkowy" jak OORROROOR. Nasze rozumienie "przypadkowości" jest więc dość płynnym pojęciem - widzenie wzorców jest związane ze specyficznymi dla człowieka mechanizmami percepcji.

Jedną z ciekawszych prawidłowości dotyczących prawdopodobieństwa jest prawo Benforda. Określa się tym mianem fakt zaskakująco uporządkowanego występowania cyfr w wartościach statystycznych zebranych w tak odległych od siebie dziedzinach, jak astronomia, sport czy wyniki wyborów. Na czym dokładnie polega ten fenomen? Wydawać by się mogło, że takie dane jak powierzchnia zbiorników wodnych, częstotliwości obrotów pulsarów czy liczby wylosowane z gazety wykazywać się będą nieuporządkowaniem. Otóż okazuje się, że można określić prawdopodobieństwo z jakim pierwsza cyfra każdej z tych wartości będzie konkretną cyfrą - jest np. 30,1% szans, iż będzie jedynką a tylko 4,9% szans, że będzie dziewiątką. Najprawdopodobniej więc będzie to raczej 1xx niż 4xx. Co ciekawe, reguła ta działa niezależnie od skali, co oznacza, że możemy przekonwertować jednostki na inne a prawidłowość pozostanie.

Tabela rozkładu wartości prawdopodobieństw dla poszczególnych cyfr


Rozkład Benforda został opisany po raz pierwszy w 1881 roku, przez amerykańskiego astronoma Simona Newcomba w 1881 roku, ponownie odkrył go Frank Benford w 1938. Lista znanych od tego czasu wielkości w których sprawdza się prawo Benforda jest imponująca a niedawne badanie tylko ją poszerzyło. Powierzchnie zbiorników wodnych, emisje gazów cieplarnianych poszczególnych krajów, liczby składające się na ciąg Fibonacciego, statystyki futbolowe, najwyższe budynki świata, stałe fizyczne, statystyki dotyczące 250 000 ostatnich trzęsień ziemi, jasności rozbłysków gamma i dane epidemiologicznego 987 chorób zakaźnych w roku 2007.

Co z tego wynika? Znajomość prawidłowości, które powinny pojawiać się w statystykach "wziętych z natury" pozwala na wysnuwanie przypuszczeń odnośnie potencjalnych czynników zakłócających w wypadku wystąpienia danych niezgodnych z oczekiwanymi w świetle rozkładu Benforda. Mogą to być wcześniej przeoczone mniejsze trzęsienia ziemi (jak w wypadku autorów publikacji), jak również księgowi kreatywni i manipulacje wynikami głosowania (jak przypuszczalnie miało miejsce w wypadku wyborów w Iranie).


grafika:
brokuł - cc iconRichard Bartz
rozkład Benforda - Gknor, grafika w domenie publicznej


źródło:
Sambridge, M., Tkalčić, H., & Jackson, A. (2010). Benford's law in the natural sciences Geophysical Research Letters, 37 (22) DOI: 10.1029/2010GL044830


piątek, 27 sierpnia 2010

The God Illusion

Jeśli zastanawia Cię co takiego dzieje się ze znikającymi czarnymi i białymi kropkami na przecięciach szarych linii na obrazku po lewej, musisz wiedzieć, że czarnych w ogóle tam nie ma. Mimo iż wydaje się, że wszystko wskazuje na ich obecność, nie istnieją, to złudzenie. To po prostu rezultat konstrukcji naszego narządu wzroku i sposobu w jaki mózg tworzy obraz z dostarczanych mu informacji; w tym wypadku przypuszczalnie efektu hamowania obocznego - inhibicyjnego wpływu aktywnego receptora na receptory sąsiadujące. Nie jest to zaburzenie a jedynie rezultat normalnej pracy zdrowego mózgu. Poznaliśmy już wiele skłonności naszego mózgu do zniekształconego odbierania rzeczywistości, nazywamy je *błędami poznawczymi i spotykamy się z nimi nawet sobie tego nie uświadamiając. Podobnej natury zjawiskiem wydaje się tendencja do spostrzegania nadprzyrodzonych bytów i przypisywania im sprawstwa pewnych sytuacji. Idea boga, nadprzyrodzonego sprawcy.

* * *

Jednym z powodów dla których tak łatwo przychodzi nam doszukiwanie się innych szatanów będących tam czynnych może być nadgorliwość mechanizmów teorii umysłu, odpowiadających za przypisywanie intencji i rozumienie umysłów innych ludzi z którymi mamy do czynienia. Zaobserwowano bowiem w badaniach, iż ludzie dotknięci syndromem Aspergera, związanym z nieprawidłowościami funkcjonowania teorii umysłu zaburzeniem będącym łagodniejszą formą autyzmu, nie przejawiają większych tendencji do przypisywania wydarzeniom w ich życiu znaczeń teleologicznych (zmierzaniu do określonego celu). Są do tego skłonni mniej nawet niż ludzie zdrowi deklarujący się jako ateiści.

W pierwszym badaniu, przeprowadzonym przez studentkę Bethany T. Heywood, pod opieką Jessego M. Berina, 27 ludzi dotkniętych tym zaburzeniem poproszono o podjęcie próby wyjaśnienia przyczyn pewnych wydarzeń z ich życia - takich jak spotkanie bliskiej osoby lub zapadnięcie na chorobę. Grupa kontrolna 34 osób neurotypowych była statystycznie znacząco bardziej skłonna do tłumaczenia wydarzeń w kategoriach widocznie tak miało być czy przypisywania im elementu bożego palca. Badani z Aspergerem najczęściej wskazywali racjonalne przyczyny wydarzeń (chorobę powodują zarazki z którymi musieli najwyraźniej mieć kontakt) albo po prostu opowiadali o okolicznościach wydarzenia. W drugim eksperymencie grupę porównawczą stanowiło 34 neurotypowych ateistów. Wyniki nie były zaskakujące - dawali do zrozumienia, iż takie rzeczy się po prostu dzieją. Jednocześnie, przyznawali się do myśli wskazujących na myślenie teleologiczne, jednakże świadomie odrzucali takie rozumowanie. Z drugiej strony, wyniki grupy badawczej (ludzi z syndromem Aspergera) i tak były niższe. Przypuszczalnie ludzi dotknięci zaburzeniem związanym z funkcjonowaniem teorii umysłu wolni są od rozumowania szukającego celu.

Inny czynnik odpowiadający za szukanie nadprzyrodzonych sprawców to prawdopodobnie nasza tendencja do antropomorfizacji, hipoteza wysunięta przez Stewarta Guthrie. W zauważalny sposób mamy tendencje do przypisywania ludzkich cech innym zwierzętom i przedmiotom. Ten pies się do mnie uśmiecha, ten samochód się na mnie uwziął. Przypuszczalnie takie założenia (może niekoniecznie o samochodach) pozwalały naszym przodkom przetrwać - założenie w sytuacji niepewności, iż szelest w zaroślach ma wrogie wobec nas zamiary mogło niejedenokrtonie ratować nam życie.  Oto dlaczego.

Istnieją dwa rodzaje błędów rozpoznawania - błąd I rodzaju α, fałszywie pozytywny, kiedy stwierdzamy istnienie czegoś, czego nie ma i II rodzaju β, fałszywie negatywny, kiedy nie stwierdzamy istnienia czegoś, co jest. Popełniający błąd drugiego typu w sytuacji zagrożenia wypadali z puli genowej (to tylko moja wyobraźnia - to naprawdę lew jaskiniowy) i nie przekazywali swojej lekkomyślności dalszym pokoleniom. Ci ostrożniejsi (to na pewno rrroaaaarrr, czyt. lew jaskiniowy - to w rzeczywistości tylko wyobraźnia) to nasi przodkowie. Ponieważ do pewnego stopnia bardziej opłaca się taki sposób oceniania sytuacji, który wskazuje raczej więcej fałszywie pozytywnych niż negatywnych, jesteśmy przeczuleni na punkcie poszukiwania znaczących wzorców w otoczeniu. Przykładem usilnego poszukiwania znaczących wzorców w otoczeniu - i popełnianych przy tym pomyłek - jest właśnie *pareidolia. Badania przeprowadzone przez Susan Blackmore pokazują także, że ludzie deklarujący się jako wierzący w zjawiska paranormalne częściej dostrzegają znaczące wzorce tam, gdzie innym się to nie udaje. *Inne badania pokazują, że znaczenie może mieć ekspozycja na androgeny w życiu płodowym.
Ma to jednak swoje minusy

Badania Bruggera i Mohr pokazały, że większe ilości dopaminy (w tym wypadku spowodowane podaniem będącego jej prekursorem L-DOPA, leku stosowanego przy chorobie Parkinsona) powodują, iż badani dostrzegają w zniekształconym obrazie więcej kształtów twarzy i częściej uznają słowa z literówkami za poprawne. I rzeczywiście, leki przeciwpsychotyczne - mające ograniczać objawy urojeniowe, paranoję i halucynację (czyli wyjątkowo barwne błędy fałszywie pozytywne - ten człowiek patrzy na mnie i na pewno czegoś ode mnie chce) blokują receptory dopaminy. Działa to także w drugą stronę - środki psychoaktywne takie jak kokaina powodują zwiększenie ilości dopaminy (są jej antagonistami, co oznacza, że blokują miejsce w receptorach jej zwrotnego wychwytu, w rezultacie pozostaje jej więcej) - wywołują poczucie euforii i, zwiększając ilość dostrzeganych wzorców, zwiększają kreatywność. Mimo, iż czasem opłaca się uciec przed liśćmi poruszanymi przez wiatr, konieczne jest znalezienie złotego środka.

Michael Shermer o naszej skłonności do poszukiwania wzorców (TED Talks)

Czasami warto być przesądnym a kolor koszulki
może mieć znaczenie dla przetrwania.
Inne badania pokazują, iż brak kontroli nad dziejącymi się dookoła nas wydarzeniami powoduje, iż stajemy się przesądni. Poczucie braku kontroli nad sytuacją wywołuje negatywny stan emocjonalny i prowokuje podejmowanie działań mających na celu odzyskanie tej kontroli. Co więcej, uzyskanie poczucia kontroli nad sytuacją może wydłużać życie - w jednym z badań pensjonariusze domu starców żyli dłużej i zdrowiej jeśli mogli wybierać godziny i ilość wizyt odwiedzających ich studentów. Legendarne badania B. Skinnera pokazują, że nie jesteśmy w tym odosobnieni. Gołębie - karmione w losowych porach - także wychwytują czynności które wtedy wykonywały i próbują je powtarzać, celem wywołania efektu karmienia. Nie dziwi więc, że jeśli odczuwamy, iż nie mamy rzeczywistego wpływu na wydarzenia, próbujemy oszukać los i zapewnić sobie kontrolę wszelkimi możliwymi sposobami.

Analogiczną prawidłowość można zauważyć w wypadku ludzi będących ofiarami przemocy w dzieciństwie - mają oni tendencję do wiary w zjawiska paranormalne. Za szczególnie przesądną grupę uważa się także baseballistów, a konkretniej miotaczy (za znaczący uważają oni np. kolor noszonej przez siebie koszulki). Wiele przesądów związanych jest również z zawodem marynarza, przypuszczalnie ze względu na legendarnie nieprzewidywalną naturę morskiego żywiołu. Przykładowo, rybacy z Trobiandów łowiący na mniej poznanych wodach mają więcej związanych z tym rytuałów niż rybacy łowiący na dobrze poznanych wodach płytkich. Nie inaczej jest też pewnie z zapeszaniem w sytuacji, gdy napisaliśmy już egzamin i teraz możemy jedynie oczekiwać na wyniki - przy czym bardziej przesądni okazują się być studenci pierwszego niż drugiego roku. Więcej przesądów spotkać można również w krajach uboższych a spadochroniarze dostrzegają więcej znaczących wzorców tuż przed skokiem.

W sytuacjach braku kontroli, znaczące wzorce widywano także na obrazku po prawej.
Grafika z publikacji badaczy.
Co ciekawe, badania wskazują, iż przesądy (szczęśliwe długopisy, elementy bielizny, maskotki) rzeczywiście mogą powodować lepsze wykonywanie zadań. Zwiększają bowiem wiarę w powodzenie przedsięwzięcia, czym skłaniają uczestnika do większego zaangażowania w jego wykonanie. Podobnie tłumaczyć można zjawisko większego "szczęścia" spotykającego ludzi wierzących, iż są szczęściarzami. Chętniej chwytaj się oni bowiem wszelkich okazji i częściej angażują w próby podejmowania poprawy własnego losu niż ludzie przekonani o własnej pechowości.

Keep your fingers crossed! The Influence of superstition om subsequent task performance and its mediating mechanism - Lysann Damisch

* * *

Najwyraźniejsze tendencje do dostrzegania intencjonalnego sprawstwa stojącego za wydarzeniami przejawiają w powszechnej opinii dzieci. Psychologia rozwoju człowieka od czasów J. Piageta zna pojęcia takie jak artyficjalizm (skłonność do doszukiwania się wszędzie ludzkiego sprawstwa), animizm (przypisywanie obiektom nieożywionym cech organizmów żywych) czy finalizm (przeświadczenie, iż wszystko zmierza ku jakiemuś celowi) - schematy funkcjonujące we wczesnodziecięcym myśleniu rozwijających się mózgów, nakazujące im przypisywać nieistniejące cechy przedmiotom i nieuchronną celowość wydarzeń. Przykładowo na pytanie Dlaczego jest noc? dzieci odpowiadają Po to, żeby ludzie mogli spać.  

Deborah Kelemen, w świetle współczesnych odkryć weryfikujących te tezy, dokonała przeglądu badań dotyczących dziecięcego poznania i doszła do wniosku, iż małe dzieci określić można raczej intuicyjnymi teistami - ich sposób rozumowania nakazuje im widzieć zjawiska w przyrodzie jako rezultat działania pozaludzkich projektantów. Małe dzieci mają tendencje do udzielania odpowiedzi wskazujących na pełnienie określonej funkcji (chmury są po to, by padał z nich deszcz) na pytania o przyczynę istnienia obiektów w przyrodzie, nie tylko organizmów żywych. Nawet siedmio- i ośmiolatki twierdzą, iż kamienie o ostrych krawędziach są takie po to, by nie siadały na nich zwierzęta, lub, wręcz przeciwnie - by zwierzęta mogły się nimi podrapać. Tendencje te utrzymują się nawet wtedy, gdy dzieci poinformuje się, że dorośli używają innego rodzaju wyjaśnień.

Iluzja kontroli
Autorka przypuszcza, iż jest to skutek uboczny pracy społecznie rozwiniętego mózgu, ukształtowanego, by potrafić dostrzegać intencje napotykanych istot. Co ciekawe, badania na najmłodszych dzieciach pokazują, iż potrafią one przypisywać celowość nawet komputerowo generowanym kształtom i blobom pozbawionym twarzy - dokańczają za nie zadania wywnioskowane na podstawie ich zachowań i podążają za ich spojrzeniami. Podobne tendencje udało się zaobserwować także u pacjentów dotkniętych chorobą Alzheimera, których mózgi w skutek procesów neurodegeneracyjnych, pod pewnymi względami zaczynają przypominać dziecięce.

Kelemen sugeruje jednak, że rozróżnianie pomiędzy myślą "dziecięcą" a "dorosłą" jest w tym wypadku bezzasadne. Jako przykład podaje potoczne rozumienie (lub raczej niezrozumienie) procesów ewolucji, które przez przeciętnego człowieka - niezależnie od kultury i wykształcenia - rozumiane są jako zmierzające ku określonemu celowi lub przynajmniej jako niemal intencjonalne (dążące do "ulepszenia gatunku"). Rozumowanie nieteleologiczne a raczej naukowo-redukcjonistyczne jest właściwie nowością (w sensie historycznym) w naszym myśleniu i powszechnie funkcjonuje właściwie tylko w nauce. Nasze mózgi mają w zwyczaju myśleć o celowości wydarzeń - było to przydatne - a proces edukacji może (ale wcale nie musi) tę tendencję stłumić - nie zaś zastąpić.

* * *

Wiara w nadprzyrodzone czynniki sprawcze w naszym życiu jest cechą właściwą naszemu gatunkowi. To wierzenie i swego rodzaju przesądność jest podstawowym i naturalnym sposobem funkcjonowania ludzkiego mózgu. Sceptycyzm i niewiara wymagają z kolei włożenia pewnego wysiłku w pokonanie zwyczajowych nawyków myślowych. Dostrzeganie znaczących wzorców częściej, niż rzeczywiście występowały, przedłużało życie naszym przodkom. Tworzenie iluzji kontroli i dotyczących sprawstwa niezależnych od nas wydarzeń - takich jak siły natury z którymi mierzyli się nasi przodkowie - istot, które można obłaskawić i przebłagać, lub takich które są po prostu znane - od dawien dawna stanowiło źródło psychicznego komfortu. Dziś zawdzięczamy mu między innymi wiarę w moce nadprzyrodzone, przesądy i spiskowe teorie dziejów.


literatura polecana:
BOYER, Pascal - I człowiek stworzył bogów...
DENETT, Daniel - Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne.


grafika:
iluzja migotliwej siatki: Tó campos1, w domenie publicznej, za WikiCommons
ołtarz ofiarny  ccJay Khemani

piątek, 2 kwietnia 2010

tak ci się tylko wydaje, cz. III

Nie wierzę w astrologię (ponieważ jestem zodiakalnym Baranem).
część I, część II, część III


Jak bardzo poniższy opis odnosi się do Ciebie?
  • Masz pewne wady, ale na ogół potrafisz skompensować je pozytywnymi aspektami swojej osobowości, w dodatku masz pewne pokłady niewykorzystanych możliwości
  • Chociaż na ogół wiesz jak postępować z ludźmi, zdarza się, że czujesz się niepewnie, zwłaszcza w obecności osób których nie znasz zbyt dobrze.
  • Z zewnątrz wyglądasz na kogoś zdecydowanego, jednakże zdarza się, iż trapią Cię wątpliwości odnośnie słuszności podjętych decyzji
  • Miewasz znaczne obniżenia nastroju, ale zazwyczaj zachowujesz pogodę ducha i optymistycznie patrzysz w przyszłość, zdajesz sobie jednak sprawę, iż niektóre marzenia są nierealistyczne
  • Lubisz sport, ale zdecydowanie więcej czasu poświęcasz na jego oglądanie, niż uprawianie
  • Jesteś osobą ambitną i zależy Ci na tym, by rodzina, przyjaciele i współpracownicy postrzegali Cię dobrze, w rezultacie, bywasz wobec siebie bardzo krytyczny/a.
  • Czasami zamartwiasz się ponad potrzebę, ale jest to raczej wyjątkiem niż regułą.
  • Jesteś osobą opanowaną, choć czasami musisz włożyć sporo wysiłku, by utrzymać nerwy na wodzy
  • Lubisz towarzystwo innych ludzi, ale miewasz potrzebę spędzenia czasu w samotności
  • Zdobyte przez Ciebie doświadczenie podpowiada Ci zachowywanie ostrożności przy otwieraniu się wobec innych ludzi - jesteś osobą przystępną, ale zdarza się, iż zachowujesz dystans
Jeśli wydaje Ci się, że powyższy opis jest wiernym opisem Twojej osobowości, należysz do bardzo licznej grupy ludzi. Przyjrzyj się strukturze składających się na niego zdań. Większość z nich opartych jest na schemacie [na ogół] A, ale [niekiedy] ~A lub odwrotnym, dzięki czemu obstawiamy wszystkie możliwości. Opis został bowiem skonstruowany tak, aby informacje w nim zawarte były w największym możliwym stopniu ogólne i odnosiły się do większości ludzi. Niemal każdy z nas potrafi przypomnieć sobie sytuacje, kiedy - pod wpływem czynników zewnętrznych, emocji - zachował się inaczej niż zwykle, więc wszystko się zgadza, mimo, iż stwierdzenia są wewnętrznie sprzeczne. Sądy zawarte w opisie mają także wydźwięk w większości pozytywny, co dodatkowo ułatwia nam identyfikację z nimi.

Podobną demonstrację przeprowadziłem kiedyś na zszokowanych kolegach z klasy, w 1948 na swoich studentach wykonał takie doświadczenie B. R. Forer, któremu efekt horoskopowy zawdzięcza swoją drugą nazwę, efekt Forera (znany też jako efekt Barnuma, od zmyślnego biznesmena zarabiającego na pokazach, częstokroć sfałszowanych, osobliwości; błędnie przypisuje mu się stwierdzenie mamy coś dla każdego).

Forer poprosił swoich studentów o wypełnienie kwestionariusza osobowości, informując, iż na jego podstawie przygotowana zostanie dla nich analiza osobowości. Studenci, otrzymawszy opis siebie mieli za zadanie ocenić jego trafność w skali 0-5. Średnia ich ocen wyniosła 4.26. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że każy z nich otrzymał taki sam opis, w dodatku, przygotowany na podstawie fragmentów horoskopów.

Czynniki decydujące o skuteczności efektu to przekonanie badanego, iż opis przygotowany został specjalnie dla niego (np. po wypełnieniu testu), przeświadczenie o kompetencji autora opisu (efekt autorytetu) i stwierdzenia pozytywne, z którymi identyfikujemy się zawswze i chętnie.

Jeśli równolegle z moim blogiem czytujesz wprawki pisarskie najmłodszych dziennikarzy w redakcji, znane też jako horoskopy lub wierzysz we wpływ jedynie z Ziemi widocznych jako gwiazdozbiory zodiakalne, oddalonych o miliardy kilometrów, kul plazmy na Twoje życie, wiesz już dlaczego wszystko pasuje. Poczytaj któregoś razu pozostałe jedenaście przepowiedni i zobaczy, czy przypadkiem także się nie sprawdzą.

* * *

Jeśli natomiast chodzi o pytania z testu, który *miałeś okazję rozwiązać wczoraj, odpowiedzi nie miały oczywiście żadnego znaczenia, poza zbudowaniem odpowiedniego nastawienia do testu. Pytanie o znak zodiaku było istotne tylko o tyle, że właśnie dotknęliśmy mechanizmu działania horoskopowych opisów osobowości. Pytanie o zwierzę z którym się identyfikujemy, poza tym, że było cokolwiek zgodne z profilem bloga, w połączeniu z jakimś wywiadem mogłoby pewnie coś o nas powiedzieć, lecz nie o to chodziło w tym wypadku. Pozostałe pytania dotyczyły rzeczy powszechnie występujących i wiązały się z techniką zimnego odczytu (ang. cold reading) służącego sztukmistrzom i naciągaczom do "czytania w myślach". Przykładowo, większość z nas bawiła się dzieciństwie przeskakując płytki chodnikowe według określonego wzorca, np. chodząc po nich tak, aby nie dotknąć żadnej krawędzi, dlatego z dużym prawdopodobieństwem sukcesu możemy zasugerować komuś, iż właśnie wyczytaliśmy to z jego myśli. Wypadanie zębów jest jednym z najpopularniejszych snów (cytat dnia: nie chodzi mi o teksty z senników bo to bzdury, chodzi mi o psychoanalizę), co jednak nie potwierdziło się na próbie czytelników wpisu, którzy zdecydowali się wziąć udział w zabawie. Dramaty związane w wodą to część dzieciństwa wielu z nas, część z nas po prostu boi się wody; warto także zwrócić uwagę na ogólnikowość stwierdzenia - do określenia pasuje przeżycie tonięcia, strach przed wodą, brutalne wrzucenie do wody ale także np. szczególnie nieprzyjemne oblanie wodą z okazji poniedziałkowego święta czy zalanie wodą dokumentów rodziców. 

Wiele zależy od "odczytującego", który w odpowiedni sposób naprowadza swoją ofiarę, używając raczej zdań pseudo-oznajmujących i pytań niż stwierdzeń, pozwalając jej tym samym na dopowiedzenie reszty. Wiele wyczytać można ze sposobu ubierania, statusu majątkowego, akcentu, tego co osoba sama o sobie opowiada jak też i przy pomocy asystentów siedzących na widowni. Dużo daje także wiedza o tym, co jest popularne, jak wygląda typowa rodzina z danego kręgu kulturowego i życie statystycznego Kowalskiego/Smitha/Mullera.
Typowe stwierdzenia dla zimnego odczytu to na przykład:
...ktoś z Twoich bliskich zmarł niedawno po ciężkiej chorobie...
...w domu trzymasz pudełko z mnóstwem nieposortowanych fotografii...
...na nodze masz bliznę z dzieciństwa...
...widzę dom, z ogródkiem, rośnie w nim drzewo owocowe, które bardzo lubisz...
...masz pewne problemy z kimś bliskim, z rodziny lub przyjacielem?
...na nodze masz bliznę, po wypadku z dzieciństwa...
więcej o cold reading, film z R. Dawkinsem i D. Brownem, iluzjonistą i sceptykiem

A oto, w ramach ciekawostki, wyniki naszej ankiety:





Do jakiego zwierzęcia porównałbyś siebie samego?

pies (x4)kot (x2), leniwiec (x2), ptak (x2), aaaa, delfin, glista, jeleń, jeżozwierz, kruk, komar, lew, orka, sowa, pantera, Tygrysek, wa, waz


Zainspirował mnie żart przygotowany przez Fallacy Files. Mam nadzieję, że Twój pierwszy kwietnia był udany.

czwartek, 1 kwietnia 2010

znaj siebie

Chciałbym zaprosić się dziś do małej zabawy z praktyczną stroną psychologii. Wypełnienie kwestionariusza zajmie tylko chwilkę a być może powie Ci o sobie coś, czego np. chciałbyś się dowiedzieć. Jak się za chwilę przekonasz, pytania nie dotyczą kwestii osobistych, nie zostaniesz także zapytany o dane osobowe. Zachęcam więc do udzielania szczerych odpowiedzi.

poniedziałek, 15 marca 2010

tak ci się tylko wydaje, cz. II

część I, część II, część III


Wyobraź sobie, że kupujesz mikser kuchenny. Znalazłeś dwie oferty dotyczące interesującego Cię modelu. Pierwsza, to produkt dostępny w sklepie w pobliżu miejsca Twojego zamieszkania, jego cena to 97 złotych. Druga to mikser w sklepie na drugim końcu miasta, w cenie 67 złotych. Który sklep wybierasz?

Teraz wyobraź sobie, iż kupujesz telewizor plazmowy. Model, którego poszukujesz znajduje się w dwóch sklepach. W pierwszym, w pobliżu miejsca Twojego zamieszkania, kosztuje on 3960 złotych. W drugim, na drugim końcu miasta, kosztuje on 3930 złotych. Gdzie dokonujesz zakupu?

Praktyka pokazuje, że ludzie na ogół decydują się na oszczędzenie 30 złotych na mikserze, nie decydują się natomiast oszczędzenie 30 złotych na telewizorze. Mimo, iż pieniądz nie jest wartością relatywną i za 30 złotych oszczędzone na małej kwocie i dużej kwocie kupimy dokładnie tyle samo.

* * *


Pisanie o statystyce nie może chyba obyć się bez przypisywanego brytyjskiemu premierowi, Benjaminowi Disraeli, powiedzenia o trzech rodzajach kłamstwa - kłamstwach, bezczelnych kłamstwach i statystyce. Rzeczywiście, statystyka może nas zwieść, a to dzięki dwóm czynnikom, często współwystępującym - złej woli twórcy statystyki i naszej jej nieznajomości. Oto przykład, zaczerpnięty z książki Born to Believe (A. Newberg, M.R. Waldman). Okazuje się, że obrzezanie zmniejsza ryzyko wystąpienia raka prącia o 50%. Innymi słowy, mężczyźni nieobrzezani mają dwa razy większe szanse zachorowania, co oznacza 100% wzrost ryzyka. Brzmi przerażająco. Czy warto zatem poddawać nowo narodzonych chłopców temu zabiegowi? A jakie jest właściwie to ryzyko zachorowania? Ten rodzaj nowotworu jest dość rzadki w Europie i Ameryce Pn. - tylko 1 mężczyzna na 100 000 nań choruje, co daje nam 0,001% szans zachorowania. Ryzyko powikłań po zabiegu wynosi z kolei 1% - co oznacza, że jeden chłopiec na stu będzie cierpiał z ich powodu. W zależności od tego, czy pytasz zwolenników prewencyjnego usuwania dziecięcych napletków, czy też przeciwników tego zabiegu, usłyszysz różne wartości. Na czym się oprzeć podejmując decyzję?

* * *

Caesars Palace, luksusowy hotel i kasyno w Mieście Grzechu. Jeden z wielu pomników wybudowanych tam na cześć ludzkiej nieznajomości praw statystyki. Stara prawda: gra w kasynach ma przynosić zyski właścicielom kasyn

Heurystyki czyli utarte szlaki na skróty, którymi chadza nasze rozumowanie

Heurystyka dostępności (avability heuristic). "Ludzie od tego umierają, widziałem w wiadomościach" lub też "Mój dziadek pali i nie ma raka". Tendencja do przypisywania większego prawdopodobieństwa wydarzeniom silnie nacechowanym emocjonalnie i łatwiej dostępnym pamięci. Choć, podobnie jak inne heurystyki, sama w sobie nie jest błędem a jedynie sposobem funkcjonowania naszego mózgu, może prowadzić do przekłamań. Im częstszy masz kontakt z informacjami o popełnianych przestępstwach i katastrofach naturalnych (oglądanie TVN24 i jej podobnych, czytanie Faktu i jemu podobnych), tym bardziej prawdopodobna wydaje ci się możliwość bycia nimi dotkniętym. Dlatego Amerykanom bardziej prawdopodobna wydaje się bardzo medialna i zapadająca w pamięć utrata życia w wyniku ataku rekina, niż spowodowana trafieniem kawałkiem rozbitego samolotu (choć jest odwrotnie). Heurystyka dostępności częściowo odpowiada za dowód anegdotyczny - osoby które znamy pozwalają nam łatwiej unaocznić sobie domniemaną prawdziwość danego wydarzenia. Powoduje także nieuzasadnione generalizacje na podstawie jednego, dobrze znanego nam przypadku. Jej szczególnym przypadkiem jest kaskada dostępności, kiedy zastosowanie szczególnie urzekającej idei rozszerza się lawinowo, dzięki jej popularności i ciągłemu powtarzaniu - oczywistym wydaje się, że coś musi być na rzeczy. Dokładnie tak, jak z powiedzeniem o kłamstwie powtórzonym tysiąc razy, które staje się prawdą - wszyscy wiemy, że jego autorem jest Joseph Goebbels, minister propagandy III Rzeszy, choć źródła na to nie wskazują. Inny ciekawy przykład działania tej heurystyki.

Heurystyka reprezentatywności (representativness heuristic).
Bogaty biegnący - dba o zdrowie
Biedny biegnący - złodziej, okradł kogoś i ucieka
Bogaty czytający gazetę - intelektualista
Biedny czytający gazetę - pewnie szuka pracy

Bogaty pijany - odreagowuje stresy
Biedny pijany - pijak i menel
Sposób wnioskowania na temat rzeczywistości polegający na opieraniu decyzji poznawczej i ocenie prawdopodobieństwa danej wersji wydarzeń na podstawie podobieństwa danego obiektu do typowych przypadków danej kategorii.

Heurystyka zakotwiczenia (anchoring and adjustment). Sposób rozumowania polegający na przyjęciu pewnego punktu wyjściowego (zakotwiczenia) i, w miarę uzyskiwania kolejnych informacji, zbliżaniu się do rezultatu poprzez jego dostosowywanie. W badaniach widoczna na przykład wtedy, gdy badani poproszeni o oszacowanie procentu krajów Afrykańskich będących członkami ONZ po usłyszeniu naprowadzającego pytania "mniej, czy więcej niż 45%?" strzelają niżej, niż ci, którzy usłyszeli podobne pytanie o 65%.

Inne opisywane statystyki obejmują:

Heurystyka zarażenia (contagion heuristic). Tendencje do przenoszenia negatywnego (rzadziej pozytywnego) nastawienia na obiekty mające kontakt ze źle (lub dobrze) postrzeganym obiektem. Jak z kamykiem z Jeleniej Góry, po którym wiadomo, kto stąpał


Heurystyka włożonego wysiłku (effort heurisitic). Tendencja do oceniania wartości przedmiotu w zależności od tego, ile trudu włożone zostało w jego pozyskanie, vide banknot znaleziony i banknot z wypłaty, także, *wędkowanie dla zarobku, wędkowanie po pracy ale również wytwory cudzej pracy.

Heurystyka afektu (affect heuristic). Wpływ naszej reakcji emocjonalnej (nie zawsze uświadomionej) na  dany bodziec na podejmowane przez nas decyzje; zaobserwowano, iż pozytywny afekt powoduje, iż niżej oceniamy ryzyko a wyżej korzyści płynące z danej decyzji. W badaniach R. Zajonca, chińskie ideogramy (przykład bodźca neutralnego i pozbawionego znaczenia dla badanych) oceniano wyżej, jeśli poprzedzono je  uśmiechnięta twarzą (niż twarzą wykrzywioną grymasem lub neutralnym kształtem geometrycznym), efekt był  stosunkowo trwały - pierwsze skojarzenie utrzymywało się gdy ten sam kształt poprzedzano następnie inną twarzą. Wieść gminna niesie, że w ślepej próbie wyżej ocenianym napojem jest Pepsi, częściej kupowanym jest jednak Coca-Cola, jako skuteczniej reklamowana.

Heurystyka znajomości (familiarity heuristic). Zachowanie w danej sytuacji opieramy na skutecznych wzorcach wyniesionych z sytuacji podobnych, co jest jak najbardziej zrozumiałe - oszczędza nam to czas potrzebny na podjęcie decyzji o działaniu, a czas, jak wiadomo, to większa fitness. Dzięki niej potwarzamy zachowania sprawdzone a unikamy tych, które nie przyniosły pożądanego rezultatu i możemy działać skuteczniej. W sytuacjach całkowicie nowych, np. walki o przetrwanie może okazać się jednak nieskuteczna i skłonić nas np. do rozebrania się do rosołu na pustyni, ponieważ jest nam gorąco lub picia wody morskiej w celu zaspokojenia pragnienia; choć znane są wyniki badań wskazujące, iż działa raczej w sytuacjach rutynowych. Badania pokazują także, że do rozwiązywania problemów znanych i problemów z którymi zetknęliśmy się po raz pierwszy wykorzystujemy różne obszary mózgu.

Pierwszy z brzegu i pierwszy lepszy (TTF i TTB, Take-The-First i Take-The-Best). Mając do wyboru kilka możliwości działania, na ogół nie generujemy i rozważamy wszystkich potencjalnych rozwiązań sytuacji a na ogół wybieramy jedną z pierwszych opcji, które przyjdą nam na myśl, jako kryterium decyzyjne przyjmując ogólny pomysł na to, jak rozwiązanie miałoby wyglądać; rozwiązania te zadziwiająco często okazują się skuteczne, przypuszczalnie dlatego, że sprawdziły się w przeszłości i w rezultacie są mocniej zaznaczone (leżą bardziej "z brzegu", "na wierzchu") w sieci skojarzeń z danym działaniem. Heurystyka "pierwszy lepszy" jest wykorzystywana przez nas przy dokonywaniu wyborów opartych na wielu kryteriach. Z reguły postępujemy w ten sposób, iż z listy kryteriów wybieramy to, które uważamy za najważniejsze z punktu widzenia tego, czego potrzebujemy i na podstawie rozróżnienia dokonanego przy jego pomocy podejmujemy decyzję, pozostałymi kryteriami posługujemy się zaś wtedy, gdy pierwsze nie okaże się rozstrzygające. Badane m.in. w sporcie.

Wpatrywanie się w piłkę (gaze heuristic). Trochę nieformalna nazwa na sposób w jaki rozwiązujemy nieprawdopodobnie trudne inżynieryjnie zadanie łapania lecącej piłki. Chcąc skonstruować robota zdolnego do chwytania piłek, musielibyśmy nauczyć go skomplikowanych obliczeń uwzględniających wiele czynników - prędkość, przyspieszenie spadającego obiektu, kąt spadania, odległość, prędkość wiatru... Chwileczkę, powiesz, przecież ja potrafię łapać lecące piłki a nie za bardzo wiem o czym mówisz. Jeśli następujący sposób rozwiązywania równania różniczkowego
mówi Ci niewiele (podobnie jak autorowi), wiedz, że Twój mózg być może rozwiązuje takie zadanka bez większego trudu (jest to jakiś dowód na istnienie nieświadomości). Inne podejście mówi o heurystyce wpatrywania się, która polega na (1) koncentracji wzroku na lecącej piłce (2) podbieganiu w jej kierunku (3) utrzymywaniu stałego kąta pod jakim patrzymy na piłkę, dzięki czemu w najgorszym wypadku uderzy w nas, ale będziemy mieli dużą szansą ją złapać.

Reguła szczytu i końca (peak-end rule). "Pogoda była dobra, szkoda tylko, że na sam koniec musiało jeszcze padać!" Zaobserwowana przez D. Kahnemana (jak i wiele innych wymienionych w tym cyklu) tendencja do oceniania wydarzeń z przeszłości na podstawie odbioru ich maksymalnego natężenia (przyjemne/nieprzyjemne) jak i zakończenia. W spektakularnym badaniu, dwóm grupom ludzi zaprezentowano takie samo sekwencje wyjątkowo nieprzyjemnych i uciążliwych dźwięków, z tym, że sekwencja grupy drugiej wzbogacona była o zakończenie składające się z dźwięków nieco mniej nieprzyjemnych. Co ciekawe, grupa druga oceniła doświadczenie jako znacznie mniej nieprzyjemne. Można pokusić się o praktyczne zastosowania reguły w celu zmniejszania późniejszej intensywności przykrych doznań u siebie lub innych. Przypuszczalnie, nasz mózg ocenia wydarzenia z przeszłości traktując je raczej jako uśrednienie, niż sumę zdarzeń.

Heurystyka rozpoznawania (recognition heuristic). "Nie wiem o co w tym chodzi, ale A wygląda znajomo...". Zaskakująco skuteczna nieświadoma reguła wnioskowania w której z dwójki obiektów które oceniamy pod katem danego kryterium wybieramy ten, który wydaje nam się znajomy. Które miasto amerykańskie jest większe - A) San Diego, B) San Antonio? Jeśli odpowiedziałeś, iż to pierwsze, udzieliłeś podobnej odpowiedzi jak dwie trzecie zapytanych Amerykanów i 100% zapytanych Niemców (poprawnej). Podobnie sprawa miała się z przewidywaniem wyników ligi angielskiej przez studentów z Anglii i Turcji (66% i 63%).

Heurystyka rzadkości (scarcity heuristic). Im coś rzadsze (lub bardziej prawdopodobna wydaje się tego strata), tym wydaje się cenniejsze, nawet jeśli nie ma po temu innego uzasadnienia. Dlatego tak hołubione jest złoto (choć inne metale są znacznie bardziej praktyczne), białe kruki osiągają niebotyczne ceny na rynku kolekcjonerskim, błędnodruki są tak cenne dla filatelistów, ludzie którzy otarli się o śmierć doceniają życie, zakochani, którym na drodze piętrzą się trudności są bardziej zdesperowani, by być razem a posiadacz rzadkich zabawek cieszy się największym szacunkiem na podwórku. Podstawa niektórych technik manipulacji, zwłaszcza w reklamie (ileż to nie zapłacimy, by móc czuć się wyjątkowymi).

Heurystyka symulacji (simulation heuristic). "Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś to zrobić, powiem więcej, wiem, że tego nie zrobisz." Za bardziej prawdopodobne uważamy te wydarzenia, które łatwiej jest nam sobie wyobrazić. Im więcej możliwych powodów (potencjalnie nieprzyjemnych) dla których bliska nam osoba spóźnia sie z powrotem przychodzi nam do głowy, tym bardziej rośnie nasz niepokój i wzrasta pewność, iż coś musiało się stać.

Heurystyka płynności (fluency heuristic). Z dwójki przedmiotów rozważań, adekwatniejszy pod kątem rozwiązania wydaje nam się ten, który przetworzyliśmy płynniej, szybciej i skuteczniej.

Społeczny dowód słuszności (social proof). Tylu ludzi nie może się mylić. Plącze się po blogu od dawien dawna, patrz też: efekt podczepienia.

Jeszcze więcej błędów poznawczych

Niechęć do dwuznaczności (need for closure, uncertanity bias). Wolimy wiedzieć, niż nie wiedzieć i nie być pewnym. Mamy trudności z zaakceptowaniem dwuznaczności i dążymy do wybrania jednej opcji jako prawdziwej. Patrz też: nie mogę zobaczyć dwóch wersji sześcianu Neckera jednocześnie.

Efekt autorytetu (jako technika wywierania wpływu - zasada autorytetu, authority bias). "Wygląda kompetentnie, pewnie będzie mieć rację". Obserwowalna w wielu sytuacjach tendencja do niemal bezkrytycznego zawierzania opinii osób sprawiających wrażenie autorytetów w danej dziedzinie, może prowadzić do niebezpiecznego zjawiska znanego jako *kapitanoza. Blisko powiązana ze skłonnością do zawierzania ludziom mającym władzę (authoritarian bias).

Efekt przekonań (belief bias). Wyniki są dobre, więc wszystko musi być w porządku. Mamy tendencję do przyjmowania prawdziwości rozumowania które jest zgodne z tym, co już wiemy lub z tym w co wierzymy, nie zwracając uwagi na drogę jaką rozumowanie przebiegało, dotyczy zwłaszcza logiki rozumowania. W przykładowym badaniu niepiśmiennych farmerów z Azji Środkowej skonfrontowano z rozumowaniem dedukcyjnym: "Na dalekiej północy, gdzie jest dużo śniegu, wszystkie niedźwiedzie są białe. Nowa Ziemia leży na dalekiej północy. Jakiego koloru są tamtejsze niedźwiedzie?". Schemat odpowiedzi badanego obejmował konstatację faktu, iż wszystkie niedźwiedzie które do tej pory widział są czarne (choć w każdym miejscu są inne zwierzęta). Badania z udziałem neuroobrazowania pokazują, że rozwiązywanie sylogizmów dotyczących zagadnień nieznanych badanemu angażowało obszary płata ciemieniowego związane z operacjami matematycznymi a te dotyczące zagadnień znanych, dodatkowo obszary lewego płata skroniowego przypuszczalnie powiązane z pamięcią długotrwałą.

Iluzja grupowania (clustering illusion). Musisz po prostu połączyć kropki. Mamy tendencję do łączenia przedmiotów w grupy, domykania wzorów i figur, w rezultacie widzimy wzory, których tak naprawdę nie ma.

Ilustracja kilku praw naszej percepcji, nie tylko wzrokowej, w założeniach kierującej się zasadą prägnanz - prostoty, kompletności, jasności i uporządkowania, wg. psychologii Gestalt (postaci): (a) prawo podobieństwa - tendencja do postrzegania elementów podobnych jako zgrupowanych i tworzących całość - widzimy raczej rzędy, niż kolumny, (b) prawo dopełnienia - widzimy kwadrat tam, gdzie go de facto nie ma, (c) prawo dobrej kontynuacji (wspólnego losu) - chętnie uzupełniamy linie i widzimy dwie przecinające się krzywe, grupy obiektów ułożonych linowo postrzegamy jako całość, vide korek drogowy (d) prawo bliskości przestrzennej, choć działa także dla czasowej - obiekty położone blisko siebie widzimy jako należące do jednej całości - naturalnym jest widzieć najpierw las a dopiero potem pojedyncze drzewa (e) prawo symetrii - symetryczne względem siebie obiekty traktujemy jako części tej samej całości

Dostatecznie duża liczba elementów zbioru sprawia, że zawsze uda się w nich znaleźć coś, co sprawiać będzie wrażenie nieprzypadkowości (błędnie rozumianej, o czym za chwilę), tak jak w wypadku rozwinięcia dziesiętnego liczby π w którym *można znaleźć swoje imię. Badania pokazują, że sekwencje pokroju OXXXOXXXOXXOOOXOOXXOO uznajemy za mało przypadkowe, argumentując, iż widzimy w niej wyraźne wzory. Tymczasem są one perfekcyjnie przypadkowe. Wiąże się z wieloma innymi przykładami błędnego intuicyjnego rozumienia statystyki, jak złudzenie gracza. Prowadzi do takich zachowań jak "cały czas zaznaczałem A, to teraz zaznaczę B" i każe nam doszukiwać się dobrej/złej passy np. u sportowców. Bardzo powszechne wśród zwolenników teorii spiskowych. Zob. też *pareidolia.

Złudzenie gracza (gambler's fallacy). Tyche jest suką. Moneta (lub kostka do gry) nie ma pamięci, więc nie wie, ile razy wyrzucono za jej pomocą reszkę lub orła - za każdym rzutem prawdopodobieństwo wyrzucenia danej strony jest takie same (prawdopodobieństwo dla orła w jednym rzucie wynosi 1/2, dla reszki wynosi 1/2 - dla dziesięciu orłów wynosi 1/210, dla pięciu orłów i pięciu reszek wynosi zatem 1/210).  Podobnie rzecz ma się z maszynami w LOTTO, prawdopodobieństwo wylosowania danej liczby w każdym kolejnym losowaniu (nie mającym związku z poprzednim, jako, że maszyna nie pamięta, co wylosowała) jest takie samo i wynosi np. 1/80 dla Multilotka. Sprawdzanie wyników kolejnych losowań i obstawianie numerów, które "dawno nie padły" a także wydawanie pieniędzy na "niezawodne systemy" jest bezprzedmiotowe. Wariacją na temat jest odwrócone złudzenie gracza, sprawiające, że mamy opory przed graniem na automatach rano, kiedy "nikt jeszcze nie grał". Stoi za nim postrzeganie wydarzeń mało prawdopodobnych jako wystepującej tylko po bardzo dużej liczbie prób. Raz jeszcze, Wszechświat nie wie, ile razy grano na danym automacie.

Złudzenie koniunkcji (conjuction fallacy). Na pewno zabił go lokaj, miał powód. Historia bogata w uzasadniające jej wydarzenia detale wydaje nam się bardziej prawdopodobna, niż historia mało szczegółowa. W rzeczywistości jest to niemożlie, ze względu na to, iż prawdopodobieństwo łącznego wystąpienia dwóch wydarzeń nie może być większe, niż prawdopodobieństwo wystąpienia jednego z nich. Zginął Bruce. Przypuśćmy, że prawdopodobieństwo, że Bruce został zamordowany wynosi 0,30 (mógł zginąć z wielu innych powodów, mógł mieć niebezpieczną pracę). Prawdopodobieństwo, że lokaj miał powód by zabić Bruce'a wynosi np. 0,90. Tym niemniej, chcąc uzyskać łączne prawdopodobieństwo , musimy obie te wartości pomnożyć. W rezultacie otrzymujemy 0,3 x 0,9 = 0,27 - mnożone przez siebie wartości prawdopodobieństw zawsze dadzą liczbę mniejszą od każdej z nich osobna a dodatkowe warunki zawsze obniżają prawdopodobieństwo zdarzenia. I tak na przykład, podróżując samolotem, warto zabrać ze sobą jakąś bombę, dla pewności, że w czasie lotu nie zginiemy w zamachu bombowym. Prawdopodobieństwo, iż na pokładzie znajdą się dwie niezależne bomby bowiem jest nieprawdopodobnie małe, a już na pewno mniejsze niż to, że znajdzie się jedna.

Efekt pewności wstecznej (hindsight bias, "I-knew-it-all-along" effect). "Wiedziałem, że tak będzie" lub też "z perspektywy czasu... nie mogło być inaczej". Przeszłe wydarzenia wydają nam się bardziej prawdopodobne, niż rzeczywiście były, nagle okazuje się, że wszystko na to wskazywało, lub inaczej być nie mogło. Wszystko wydaje się oczywiste, gdy znamy rozwiązanie, w dodatku mamy tendencje do lepszego zapamiętywania tych przewidywan, które okazały się słuszne. Prawdopodobnie rezultat działania heurystyki dostępności - droga wybrana jest bardziej dostępna naszej uwadze, znamy też więcej szczegółów, podczas gdy o alternatywie nie wiemy prawie nic. Wyraźnie obserwowalne w sytuacji np. krytyki poczynań polityków - zawsze znajdą się oponenci, którzy wiedzieli, że tak będzie; jak i w życiu osobistym - nie mogło nam się udać.

Pozorne korelacje. Ludzie wstający wcześnie rano powodują wojny, wypadki i głód na świecie, "...to złodziej! I pijak! Bo każdy pijak to złodziej!" Nie wszystkie współwystępujące ze sobą wydarzenia mają tę samą przyczynę lub są w związku przyczynowo-skutkowym. Nasz mózg lubi widzieć świat uporządkowanym a w takim świecie rzeczy dzieją się grzecznie od przyczyny do skutku (stąd już tylko krok do pierwszego Nieruchomego Poruszyciela), poza tym zauważanie zależności w środowisku jest kluczem skutecznego w nim funkcjonowania. Przykładem błędu post hoc ergo propter hoc (po tym a więc wskutek tego) byłoby przeświadczenie, iż pianie koguta powoduje wschód słońca a głos oznajmiający odjazd pociągu ruszenie lokomotywy a także stwierdzenie o *leczniczej mocy cukru. Błąd cum hoc ergo propter hoc (z tym, a więc w skutek tego) to na przykład spostrzeżenie, iż "bezbożni mieszkancy Haiti wyznają voodoo" a "Haiti zostało zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi" - czy to może być przypadek (autentyk)? Źródło uprzedzeń rasowych, przesądów, sukcesu pseudomedycyny i pseudopsychoterapii. Por.: iluzja kontroli.

Efekt oczekiwań obserwatora, efekt obserwatora, efekt Pigmaliona, efekt Rosenthala (observer-expectations effect). Widzisz to, co chcesz widzieć [bo się do tego przyczyniasz]. Tendencja do wywierania nieświadomego wpływu obserwatora (np. eksperymentatora) na przebieg zjawiska (np. doświadczenia). mówiąc obrazowo, stajemy się tym, kim jesteśmy w oczach osób, które mają na nas duży wpływ - nauczycieli, przełożonych, dowódców, lekarzy... W nazewnictwie tych różnych odmian samospełniającego się proroctwa istnieje pewne zamieszanie - efekt Pigmaliona oznacza spełnianie się oczekiwań które wytworzyliśmy wobec danej osoby (być może źródło sukcesów szkolnych wielu z nas; patrz badania Rosenthala nad etykietkowaniem); efekt Rosenthala to określenie podobnego zjawiska w sytuacji badacz-badany. Źródło - trzeba przyznać, jak na konia niezwykłych - umiejętności matematycznych Mądrego Hansa. Doskonałą odtrutką w badaniach naukowych jest podwójnie ślepa próba, w której ani badacz ani badany nie wiedzą do której grupy eksperymentalnej należy dana osoba. Zob. też efekt obserwatora w fizyce.

Nieuzasadniony optymizm (optimisim bias). "Śmierć? Mnie to nie dotyczy." Wszyscy wiemy, że związki się rozpadają, ale w naszym wypadku będzie inaczej i właśnie dlatego tatuujemy sobie imię naszej drugiej połowy. Wszyscy spodziewamy się też żyć dłużej niż przeciętnie a badani amerykańscy studenci (co my byśmy bez was zrobili?) okazują się uważać się za mniej niż swoi rówieśnicy podatnych na zyciowe nieszczęścia, takie jak nabawienie się problemów z alkoholem, utrata pracy, zawał serca, rozwód tuż po ślubie. Złudzenie powszechne wśród palaczy, biorących kredyty, którzy godzą się na wysokie kary w razie zwlekania z płatnościami (ku uciesze firm oferujących szybkie pożyczki) i mieszkanców terenów zalewowych. Jeśli oceniamy prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia pozytywnego w porównaniu z negatywnym, wybieramy pozytywne. Badania z wykorzystaniem neuroobrazowania pokazują, że pobudzenie ciała migdałowatego jest mniejsze w wypadku potencjalnych przyszłych nieszczęść niż potencjalnych wydarzeń o charakterze pozytywnym. Przypuszczalnie ma to znaczenie adaptacyjne - tak łatwiej żyć - a zaburzenia optymistycznego postrzegania świata i pracy odpowiednich obszarów w mózgu wiążą się z depresją. Z drugiej strony, nie doceniamy prawdopodobieństwa wydarzeń rzadkich.

Nadmierna pewność (overconfidence effect). "Na bank D!". Pewny na stówę oznacza w rzeczywistości 80% skuteczności, deklarowana pewność rzędu 99% daje 60% skuteczności. Niestety, dotyczy także psychologów klinicznych i studentów psychologii w sytuacji wyciągania wniosków ze opisu studium przypadku. Szcześliwie nie stwierdza się efektu u prognostyków pogody.

Subiektywna walidacja (subjective validation). Z mojego punktu widzenia to jest prawdziwe. Obserwowalna tendencja do postrzegania jako prawdziwiej informacji zgodnej z naszymi przekonaniami, doświadczeniem lub istotnym dla nas znaczeniu, innymi słowy chętnie potwierdzamy rzeczy, które wydają nam się być prawdziwe lub które powinny być prawdziwe, ponieważ zgadzają się z tym, co już wiemy. Czasami każe nam zaprzeczać oczywistym dowodom na nieprawdziwość naszych twierdzeń. Źródło dochodu mediów, jasnowidzów i innych ludzi żyjących ze skutecznego zimnego odczytu - przekonywania ludzi, że wie się o nich więcej, niż tak naprawdę wie.

Efekt pozostałych przy życiu (nazwa autorska, survivorship bias). "Przecież [teraz] działa [choć nie działa w większości przypadków]!" lub też "Ale przecież wszyscy moi [dwaj] uczniowie doskonale zdają maturę z fizyki [choć reszta chętnych zrezygnowała nie otrzymując odpowiedniej edukacji]". Błąd polegający na braniu pod uwagę informacji o obiektach (ludziach, testowanych przedmiotach, wynikach przedsiębiorstw) które przetrwały selekcję, przy pomijaniu udziału tych, które jej nie przeszły. Tak stworzyć można np. doskonałe wyniki doradców finansowych czy placówek edukacyjnych a także wyniki badania potwierdzające zdolności parapsychiczne garstki osób z dużej próby poczuwających się do tego (siłą wielkich liczb). Powiązanym efektem jest selektywna publikacja wyników (publication bias) - informowanie o wynikach badań potwierdzających naszą hipotezę a pomijaniu tych prób, które się nie powiodły (choć tak naprawdę każdy dobrze przeprowadzony eksperyment kończy się sukcesem, ponieważ dokłada się do naszej wiedzy o tym jak nie jest, rzadziej, jak jest).

Efekt teleskopowy (telescoping effect). Skłonność naszej pamięci do postrzegania wydarzeń bieżących jako starsze, niż w rzeczywistości są a zdarzeń z dalszej przeszłości jako bliższych teraźniejszości. Pamięć ludzka ogółem bywa bardzo *zawodna. Test Galtona-Crovitza służący badaniu efektu (lepiej będzie, jeśli dasz do wypełnienia komuś innemu).

Naginanie faktów do teorii (Texas sharpshooter fallacy). Domalowywanie tarczy strzelniczej do dziur po kulach. Stosowane przy interpretacji "przepowiedni" Nostradamusa, poszukiwaniu Kodu Biblii i odnajdywaniu innych ukrytych wiadomości tam, gdzie ich nie ma.

Oprócz tego wszystkiego, stwierdzono także, iż chętniej zawierzamy informacjom, które usłyszeliśmy jako pierwsze (z większej liczby informacji), w stanach wzburzenia emocjonalnego jesteśmy bardziej pewni swojej racji, szukając informacji bardziej ufamy wydarzeniom przyjemnym...

* * *

A oto wyniku testu z poprzedniego odcinka.
  1. Bardziej prawdopodobna jest śmierć w wyniku zawału serca, który jest najczęstszą przyczyną śmierci w naszym kraju; częściej słyszymy jednak o ofiarach wypadków samochodowych, ponieważ jest to śmierć bardziej spektakularna i godna telewizji, w rezultacie słyszymy o niej częściej (heurystyka dostępności). Amerykanom bardziej prawdopodobna jest śmierć spowodowana przez tornado, niż przez uderzenie pioruna, jest dokładnie odwrotnie. 
  2. Prawdopodobieństwo to wynosi 0.50. Wystarczy 57 osób, by być tego niemal pewnym.
  3. Wszystkie są tak samo przypadkowe (złudzenie gracza, iluzja grupowania).
  4. Spodziewamy się, iż tendencja musi się odmienić - sekwencja słabych kart musi być więc dopełniona dobrymi, tak, jak wiele orłów pod rząd - reszką (jw.).
  5. We wszystkich jest takie samo, notabene nikłe. Zauważamy regularność i nie pozwala nam ona myśleć o kombinacji jako przypadkowej. Z drugiej strony, ludzie przejawiają awersję do obstawiania podobnych kombinacji, dlatego ewentualna wygrana w wyniku ich wylosowania byłaby pewnie wyższa (złudzenie gracza).
  6. W szpitalu w małej miejscowości, ze względu na mniej reprezentatywną próbę, odchylenia od normy będą bardziej widoczne. Pomyśl jaki procent całości stanowi 3 chłopców na 5 urodzeń.
  7. Jeden, ale wcale nie dlatego, że sesja jest taka trudna. Złudzenie koniunkcji - prawdopodobieństwo zajścia dwóch wydarzeń nie może być większe, niż prawdopodobieństwo każdego z nich z osobna.
  8. Że pracuje w banku. Tak jak powyżej.
  9. Oczywiście, że Polakiem. Heurystyka reprezentatywności i nie uwzględnianie wielkości próby lub zaniedbywanie miarodajności. Populacja Hiszpanów w Polsce najprawdopodobniej jest i tak mniejsza, niż populacja śniadych ciemnowłosych Polaków, gdyż ich niewielki odsetek dużej ilości całej populacji Polaków to i tak ogrom.
  10. Szanse Łukasza maleją, choć czasami o tym zapominamy (nie wtedy, gdy sami mamy doświadczenie w ubieganiu się o pracę?). Dodawanie kolejnych warunków nie powoduje zmiany szacowanego przez badanych prawdopodobieństwa. Co ciekawe, szanse dostania pracy oceniane dla każdego z kandydatów oddzielnie nie sumują się do stu.
  11. "Jan morduje swojego pracownika", ponieważ może mieć setki innych powodów. Heurystyka symulacji jest prawdopodobnie powodem błędu złudzenia koniunkcji (patrz pyt. 7 i 8).


Właśnie za takie rzeczy kocham psychologię. W następnym odcinku: jak cię widzą, to zależy od wielu czynników


więcej:
o wypaczeniach postrzegania w badaniach naukowych

grafiki: Caesars Palace - grafika w domenie publicznej, PDphotos.org, za WikiCommons