Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kim jesteśmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kim jesteśmy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

W ekosystemie ludzkich emocji

Artykuł ukazał się pierwotnie w Miesięczniku Dzikie Życie nr 3(261)/2016

Gdy przejrzymy popularne książki psychologiczne w poszukiwaniu porad mających poprawić jakość naszego życia, z reguły natkniemy się wnich na wskazówki dotyczące funkcjonowania emocjonalnego. Krótko mówiąc - tego, jak przeżywamy i odbieramy nasze emocje. Trudno się zresztą temu dziwić, życie codzienne pełne jest emocji. W jednym z niedawnych badań, obejmującym swoim zasięgiem 11 000 osób, uczestnicy deklarowali, iż doświadczają jakiejkolwiek emocji przez 90% czasu. Emocje stanowią swego rodzaju kompas wspomagający nasze funkcjonowanie. Strach pozwala nam unikać zagrożenia, radość przeżywana z innymi spaja więzi międzyludzkie, wstręt powstrzymuje nas przed rzeczami, które mogą być dla nas niezdrowe. Życie bez emocji byłoby bardzo trudne.

Próby wyjaśniania różnic w satysfakcji z życia różnicami w przeżywaniu emocji mają w psychologii długie tradycje. Obiegowe opinie na ten temat głoszą, iż dobrze jest unikać zmartwień i cieszyć się życiem na tyle, na ile jest to możliwe. Innymi słowy, mielibyśmy dążyć do tego, żeby eliminować to, co „złe” i zwiększać to, co naszym zdaniem „pożyteczne”. Podobna sytuacja ma miejsce na polach uprawnych. Dąży się w nich do eliminowania chwastów i maksymalizacji występowania pożądanych gatunków, tworząc w ten sposób monkultury. Wiadomo jednak, iż takie ekosystemy są bardzo podatne na zmiany warunków środowiska, na przykład inwazje szkodników. Czy podobnie może być z ludzkimi emocjami? To całkiem możliwe. Najnowsze koncepcje w psychologii emocji czerpią bowiem bezpośrednio z wiedzy o prawidłowym funkcjonowaniu ekosystemów.

Najważniejszych rzeczy w życiu nauczyła mnie ulica.

Emocjonalne chwasty


Początkowo psychologia skupiała się na znaczeniu emocji negatywnych, przede wszystkim na ich szkodliwym wpływie na dobrostan i zdrowie. Przeżycia takie jak gniew, smutek, frustracja, zazdrość – i radzenie sobie z nimi – stanowiły główny obiekt zainteresowania psychologów, między innymi dzięki pracom Zygmunta Freuda. W swoich koncepcjach człowieka kładł on duży nacisk na ciemne aspekty ludzkiej natury. Również w wiedzy potocznej dość powszechne jest przekonanie, że wpływ stresu na zdrowie i jakość życia jest negatywny. Liczne badania skupiały się na zdolności do radzenia sobie z negatywnymi emocjami i jej związkach z dobrostanem człowieka. Uzyskiwane wyniki pokazały np., że sposób, w jaki odbieramy negatywne zdarzenia w naszym życiu, wpływa na ich skutki zdrowotne. Jeśli dane zdarzenie odbieramy jako bardziej negatywne, tym mocniej odbija się ono na funkcjonowaniu naszego układu krwionośnego.

Choć często przywoływane wrzody okazały się być raczej infekcją bakteryjną niż wynikiem stresu, to jednak dobrze zbadano wpływ stresu na działanie układu odpornościowego. Z kolei to, jak długo rozmyślamy nad negatywnymi wydarzeniami, ma ogólny wpływ na poczucie dobrostanu, co nie powinno nikogo zaskakwiać. Niedawne badania, w których uczestnicy za pomocą aplikacji w swoich telefonach odpowiadali na pytania dotyczące nastroju i tego, o czym w danej chwili myśleli, pokazały, że najlepszy nastrój mają ci, którzy skupiają się na uwielbianym przez mistyków tu i teraz. Autorzy badania spekulują, że można to tłumaczyć tym, iż myśli o przeszłości i przyszłości nierzadko związane są z rozpamiętywaniem minionych przykrości lub zamartwianiem się o przyszłość. Innymi słowy, odpływanie myślami od teraźniejszości (ciężkie rozkminy) ma negatywny wpływ na nasz nastrój.

CC BY-SA 3.0, Sasata

Emocje pożyteczne dla człowieka


Dość szybko stało się jednak jasne, że mała ilość negatywnych emocji i brak zaburzeń psychicznych nie są tożsame z dobrym życiem. Brak negatywnych emocji to nie to samo, co obfitość emocji pozytywnych. Mówienie o tym, że są one swoim przeciwieństwem, jest zbytnim uproszczeniem. Naturalnym kolejnym krokiem było więc zwrócenie uwagi psychologów na pozytywne aspekty naszego funkcjonowania. Odejście od opierania psychologii wyłącznie na studiowaniu przejawów patologii postulowali już przedstawiciele psychologii humanistycznej. Należeli do nich m.in. Carl Rogers, jeden z ojców psychoterapii, oraz Abraham Maslow, twórca powszechnie znanej teorii motywacji. Prawdziwy przełom nadszedł jednak wtedy, gdy przewodniczącym Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego został Martin Seligman. Jako motyw przewodni swojej kadencji wybrał psychologię pozytywną, czyli zwrot badawczy w stronę przejawów zdrowego funkcjonowania ludzi.

Od tego momentu większą wagę zaczęto zwracać uwagę na to, czego o ludzkiej naturze możemy nauczyć się od ludzi szczęśliwych. Takich osób jest zresztą niemało. Przeprowadzane na całym świecie badania pokazały, że większość ludzi jest ogólnie rzecz biorąc szczęśliwa. Co więcej, okazało się, że większość ludzi przez większość czasu doświadcza raczej pozytywnych emocji. W przywoływanym na początku badaniu okazało się, że najczęściej przeżywaną emocją jest radość. Drugie miejsce zajmowało uczucie miłości, dopiero na trzecim miejscu pojawił się niepokój. Badani donosili również o tym, że większość wydarzeń ich codziennego dnia nie ma charakteru negatywnego. Szacuje się, że emocji pozytywnych jest w życiu przeciętnego człowieka 2,5-3 razy więcej. Zbadano również wpływ pozytywnych emocji na zdrowie. Uzyskane wyniki wskazują na to, że pomagają one zmniejszać niekorzystne skutki zdrowotne negatywnych wydarzeń życiowych. Dziś nikt nie kwestionuje już ich znaczenia.

Czy więc pozytywne emocje w dużej ilości (a negatywne w małej) są kluczem do szczęścia i zdrowia? Sprawa nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. Wielu z nas miało okazję zauważyć, że radość z nowych rzeczy szybko blednie. Zjawisko to nosi w psychologii nazwę adaptacji hedonistycznej. Sprawia ona, że wraz z upływem czasu pozytywne doznania tracą swój blask. Przebadane przez psychologów osoby, które wygrały na loterii wysokie sumy (niektórzy z nich z dnia na dzień stali się milionerami) początkowo deklarują bardzo wysoki poziom zadowolenia z życia, po jakimś czasie jednak ich wyniki przestają odbiegać od wyników zwykłych ludzi. Co ciekawe, efekt ten dotyczy również osób, które w wyniku wypadków zostały sparaliżowane – od pasa w dół lub w całości. W miarę upływu czasu ich wyniki również stopniowo zbliżają się do wyników przeciętnego człowieka. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim dlatego, że przyzwyczajamy się do swojego losu, dobrego i złego. Podobnie jak przestajemy zauważać zapach swojego ciała i szum wentylatora, zaczynamy pomijać rzeczy, które niegdyś nas cieszyły lub martwiły. Co jednak równie ważne – obecną sytuację oceniamy z innego punktu widzenia niż wcześniejszą. Innymi słowy, im więcej mamy, tym wyraźniej widzimy, ile jeszcze nie mamy.

grafika w domenie publicznej - Gullieme Duchenne
stymulujący elektrycznie mięśnie mimiczne swoich
ochotników

Emocjonalne endemity


Kolejnym krokiem na drodze do coraz lepszego rozumienia związków między emocjami a zdrowiem było pojęcie emocji mieszanych. Oznacza ono oświadczanie emocji pozytywnych towarzyszących negatywnym – i na odwrót. Nietrudno zauważyć, że jeśli chodzi o emocje, duża część zdarzeń w życiu jest co najmniej niejednoznaczna. Pierwszy dzień w szkole naszego dziecka jest źródłem dumy, ale i obaw o to, jak odnajdzie się ono w nowym otoczeniu. Podobnie niejednoznaczna może być niesatysfakcjonująca nagroda w konkursie (np. trzeci egzemplarz Krzyżaków). Wykazano również, że próby odcinania się od emocji negatywnych mogą iść w parze z większą zapadalnością na niektóre choroby. Zaobserwowano, że na przestrzeni danego odcinka czasu zdrowsi okazują się ci ludzie, którzy opisują swoje życie emocjonalne nie tylko w czerni i bieli.

Co ciekawe, doświadczanie emocji mieszanych deklarują częściej osoby wywodzące się z kultur azjatyckich niż na przykład Amerykanie. Dzięki prowadzonym na całym świecie badaniom Paula Eckmana wiemy, że gama podstawowych emocji jest w dużej mierze uniwersalna. Przykładowo, mieszkańcy Papui-Nowej Gwinei rozpoznają na zdjęciach Europejczyków te same emocje (gniew, wstręt, radość, smutek i zaskoczenie, w mniejszym stopniu również pogardę). Jednak w wielu kulturach zauważono fakt, iż życie emocjonalne posiada wiele odcieni. W językach całego świata istnieje nieprzebrane bogactwo określeń na najdrobniejsze nawet emocje, często nie mające swoich odpowiedników w innych. Czasami można odnieść wrażenie, że brakuje nam tych słów. Duńskie słowo hygge oznacza na przykład uczucie „przytulności”, doświadczenia domowego komfortu. W wielu przypadkach są to emocje łączące w sobie elementy kilku innych. Przykładem może być japońskie setsunai, uczucie zawierające w sobie smutek, ból i gorycz. Nasze uczucia często zawierają w sobie przecież pewną sprzeczność. Przykładem może być niemieckie słowo Hassliebe, określające jednoczesne żywienie względem czegoś miłości i nienawiści. Nie ulega wątpliwości, że pełne zrozumienie związków między emocjami a zdrowiem wymaga uwzględnienia bogactwa i różnorodności naszego życia emocjonalnego.


CC BY-SA 3.0, Luc Viatour

Zdrowy ekosystem emocjonalny


Pewną syntezą wiedzy o zależnościach między bogactwem życia emocjonalnego a zdrowiem jest koncepcja różnorodności emocjonalnej (w skrócie „emoróżnorodności”, ang. emodiversity). Opisana została ona w pracy „Różnorodność emocjonalna i ekosystem emocji” Jordiego Quiodbacha i jego współpracowników. Autorzy koncepcji nie ukrywają, że inspirację zaczerpnęli z koncepcji różnorodności biologicznej. Co więcej, do pomiaru bogactwa różnorodności emocjonalnej posłużyli się metodami zapożyczonymi od biologów, którzy stosują je do pomiaru bioróżnorodności. Badania z zakresu ekologii wskazują, że większe zróżnicowanie gatunków wchodzących w skład danego ekosystemu wskazuje na jego większą odporność na zmiany i zdolność do adaptacji do nowych warunków. Ekosystem ludzkich emocji miałby funkcjonować podobnie. Podstawą do sformułowania tej teorii było badanie przeprowadzone w 2014 roku na dużej grupie mieszkańców Belgii i Francji. Aż 37 000 osób odpowiedziało na pytania dotyczące tego, jak bardzo bogate i zróżnicowane jest ich życie emocjonalne. Wskaźniki odzwierciedlające stopień różnorodności emocjonalnej tych osób zostały następnie zestawione z danymi medycznymi i wskaźnikami zdrowia psychicznego, takimi jak nasilenie objawów depresji.

Badacze wykorzystali do tego wykorzystywany w ekologii (jako nauce o zależnościach pomiędzy organizmami) wskaźnik Shannona-Wienera. Uwzględnia on m.in. liczbę gatunków występujących na danym obszarze. Bierze pod uwagę również ich wzajemne proporcje, to znaczy to, jak równo rozkładają się w ogóle osobników. Po jego dostosowaniu na potrzeby badania, posłużył on do określenia zróżnicowania emocji przeżywanych przez daną osobę, uwzględniając również proporcje pomiędzy nasileniem poszczególnych emocji. Okazało się, że osoby o wyższej emoróżnorodności, czyli takie, w życiu których było więcej emocji o względnie podobnym nasileniu (żadna z nich nie dominowała nad resztą), cieszyły się lepszym zdrowiem zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Mniej czasu spędziły w szpitalu, rzadziej korzystały z pomocy medycznej, zażywały mniej leków i zdrowiej się odżywiały. Co najważniejsze, bogactwo życia emocjonalnego badanych okazało się ważniejsze, niż obfitość emocji pozytywnych lub mała ilość emocji negatywnych. Reasumując, osoby w życiu których współwystępowały zróżnicowane emocje pozytywne i negatywne, cieszyły się lepszym zdrowiem. 

Bogatsze życie emocjonalne prawdopodobnie przekłada się na większą elastyczność w zetknięciu ze zmianami w otoczeniu. Większy repertuar przeżywanych emocji – większa różnorodność emocjonalna – daje większe możliwości reagowania na różne sytuacje, z jakimi spotykamy się w otoczeniu. Zamiast reagować wyłącznie frustracją, jesteśmy w stanie zróżnicować nasze reakcje w zależności od problemu. Różne stopnie przeżywanej radości (np. ekstaza, zadowolenie, przyjemność) mogą umożliwiać cieszenie się zarówno małymi, jak i dużymi wydarzeniami. Podobnie jak w przypadku ekosystemów przyrodniczych, ludzkie życie emocjonalne potrzebuje różnorodności. Czy można jej nabyć, na przykład w wyniku treningu? W ramach badań prowadzonych w Laboratorium Psychofizjologii Zdrowia będziemy poszukiwali odpowiedzi między innymi na to pytanie.

Literatura:
Grossmann, I., Huynh, A. C., & Ellsworth, P. C. (2015). Emotional Complexity: Clarifying Definitions and Cultural Correlates. Journal of personality and social psychology PMID: 26692354
Quoidbach, J., Gruber, J., Mikolajczak, M., Kogan, A., Kotsou, I., & Norton, M.I. (2014). Emodiversity and the emotional ecosystem. Journal of experimental psychology. General, 143 (6), 2057-66 PMID: 25285428
Trampe, D., Quoidbach, J., & Taquet, M. (2015). Emotions in Everyday Life PLOS ONE, 10 (12) DOI: 10.1371/journal.pone.0145450

czwartek, 21 lipca 2016

O powstawaniu legend miejskich drogą doboru naturalnego

Muszę wam to powiedziec bo nie daje mi to spokoju. Mama mi dzis powiedziala ze rozmawiala ze swoją kuzynką ktorej kolezanka idąc po piotrkowskiej zobaczyla leżący portwel. Podniosla go podbiegla do kolesia przed nim zapytala sie czy to nie jego on zacząl szukac okazalo sie ze zguba nalezy do niego. Bardzo ladnie jej podziekowal byl lekko "ciapaty" mowil lamanym polskim jak aie od niego odwracała to złapał ją za ręke i powiedział żeby w dni młodzieży nie wchodziła do supermarketów :O :O jak to uslyszalam to zamarlam. Myslicze, ze jaja sobie robil patrzrzac na to co sie obecnie dzieje? Ja wiem jedno chyba do supermarketu nie wejde przez te trzy dni :( 
Marlena, na grupie fejsbukowej Mamy z Łodzi, za fanpejdżem Pomruk, pisownia oryginalna

7/26


Może już przewinęła się przez Wasze fejsbukowe feedy owa historyjka i też zastanawiacie się czy ów człowiek robił sobie jaja właśnie wtedy, kiedy patrzył na to, co się dzieje. Zdążyłem już usłyszeć analogiczną historię dziejącą się w samym Krakowie co zresztą wydaje się bardziej logiczne. Znajoma mi osoba usłyszała ją od swojej kuzynki która usłyszała ją od bliżej nieokreślonej znajomej. Doskonale wpisuję się ona we wzbierającą w Polsce falę przejawów rasizmu motywowanych między innymi strachem (by wspomnieć tylko zachowanie pracowników Wizzair). Historyjka o pomocnym terroryście in spe to oczywiście jedna z prototypowych miejskich legend od dawien dawna krążących w zmienionych wersjach po całym świecie. Jest tak prototypowa że jej adres URL na Snopes, popularnej stronie demaskującej miejskie legendy i internetowe oszustwa, ma tylko siedem znaków.

Filip Graliński, autor znakomitej Znikającej nerki nazywa tę historię "uprzejmym terrorystą" i podaje liczne jej warianty znane w Polsce. W czasach, kiedy dzieci w polskich szkołach nie stosowały określenia uchodźca jako obelgi, ze swoimi portfelami nieostrożnie obchodzili się np. Czeczeni. W niektórych wersjach kobieta odnosi portfel do domu właściciela. Ostrzeżenie nie zawsze dotyczy odwiedzania określonego miejsca (w domyśle: celu zamachu), czasem przestrzega np. przed piciem coca coli po określonym dniu (co jest radą skądinąd słuszną, niezależnie od daty). Legendę można znaleźć niemal w każdej publikacji poświęconych zagadnieniu - Mark Barber w Legendach miejskich opisuje ją pod hasłem "Ostrzeżenie dla Birmingham".


Historie te nasilają się rzecz jasna wtedy, kiedy temat zamachów terrorystycznych jest obecny w powszechnej świadomości. Tak było w wypadku zamachów na WTC (wiele osób opowiadało wówczas o znajomych znajomych którzy dzień wcześnie zamienili portfel na ostrzeżenie przed odwiedzaniem Twin Towers) czy zamachów w Madrycie w marcu 2005 (pierwszy polski wzrost zainteresowania legendą przypadł na kwieceń tego roku - roztargnieni terroryści mieli nas atakować w długi weekend). W roku 2000 po Wielkiej Brytanii krążyła historia w której człowiek mówiący z irlandzkim akcentem przestrzega przed korzystaniem z centrów handlowych.

Światowe Dni Młodzieży i kryzys imigracyjny dotykający Europy dostarczyły tym samym doskonałej okazji żeby przypomnieć badanie z 2001 roku mogące wyjaśnić popularność takich opowieści. Chip Heath, Chris Bell i Emily Sternberg postanowili dokonać w nim inżynierii odwrotnej miejskiej legendy. Opierając się na zaproponowanych przez Richarda Dawkinsa złożeniach memetyki, traktującej idee jako podlegające doborowi analogicznemu do doboru naturalnemu postanowili sprawdzić jakie memy radzą sobie najlepiej w swoim naturalnym środowisku. Innymi słowy, jakie historie najchętniej powtarzamy innym ludziom.


O powstawaniu legend miejskich drogą kulturowego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych opowieści w walce o byt



ResearchBlogging.orgKiedy poszczególne memy rywalizują o naszą uwagę i miejsce w naszych mózgach (lub innych nośnikach memów, np. Internecie), wygrywają te, które są do nich najlepiej przystosowane. Badacze założyli, że mamy największą skłonność do przekazywania dalej opowieści niosących ze sobą silne emocje, np. wstręt czy strach. Człowiek jest bowiem zwierzęciem społecznym a emocje stanowią dla niego ważne źródło informacji. Jeśli coś wzbudza silne emocje, musi być ważne i warto podzielić się tym z innymi. Żeby to zweryfikować, badacze sprawdzili które z już istniejących miejskich legend będą najchętniej powielane. W tym celu poprosili badanych o ocenę setki takich opowieści pod kątem tego jakie wzbudzają emocje, na ile niosą ze sobą istotne informacje i na ile są prawdopodobne. Okazało się, że za warte opowiedzenia komuś badani uznali opowieści szczególnie zaskakujące, obrzydliwe ale i prawdopodobne. Co ciekawe, sama ich wartość informacyjna nie była aż tak istotna. Nie jest to jednak aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę, że rzadko bezpośrednio uświadamiamy sobie ładunek informacyjny jaki niosą ze sobą emocje (na ogół po prostu nie jesteśmy w stanie spojrzeć na jedzenie, którym kiedyś się zatruliśmy).

Ekspresja wstrętu na ilustracjach z O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt (K. Darwin, 1872) i w filmie W głowie się nie mieści (Walt Disney Pictures, 2015). Marszczenie nosa, uniesienie górnej wargi, wypchnięcie języka. Postawa ciała wyraża motywację do unikania.

Następnie, badacze wybrali z tego zbioru historię szczególnie wzbudzające obrzydzenie. Na pewno wiecie o które opowieści chodzi. Do tej kategorii zalicza się większość kultowych miejskich legend (to jest moment w którym piszecie w komentarzach - ale zaraz, to nie jest miejska legenda, to się naprawdę zdarzyło w moim mieście!). To wszystkie te opowieści o zanieczyszczeniu jedzenia (np. środki przeciwwymiotne w hamburgerze), naruszeniu tabu seksualnego (opryszczka otrzymana od chłopaka-nekrofila), kontakcie z niebezpiecznymi zwierzętami (jadowity pająk w juce), kontakcie z wydzielinami ciała (nasienie w szejku), zaniedbanej higienie osobistej (zamieniona sztuczna szczęka), śmierci (stalowe linki motocyklistów) i uszkodzeniach ciała (wkładanie żarówki do ust). To właśnie te elementy życia codziennego (nie każdego i nie każdej oczywiście, ja np. mam okno dachowe nad którym często przelatują ptaki) wskazuje się jako szczególnie aktywujące emocję wstrętu, mającą chronić nas przed źródłami możliwego zakażenia.

Żeby sprawdzić czy są w stanie eksperymentalnie zwiększyć skuteczność tych historii w zakresie zawracania nam głowy, badacze przygotowali ich ulepszone wersje. Innymi słowy, zwiększyli ich memetyczne dostosowanie, czyli zrobili to samo co twórcy skutecznych reklam. Każdą z opowiastek prezentowano (różnym badanym) w trzech wersjach ze stopniowanym ładunkiem obrzydliwości. Znów najbardziej nośne okazały się historie oceniane jako najbardziej prawdopodobne i te wywołujące najsilniejsze emocje negatywne - zwłaszcza te najbardziej odpychające. Kiedy naukowcy przeanalizowali rozpowszechnienienie poszczególnych miejskich legend w Internecie, okazało się, że w globalnym śmietniku dominują te, w których pojawia się jeden z siedmiu wątków aktywujących emocję wstrętu.

W omawianym badaniu autorzy skupili się przede wszystkim na wstręcie. Niemniej, łatwo doszukać się analogii ze strachem. Informacja o tym, że coś jest potencjalnie niebezpieczne dla życia naszego lub osób z dużym prawdopodobieństwem z nami spokrewnionych jest bardzo cenna i zazwyczaj warto się nią podzielić. Można przypuszczać, że jesteśmy potomkami znajomych osób, które takich historii nie zachowywały dla siebie. Jednocześnie, naszej słabości do pewnych historii zawdzięczamy popularność towarzyszących pogromom opowieści o Innym i ich szczególną nośność, którą od jakiegoś czasu możemy obserwować.

Literatura:
Bell, C., Heath, C., & Sternberg, E. (2001). Emotional selection in memes: the case of urban legends. Journal of personality and social psychology, 81 (6), 1028-41 PMID: 11761305

piątek, 29 kwietnia 2016

wegetarianie jako żywe wyrzuty sumienia

ResearchBlogging.orgWiększość ludzi twierdzi, że dobro zwierząt jest im bliskie. Na ogół nie powstrzymuje to ich jednak przed jedzeniem mięsa do którego wytworzenia wymagane jest póki co zabijanie zwierząt. Związana z tym sprzeczność bywa nierzadko źródłem nieprzyjemnego dysonansu. Okazuje się, że nawet przebywanie w towarzystwie wegetarian nasila u wszystkożerców występowanie zjawiska dysonansu poznawczego. Tym samym, towarzystwo roślinożernych znajomych wymaga szczególnego wysiłku by pozbyć się nieprzyjemnej sprzeczności wynikającej ze zjadania mięsa.

grafika w domenie publicznej
Liczne badania pokazują, że sprzeczność pomiędzy sympatią dla zwierząt a zabijaniem ich w celu zjedzenia (dysonans poznawczy) wymaga uruchomienia wyrafinowanych umysłowych mechanizmów które pozwalają sobie z nią poradzić. Psychologowie opisali wiele przykładów uzasadnień które pozwalają radzić sobie z tymi sprzecznościami. Polegają one na przykład na zaprzeczaniu odczuwania bólu przez zwierzęta, podkreślaniu negatywnych skutków wegetarianizmu dla zdrowia (pomyślicie o anemii i wypadających włosach) czy odcinaniu się od informacji o warunkach hodowli zwierząt (i tworzenia polityki).

Żeby zbadać to zjawisko, Hank Hothgerber, amerykański psycholog prowadzący badania dotyczące psychologii wegetarianizmu, przeprowadził serię eksperymentów w których uczestnicy opisywali swoje zwyczaje żywieniowe i opinie na temat cierpienia i świadomości zwierząt. W każdym z nich, połowa badanych czytała uprzednio opis osoby deklarującej wegetarianizm (w grupie porównawczej były to opisy osoby na diecie bezglutenowej). Badacz założył, że przywołanie obrazu wegetarian sprawi, że osoby biorące udział w badaniu doświadczą większego dysonansu pomiędzy swoimi deklaracjami a jedzeniem mięsa - wegetarianie mieliby stanowić żywe wyrzuty sumienia. Osoby na diecie bezgultenowej wystapiły gościnnie w charakterze grupy o specyficznych zwyczajach żywieniowych wynikających nie tyle z wyboru - jak w wypadku wegetarian - ale z konieczności. Innymi słowy osoby, które nie mają innego wyjścia niż określona dieta.

grafika w domenie publicznej
Okazało się, że osoby które zapoznawały się z opisem wegetarian postrzegały później zwierzęta jako mniej podobne do ludzi pod względem emocjonalnym. W sytuacji gdy opisy osób na diecie wegetariańskiej zawierały informacje o tym, że zdarza im się w chwili słabości zjeść mięso, wywoływany przez nie dysonans był mniejszy. Wegetarianie, którzy sami nie zawsze postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami stanowili mniej wyrazisty wyrzut sumienia. Opisy przedstawiające ścisłych wegetarian sprawiały, że badani deklarowali, iż jedzą więcej posiłków wegetariańskich a mniej mięsa (deklaracje dotyczące diety osób badanych są na ogół bardzo subiektywne - w zależności od tego, jak bardzo precyzyjne jest pytanie, uzyskujemy mniej lub bardziej dokładne szacunki; efektem tym można manipulować). Badacz interpretuje to jako wskazówkę świadczącą o tym, że taka niezłomna postawa wywołuje większy dysonans który osoby badane redukują poprzez stronniczy opis własnego zachowania.

Znaczenie miało również to, czy wybór diety wegetariańskiej osoby z opisu zależał od niej samej czy od okoliczności. W sytuacji, gdy powodem był świadomy wybór, osoby czytające taki opis prawdopodobnie doświadczały większego dysonansu. W swoich odpowiedziach przypisywały bowiem zwierzętom mniejszą zdolność do odczuwania bólu a jedzenie mięsa uważały za bardziej potrzebne dla zdrowia. Odwrotnie było gdy dieta wynikała na przykład z alergii pokarmowej. Ogółem – osoby, które czytały opisy ścisłych wegetarian z wyboru częściej sięgały po strategie pozwalające na radzenie sobie z dysonansem. Należy oczywiście pamiętać o tym, że badanie przeprowadzono na grupie około 90 osób i na populacji przede wszystkim amerykańskiej. Są to co prawda wstępne wyniki badań, są one jednak zgodne z dotychczasową wiedzą dotyczącą zmiany postaw. Choć wydawać by się mogło, że wegetarianie to ludzie tacy jak wszyscy inni, różniący się głównie wyborami dietetycznymi, wyniki badań wskazują na to, że są oni odbierani nieco inaczej. Nierzadko postrzegane są oni jako osoby reprezentujące światopogląd sprzeczny z tradycyjnymi wartościami.

grafika w domenie publicznej
Autor badania spekuluje, że takie postrzeganie wegetarian może mieć związek z faktem, iż duża część wegan i wegetarian wraca do jedzenia mięsa z powodów społecznych. Nierzadko bowiem czują się odrzuceni i nieakceptowani w swoim otoczeniu. Jedzenie ma przecież bardzo silny wymiar kulturowy – wspólne spożywanie pewnych tradycyjnych posiłków (np. ryby na Boże Narodzenie lub jajek na Wielkanoc) ma dla wielu osób duże znaczenie.

Moim zdaniem bardzo ciekawe byłoby sprawdzenie w jaki sposób na wszystkożerców i wegetarian oddziałuje obecność wegan, czyli ścisłych roślinożerców. Zastanawiam się, czy towarzystwo tych ostatnich nie skutkuje występowaniem dysonansu również u wegetarian.


Źródło:
Rothgerber H (2014). Efforts to overcome vegetarian-induced dissonance among meat eaters. Appetite, 79, 32-41 PMID: 24727102

sobota, 16 kwietnia 2016

This Is Your Brain on LSD

ResearchBlogging.org
Nagłówki światowej prasy obiega wieść o współfinansowanym przeze mnie* historycznym badaniu dotyczącym neuroobrazowania kwasowych tripów. W mediach społecznościowych pojawiają się już wzmianki o tym, że LSD wspomaga prawidłowy rozwój mózgu lub o tym, że ma na niego zupełnie destrukcyjny wpływ. W związku z tym czuję się w obowiązku o nim napisać.

NGC 3372 , CC BY-SA 3.0 Hubble Heritage

Od momentu gdy Albert Hoffman odbył jedną z naj niezwyklejszych w historii ludzkości podróży rowerem minęło niemal dokładnie 76 lat*. Od tego czasu dietyloamid kwasu lizergowego (LSD-25 lub w skrócie LSD) został okrzyknięty psychiczną bombą atomową, świętym sakramentem i zagrożeniem dla ludzkości. Za entuzjazm związany ze zmeniającymi świadomość właściwościami tej potężnej substancji odpowiadał między innymi misjonarski zapał Timothy'ego Leary'ego, głoszącego nadejście ery psychodelicznej utopii. Propagował on odnowę duchową i kierowaną ewolucję nowego człowieka rozdając jednocześnie maleńkie bileciki na podróż w wewnętrzny kosmos. Czechosłowacki psychiatra Stanislav Grof prowadził badania dotyczące możliwości wspomagania psychoterapii dynamicznej za pomocą tzw. psycholitycznych dawek LSD. Dawki te miały umożliwić klientowi skuteczniejsze dotarcie do nieświadomych konfliktów, ich rozpuszczenie (stąd nazwa psycholityczne) i skuteczne odreagowanie. Stąd nazwa tej metody: turbopsychoterapia.

Substancja ta została entuzjastycznie przyjęta zwłaszcza przez ruch hippisowski. Wielu podróżników wyruszało w drogę zupełnie bez przygotowania lub w niesprzyjających warunkach (tak jak pan Leary powiedział, dla jakości przeżycia istotne są okoliczności i nastawienie). W połączeniu z prasowymi doniesieniami o tragicznych skutkach zażywania kwasu (w dużej mierze nieprawdziwych lub wyolbrzymionych) sprawiło to, że rząd amerykański zainteresował się uregulowaniem dostępu do LSD. Zaowocowało to zakazem jej posiadania i rozpowszechniania. Timothy Leary został nazwany przez Richarda Nixona najgroźniejszym człowiekiem w Ameryce (podobno sam zainteresowany skomentował to mówiąc, iż rzeczywiście osaczył Amerykę). Za przykładem Stanów Zjednoczonych poszły inne kraje. Nim LSD trafiło na listę substancji zakazanych, w latach 50. i 60. pojawiły się pierwsze badania wskazujące na możliwość zastosowania tej niezwykle potężnej substancji w psychoterapii. Obiecujące wyniki uzyskano na przykład w leczeniu alkoholizmu.

Psychodeliczna apteczka


Pajęczyna pająka poczęstowanego LSD-25 cechuje się hiperregularnością. Zdjęcie: © Witt, P. N., Reed, C. F., Peakall, D. B. (2012). A spider's web: problems in regulatory biology. Springer Science & Business Media.
Przeprowadzana niedawno metaanaliza sześciu spełniających kryteria badań z tamtego okresu pokazała, że w okresie 6 miesięcy nawet jednorazowe zażycie LSD jest skuteczniejsze niż inne dostępne środki wspomagające wychodzenie z nałogu. Uczestnicy badań opisywali doświadczenie jako mające wymiar duchowy i zmieniające ich życie. Nie jest to duża próba, jednakże w opinii autorów metaanalizy uzyskane efekty uzasadniają dalsze badania.

Niedawne lata przyniosły wzrost naukowego zainteresowania substancjami psychoaktywnymi (zainteresowanie pozanaukowe jest niezmienne od tysiącleci). Po wielu latach badań prowadzonych głównie na innych niż Homo sapiens sapiens zwierzętach, coraz częściej publikowane są wyniki badań na ludziach. Potencjalne medyczne zastosowania dostrzeżono na przykład w wypadku psylocybiny, aktywnego składnika grzybów halucynogennych. Prowadzone w Szwajcarii badania pokazały, że podawana w kontrolowanych dawkach może zmniejszać lęk przed śmiercią u pacjentów terminalnych. Na przestrzeni 6 miesięcy dodatkowo obniżała ona nasilenie objawów depresyjnych.

Zastosowanie w psychoterapii znaleźć może również MDMA czyli popularne ecstasy. Niegdyś pisał o tym Jędrzej Kamiński na łamach Neurotyka, od tego czasu wykonano badania wskazujące na potencjalną skuteczność wykorzystania MDMA w łagodzeniu objawów zespołu stresu pourazowego. Póki co uzyskane wyniki są bardziej obiecujące niż przełomowe, niemniej w połączeniu z psychoterapią zastosowanie MDMA znacząco redukowało objawy chorobowe a efekt utrzymywał się po czasie.

Warto pamiętać o tym, że pacjenci biorący udział w nowych eksperymentalnych terapiach spodziewają się spektakularnych efektów co - zwłaszcza, gdy badanie dotyczy czegoś tak subiektywnego jak symptomy zaburzeń psychicznych - może znacząco wpływać na uzyskiwane wyniki. W związku z tym, dużym problemem w badaniach nad psychodelikami jest kwestia placebo. Było to widoczne już w legendarnych badaniach wielkopiątkowych podczas których część uczestników ceremonii religijnej poczęstowano psylocybiną. Grupa porównawcza bardzo szybko zauważyła, że została na Ziemi, podczas gdy uczestnicy poczęstowani psylocybiną opisywali doświadczenie obecności Boga. Często rozwiązuje się ten problem poprzez podawanie mniejszych dawek substancji aktywnej, takich, które wywołują zauważalne efekty fizjologiczne ale niekoniecznie wysyłają w kosmos czy wypełniają wszechświat miłością. Innym sposobem jest podawanie substancji takich jak niacyna (kwasy nikotynowy), wywołujących pobudzenie fizjologiczne.

Wstępne wyniki badań z wykorzystaniem ayahuaski pokazują że może ona posłużyć do zmniejszania nasilenia objawów depresji. Ayahuasca to znany od tysiącleci rytualny napój o silnych właściwościach psychodelicznych znany wielu plemionom południowoamerykańskim. Przyrządza się go m.in. z niektórych gatunków lian, jego składnikiem aktywnym jest DMT. Jego efekty obejmować mają z jednej strony fizyczne i psychiczne oczyszczenie (napar z reguły wywołuje wymioty) z drugiej głęboką duchową przemianę. Uczestnicy badania doświadczyli poprawy już kilka godzin po doświadczeniu rytuału spożywania ayahuaski. Efekt ten utrzymywał się przez następne trzy tygodnie. Wyniki te należy jednakże traktować z dużą dozą sceptycyzmu - badanie nie uwzględniało grupy kontrolnej i objęło jedynie sześć osób.

Pukając do drzwi percepcji

Gdyby drzwi percepcji zostały oczyszczone, każda rzecz jawiłaby się człowiekowi taką, jaką jest, nieskończoną
William Blake  - Zaślubiny nieba i piekła

To krzesło — czy kiedykolwiek je zapomnę? Tam, gdzie cienie padały na płótno obicia, pasy głębokiego, ale błyszczącego indygo występowały naprzemiennie z pasami żaru tak intensywnie jasnego, że trudno było uwierzyć, iż mogą być wytworzone przez cokolwiek poza błękitnym ogniem. Zdawało mi się, że nieskończenie długo wpatruję się przed siebie, nie wiedząc, nawet nie pragnąc wiedzieć, co przede mną stoi. Przy każdej innej okazji widziałbym krzesło pocięte naprzemiennie światłem i cieniem. Dziś percepcja pochłonęła koncepcję
Aldous Huxley - Drzwi percepcji

Wzrost aktywnych połączeń w mózgu pomiędzy poszczególnymi obszarami mózgu
w życiu codziennym i obserwowany po zażyciu psylocybiny. Grafika: © RSP,  Petri, G. et al. (2014). Homological scaffolds of brain functional networks. Journal of The Royal Society Interface, 11(101), 20140873.
Trwają poszukiwania mechanizmu za pomocą którego niektóre związki chemiczne mają tak wielki wpływ na świadomość. Pionierskie badania dotyczące neuroobrazowania doświadczenia psychodelicznego przeprowadzono z wykorzystaniem psylocybiny. Okazało się, że znacząco wpływa ona na zmniejszenie przepływu krwi i natlenienia obszarów mózgu w obszarach odpowiadających za integrację pracy poszczególnych jego części (tzw. hub regions). Innymi słowy, obszary regulujące przepływ informacji były mniej aktywne. Autorzy spekulują że w wyniku tego poszczególne rejony mózgu komunikują się ze sobą bardziej intensywnie, nieskrępowane dotychczasowymi więzami mechanizmów regulujących jego pracę. Nasuwa się tu skojarzenie z opisywanym przez Williama Blake'a otwarciem Wrót Percepcji do którego Aldous Huxley przyrównywał doświadczanie świata po zażyciu meskaliny. Zespół The Doors zawdzięcza swoją nazwę barwnym opisom Huxleya.

Wpływ psylocybiny na mózg doczekał się swojego opisu również za pomocą pozytronowej tomografii emisyjnej. Punktem wyjścia dla badaczy były podobieństwa psylocybinowego doświadczenia psychodelicznego i epizodów psychotycznych w schizofrenii. W obu wypadkach dochodzi do dużych zmian w nastroju, zmian w percepcji czasu i przestrzeni, halucynacji i zaburzeń postrzegania własnego ja. Z drugiej strony, konsumenci grzybów halucynogennych na ogół postrzegają owe zmiany jako wynikające z zażycia narkotyku i nie uznają ich za rzeczywiste. Podobieństwa te dały zresztą początek określaniu psychodelików*** mianem psychozomimetyków czyli środków mających naśladować psychozę. Tak bowiem początkowo tłumaczono ich działanie. Badacze odkryli, że podanie psylocybiny powoduje wzrost aktywności w korze przedczołowej (hyperfrontality) które obserwuje się u pacjentów z ciężkimi epizodami psychotycznymi, w przeciwieństwie do pacjentów z chroniczną schizofrenią u których obserwuje się zmniejszoną aktywność kory przedczołowej (hypofrontality).

Wizualizacja różnic pomiędzy uśrednioną aktywacją obszarów mózgu odpowiedzialnych za przetwarzanie informacji wzrokowej po zażyciu placebo i LSD. Grafika: © Imperial College London. informacja prasowa
Pewnej integracji tych wyników dostarcza opublikowane niedawno badanie dotyczące wpływu LSD na mózg. Okazało się, że w porównaniu z placebo, poszczególne rejony mózgu komunikowały się ze sobą intensywniej niż zazwyczaj. Traciły też zwyczajową synchronizację. Obszary tworzące sieci neuronalne które na ogół odpowiadają za realizację poszczególnych funkcji mózgu - takie jak widzenie, słyszenie, uwagę - przestawały ze sobą współpracować. Dotyczyło to zwłaszcza kory wzrokowej - przypuszczalnie właśnie stąd biorą skomplikowane fraktalne wizje opisywane przez osoby zażywające LSD.

To nie koniec interesujących odkryć. Zmniejszony przepływ krwi zaobserwowano w obszarach wchodzących w skład sieci domyślnej**** (ang. default mode network). Ich aktywność jest ze sobą zazwyczaj silnie skorelowana. Sieć ta jest aktywna w mózgu niejako domyślnie, kiedy błądzimy myślami a mózg nie zajmuje się niczym konkretnym***** (ale nie tylko wtedy, DMN bierze też udział w zadaniach uwzględniających informacje autobiograficzne i dotyczących funkcjonowania społecznego). Spadek ukrwienia obszarów DMN szedł w parze z doświadczaniem przez badanych rozpuszczania ego. Ich codzienne poczucie ja przestawało istnieć ustępując miejsca poczuciu jedności z wszechświatem, całą ludzkością, naturą i kolektywem Borg. Ludzie zażywający LSD często opisują tego typu doświadczenie jako głębokie, duchowe przeżycie które pozostawia trwały ślad w ich życiu.

Kolejnym istotnym odkryciem było to, że po zażyciu LSD w przetwarzanie informacji wzrokowych zaangażowane są obszary, które zazwyczaj nie biorą w tym udziału. Na ogół zajmuje się tym pierwszorzędowa kora wzrokowa, podczas kwsowych tripów dochodziły do tego rejony mózgu, które pełnią też inne funkcje. Mogłoby to odpowiadać za doświadczenia synestetyczne i emocjonalne zabarwienie wizji opisywanych podczas kwasowych tripów. Widzenie stawałoby się w takiej sytuacji procesem znacznie bardziej złożonym. Neuroobrazowanie doświadczenia zażycia ayahuaski pokazało, że kora wzrokowa zachowuje się w tej sytuacji tak, jakby otrzymywała informacje z zewnątrz nawet wtedy, gdy badani mają zamknięte oczy. Przypisuje się to zaobserwowanej niestabilności pracy kory wzrokowej. Podobne zależności dostrzeżono również w wyniku podania LSD.


Grafika w domenie publicznej, autor(ka) nieznany(a), zmodyfikowano za pomocą algorytmu DeepDream
Korzystając z okazji iż w skanerze znajdują się tripujący ochotnicy, w trakcie badania zrealizowano jeszcze kilka innych projektów których wyników można spodziewać się w najbliższym czasie. Badano między innymi wpływ słuchania muzyki na doświadczenie psychodeliczne po zażyciu LSD. Zaobserwowano, że substancja ta powoduje, że zakręt przyhipokampowy (parahippocampus gyrus), odgrywający ważną rolę w tworzeniu śladów pamięciowych, w mniejszym niż zazwyczaj stopniu komunikuje się z korą wzrokową. Tymczasem, słuchanie muzyki powodowało stan odwrotny - komunikacja pomiędzy tymi obszarami była zwiększona. Dla badanych wiązało się to z większą liczbą wizualizacji po zamknięciu oczu, jak również, z większą częstotliwością doświadczania osobistych wspomnień. Badacze spekulują w związku z tym, że muzyka może mieć istotne znaczenie w wypadku prowadzenia terapii wspomaganej przez LSD.

W badaniu wzięło udział jedynie 20 osób z czego 5 wierciło się w skanerze za bardzo by móc interpretować ich wyniki (pozdrawiam kierowników badań z fMRI w których brałem udział!). Badacze podkreślają jednak, że ich wyniki były zgodne z dotychczasowymi ustaleniami płynącymi z badań nad innymi psychodelikami i stanowią ich znakomite uzupełnienie. Do bardzo podobnych wyników doszli na przykład naukowcy badający wpływ ayahuaski na pracę mózgu. Prawdopodobnie kluczowe znaczenie ma wpływ tych substancji na pracę default mode network, obszarów związanych doświadczaniem jaźni. Badacze podsumowują swoje odkrycia stwierdzeniem, iż pod wpływem LSD dotychczasowe wzorce komunikacji poszczególnych obszarów mózgu ulegają dezintegracji, w związku z czym przestają one być od siebie funkcjonalnie oddzielone. Aktywność elektryczna kory mózgowej staje się w wyniku ich działania bardziej chaotyczna i niezorganizowana.


Interkosmos


Kolejne badania przynoszą nam coraz lepsze wyjaśnienie niezwykłych zdarzeń mających miejsce gdy nasze mózgi wchodzą w interakcje z psychodelikami. Od samego początku istnienia LSD w powszechnej świadomości jej orędownicy głosili, że pozwoli nam ono lepiej poznać samych siebie i świat, dając nam narzędzia do wewnętrznej eksploracji. Teraz sformułowanie to nabiera nowego znaczenia. Wiedza o funkcjonowaniu mózgu pod wpływem psychodelików pozwala nam lepiej poznać mechanizmy leżące u podłoża świadomości.

Z drugiej strony, wzrost zainteresowania terapeutycznymi zastosowaniami psychodelików daje nadzieje na udoskonalenie metod pozwalających mózgowi odzyskać sprawność. Przed nami z pewnością jeszcze długa droga. Dotychczasowe badania wymagają replikacji a ich prowadzenie obarczone jest wieloma trudnościami natury administracyjnej. Dopuszczenie psychodelików do zastosowań medycznych może zresztą okazać się niemożliwe w obecnej sytuacji politycznej. Może wreszcie okazać się zbędne, gdyż kolejne bardziej rygorystyczne badania mogą wykazać ich niską skuteczność. Wiele wskazuje jednak na to, że wkraczamy w nową erę badań naszej świadomości. Niezwykła podróż rozpoczęta na rowerze Hoffmana trwa w najlepsze i coraz głośniej słychać skrzypienie uchylających się drzwi percepcji.


* Badanie zostało sfinansowane społecznościowo za pośrednictwem platformy Walacea. Mój udział w ogólnej kwocie był rzecz jasna bardzo skromny, zawsze to jednak świetne zdanie otwierające.


** Po przypadkowym odkryciu niezwykłych właściwości zsyntetyzowanego przez siebie związku (po 5 latach od jego odkrycia), Albert Hoffman postanowił przetestować na sobie jego działanie - zażył 250 mikrogramów substancji. W ciągu godziny zaczął doświadczać narastającego dyskomfortu, w związku z czym zdecydował się poprosić asystenta o pomoc w dotarciu do domu. Gdyby nie to, że ze względu na trwającą w Europie racjonowano wówczas benzynę, moglibyśmy nigdy nie poznać niezwykłych właściwości LSD. Hoffman pedałował bowiem ową wiejską drogą ku innym wymiarom - jego percepcja zmieniła się drastycznie. Jak sam pisze:

W drodze do domu mój stan zaczął przybierać niepokojące formy. Wszystko w polu widzenia falowało i było zniekształcone jak w krzywym zwierciadle. Miałem również wrażenie bycia niezdolnym do ruszenia się z miejsca, choć - jak opowiadał mi później laborant - jechaliśmy bardzo szybko.
A później:
[...] Zawroty głowy i poczucie słabości były tak w tym momencie silne, że nie byłem w stanie utrzymać się na nogach i musiałem się położyć na sofie. Moje otoczenie uległo teraz przekształceniu i przybrało postać jeszcze bardziej przerażającą. Wszystko w pokoju wirowało, a znane przedmioty i meble zamieniały się w groteskowe, przepełniające lękiem formy
*** Określenie psychodeliki pochodzi od greckich słów psyche ("umysł") i delein ("ukazywać")

**** Nie udało mi się znaleźć ogółnie przyjętego polskiego odpowiednika, inne tłumaczenia to np. "obwód stanu spoczynkowego" lub "obwód domyślny"

***** Warto pamiętać, że przepływ krwi odpoczywającego mózgu w stanie czuwania niewiele różni się od przepływu krwi w mózgu zaangażowanego w rozwiązywanie zadań; nasze mózgi tak naprawdę nieustannie są czymś zajęte.


Uaktualnienie (23:21, 16.04.16): 
doprecyzowałem opis pod ilustracją przedstawiającą różnice między pracą mózgu pod wpływem LSD i placebo

Literatura:
Carhart-Harris, R., Muthukumaraswamy, S., Roseman, L., Kaelen, M., Droog, W., Murphy, K., Tagliazucchi, E., Schenberg, E., Nest, T., Orban, C., Leech, R., Williams, L., Williams, T., Bolstridge, M., Sessa, B., McGonigle, J., Sereno, M., Nichols, D., Hellyer, P., Hobden, P., Evans, J., Singh, K., Wise, R., Curran, H., Feilding, A., & Nutt, D. (2016). Neural correlates of the LSD experience revealed by multimodal neuroimaging Proceedings of the National Academy of Sciences DOI: 10.1073/pnas.1518377113
Cormier, Z. (2016). Brain scans reveal how LSD affects consciousness. Nature. http://doi.org/10.1038/nature.2016.19727

niedziela, 26 sierpnia 2012

strach ma konserwatywne odchylenie

ResearchBlogging.orgPsychologowie i psychologiczni beletryści od dłuższego czasu przeczuwali związek pomiędzy odczuwaniem zagrożenia a skłonnością do ulegania urokowi silnych jednostek, wodzów, prezentujących jasne i proste zasady, w których rzeczy są albo czarne albo białe. Nicola Machiavelli zasugerował swego czasu, że dla władcy lepiej jest być przedmiotem strachu niż uwielbienia. Wiele stuleci później, Erich Fromm napisał o "ucieczce od wolności", w bezpieczeństwo jakie dać może autorytaryzm. Podobne wątki znaleźć można w intelektualnej spuściźnie Theodora Adorno, sugerującego istnienie "osobowości autorytarnej", konstrukcji psychicznej szczególnie skłonnej do gloryfikacji silnej władzy i przyzwalającej na niedemokratyczne metody.

Jak się pewnie domyślacie, piszę o tym wszystkim dlatego, że jakieś niedawne badania sugerują, że coś może być na rzeczy. Rzeczywiście. Od dawien dawna znaleźć można jednak wiele dowodów wskazujących na to, że poczucie zagrożenia związane jest ze skłonnością do przejawiania poglądów określanych zbiorczo jako konserwatywne.

Zauważono na przykład, że w okresach społecznego niepokoju (wysokiego bezrobocia, szalejącej przestępczości, konfliktów zbrojonych), ludzie uzyskują wyższe wyniki na skalach mierzących akceptację dla autorytaryzmu. I od innej strony, ludzie o wysokich wynikach silnie reagowali na niosące zagrożenie słowa i inne bodźce. Pewnym ponurym okresem urodzaju na tego typu doniesienia był okres po 11.09.2011 (i po późniejszych zamachach w Madrycie), kiedy to przebadano setki osób w wielu różnych badaniach, wyraźnie wskazujących na to, że rośnie społeczna akceptacja dla ograniczania wolności obywatelskich w imię walki z zagrożeniem. Zauważono wtedy również, że poparcie dla George'a Busha rosło wraz z poziomem zagrożenia terrorystycznego. Przebadane pod kątem poglądów osoby dotknięte zamachami bezpośrednio również deklarowały zmiany w kierunku spektrum autorytarnego, niezależnie od wcześniejszych decyzji wyborczych. Zauważono wreszcie, że ludzie postrzegający świat jako miejsce niebezpieczne uzyskują wyższe wyniki w pomiarach skłonności do popierania postaw autorytarnych. Udało się wykazać istnienie tego związku przy pomocy różnych paradygmatów badawczych, co pozwala przypuszczać, że z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia z realnie istniejącą zależnością (sprawdzić, czy nie D. Stapel).

Jednym z badaczy, który wyprodukował już kilka prac w tej dziedzinie jest John Jost. *Pisałem już kiedyś o przeprowadzonej przez niego metaanalizie, w której badacz dokonał podsumowania poszukiwań czynników korelujących z konserwatywnymi poglądami politycznymi. Wyszło mu między innymi, że dużą rolę odgrywa w tym wypadku potrzeba radzenia sobie z niepewnością i poczuciem zagrożenia (jest tam taki śliczny diagram, zobaczcie go koniecznie). Od tego czasu zależność między awersją do niejednoznaczności, potrzebą wyraźnej struktury i niechęcią do nowości a politycznym konserwatyzmem została jeszcze bardziej ugruntowana empirycznie. Na marginesie, powtarzające się w pewnych dziedzinach nazwiska badaczy sprawiają, że zaczynam się z nimi zżywać. Niemal z wypiekami na twarzy śledzę losy moich ulubionych bohaterów, niczym serialowych postaci, wyczekując kolejnych publikacji. Pewną rynkową niszą wydaje się być segment pasjonatów nauki, być może chętnych do powieszenia plakatu z ulubionymi badaczami czy postawienia na biurku figurki (ja bym postawił). Ja z badaczy lubię jeszcze szczególnie Nettle'a, Berringa i Schallera, a Wy?

Przyglądając się funkcjonowaniu liberałów, zauważono z kolei, że lepiej radzą sobie w zadaniach wymagających poznawczej elastyczności, przełamywania reakcji odruchowych czy radzenia sobie ze sprzecznościami. Można znaleźć badania pokazujące, że duża tolerancja na niejednoznaczność idzie w parze z liberalnymi poglądami politycznymi. Wydaje się tym samym, że osoby o konserwatywnych poglądach mogą preferować znane rozwiązania, dlatego, że są im znane, a tym samym - nie są zagrażające. Zmiany status quo napawają ich niepokojem, osoby te są więc niechętne dużym zmianom o charakterze społecznym. Bo kiedyś (np. za komuny) było lepiej, wiadomo także, że nie ma już takich ludzi jak kiedyś.

Nie od dziś wiadomo również, że poczucie zagrożenia i emocje, które wywołuje - strach i lęk - w znacznym stopniu odbijają się na naszym zachowaniu, ale także na funkcjonowaniu poznawczym. W takich sytuacjach ludzie miewają trudności z podejmowaniem decyzji a ich uwaga skupia się na źródle zagrożenia. Powracające myśli o nim ograniczają liczbę zasobów poznawczych jakimi dysponujemy w danej sytuacji. Badani postraszeni porażeniem elektrycznym w wypadku błędnej odpowiedzi stają mniej uważni i systematyczni, co skutkuje gorszymi wynikami. Podobnie wpływają na nas dystraktory. W hałasie, pod presją czasu i będąc zmęczonymi w mniejszym stopniu skłonni jesteśmy zagłębiać się w temat w poszukiwaniu niuansów i wytężać nasz intelekt (z czego płynie ważna lekcja, by nigdy nie podejmować ważnych decyzji odbierając poród). Wykazano także, że jedną z rzeczy, które doskwierają ludziom odczuwającym strach jest odczucie braku kontroli nad sytuacją. Można więc przypuszczać,  iż bardziej będą skłonni, by - celem przywrócenia światu uporządkowania - uciec się do mniej wyrafinowanych sposobów postrzegania świata. Pewną formą redukowania niepokoju związanego z niejednoznacznością jest np. uciekanie się do hierarchicznej struktury. Tworzy ona uporządkowaną sytuację w której w razie potrzeby można uciec się do autorytetu, zdając się na jego rozeznanie. Kiedy myśli za nas silna ręka (lub raczej głowa), której możemy zaufać, w znakomity sposób redukuje to poczucie niepewności. Zwłaszcza, gdy jasnym staje się, kto jest dobry, a kto zły. Angielski termin określający to, co dzieje się z funkcjonowaniem poznawczym człowieka w takim stanie - motivated closed-mindedeness - trudno jest przełożyć na język polski, nie podejmę się więc tego, zostawiając go w oryginale.

Żeby dorzucić swój kamyczek do ogródka badań na temat, Jost i Thórisdóttir przeprowadzili kilka eksperymentów, w ramach których przetestowali hipotezę o wpływie czynników sytuacyjnych (poczucia zagrożenia) na pojawienie się u badanych tendencji do motivated closed-mindedness. W badaniu wzięli udział oczywiście studenci (N = 48; 28♀, 20♂). Poproszono ich o przypominanie sobie trzech (warunek łagodnego zagrożenia) i dwunastu (duże zagrożenie) sytuacji ze swojego życia, kiedy czuli się przerażeni. Warto zauważyć, że ze względów etycznych, w psychologii tak naprawdę nie straszy się badanych. Uczestnicy badania wypełnili także kwestionariusze mierzące potrzebę domknięcia poznawczego (wyjaśnienia sytuacji dwuznacznej) i inne komponenty motivated closed-mindedness. Nie pisałbym o tych wynikach, gdyby nie okazały się zgodne z hipotezami badaczy, związek był jednak niezbyt silny i na granicy istotności statystycznej. Badani postraszeni bardziej uzyskali wyższe wyniki, w większym stopniu postrzegali także świat jako miejsce niebezpieczne.

Kolejna grupa studentów New York University (N = 71; 52♀, 19♂) odpowiadała na pytania związane z odczuwanym zagrożeniem ze strony terrorystów. Ich odpowiedzi zignorowano, badanych przydzielono losowo do grup, które informowano, że uzyskały wyniki wysoki i niskie. Następnie poproszono ich o wypełnienie kwestionariuszy i zadeklarowanie własnych poglądów na skali liberalizm-konserwatyzm. Jak można się było domyśleć, grupa pierwsza powtórzyła wyniki z poprzedniego badania i okazała się bardziej konserwatywna. Kluczowym czynnikiem okazały się być wyniki na skali motivated closed-mindedness. Z badania tego płynie jednak jeszcze jeden istotny wniosek. Inne wyjaśnienia skłonności do deklarowania poglądów konserwatywnych w obliczu zagrożenia wskazują na radykalizowanie się wcześniej podzielanych poglądów (religijnych, politycznych), niezależnie od ich "bieguna". Jako, że studenci znani są z bycia raczej liberalnymi, w myśl tej teorii, powinni byli stać się liberalni jeszcze bardziej. Tak się jednak nie stało, co wskazuje na słuszność koncepcji motivated closed-mindedness (no cóż, nie uciekniemy od tego, że oznacza to celowo zamknięty umysł!).


Skoro o liberalnych studentach mowa. Badacze postanowili przebadać także osoby o poglądach odmiennych. Udali się w tym celu na zjazd Islandzkiej Partii Niepodległości, reprezentującej centroprawicę w tradycyjnym i nieadekwatnym podziale. Uzyskali tam zaskakująco dużą liczbę odpowiedzi (N = 481; 28%♀,  72% ♂). W zależności od grupy, badani czytali o zagrożeniu wobec a) systemu ekonomicznego Islandii, b) swojej partii, c) nich samych, d) nic nie czytali (Polacy stanowią doskonałą grupę grupę kontrolną w takiej sytuacji). Badacze nie omieszkali nadmienić, iż badanie odbyło się przed zapaścią gospodarczą w 2008 roku i zanim jeszcze jej zwiastuny stały się wyraźne. Wszystkie trzy postraszone grupy udzielały bardziej konserwatywnych odpowiedzi w pytaniach o kwestie społeczne i polityczne - badanych pytano m.in. o poparcie dla akcji afirmatywnych, prywatnej służby zdrowia, podatków progresywnych, przywilejów podatkowych dla przedsiębiorstw. Osoby te przejawiały też bardziej zamknięte umysły w porównaniu z grupą kontrolną.

Wnioski nasuwają się same, teraz jest jednak publikacja, do której można się odwołać.

Grafika:
CC-BY-NC-SAr2hox (Sam3)
CC-BY-NC-ND kalevkevad
CC-BY-NC RJ (Sam3)

Źródło:
Thórisdóttir, H., & Jost, J. (2011). Motivated Closed-Mindedness Mediates the Effect of Threat on Political Conservatism Political Psychology, 32 (5), 785-811 DOI: 10.1111/j.1467-9221.2011.00840.x

czwartek, 19 lipca 2012

zdrowe poglądy

ResearchBlogging.orgWrogie postawy wobec ludzi odmiennych od nas samych wciąż nie są rzadkością w dzisiejszym świecie. Uprzedzenia na tle orientacji seksualnej, narodowości, wyznania czy poglądów politycznych przejawia, lub nawet otwarcie zdradza, znaczna część społeczeństwa. Ze stygmatyzacją spotykają się ludzie upośledzeni fizycznie, starsi i chorzy. Wielu z nas, niekoniecznie świadomie, unika siadania obok tych osób. Niedawne sondaże, które przeprowadzono równolegle w wielu krajach Europy potwierdzają, że podobne postawy są obecne i dziś. Dla przykładu, 88% Polaków jest przeciwnych równouprawnieniu par tej samej płci, 40% z nich uważa, że pomiędzy różnymi grupami etnicznymi panuje naturalna hierarchia. Badania dotyczące ukrytych postaw pokazują, że większość ludzi może postrzegać osoby odmiennej rasy nieco negatywnie. Doświadczenie i wyniki badań psychologów społecznych potwierdzają, że niewiele trzeba, żebyśmy zaczęli postrzegać członków grupy w jakiś sposób opozycyjnej wobec naszej jako gorszych pod różnymi względami. Jak wytłumaczyć niemalże uniwersalną skłonność ludzi do ulegania uprzedzeniom wobec odmienności?

Przypuszczalnie jedną z ostatnich kwestii jakie skłonni bylibyśmy rozważyć w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie byłaby obawa przed chorobami zakaźnymi. Wyniki wielu badań pokazują, że właśnie tam leżeć może przyczyna naszej obawy wobec odmienności. Z pomocą przychodzą dwie uzupełniające się koncepcje. Pierwsza z nich - behawioralny układ odpornościowy - to termin ukuty przez Marka Schallera, oznaczający psychologiczne mechanizmy profilaktyki. Druga znana jest jako socjofunkcjonalne rozumienie uprzedzeń. Opiera się ona na spostrzeżeniu, iż nie wszystkie uprzedzenia są takie same same, występujące pomiędzy nimi różnice mogą zaś pozwolić na lepsze zrozumienie problemu. Behawioralny układ odpornościowy jest postulowanym sposobem naszego mózgu na nakłanianie nas do takiego zachowania, które pozwala nam unikać zarażenia. Innymi słowy, jest to psychologiczna profilaktyka prozdrowotna. Wczesna prewencja, która w wielu wypadkach sprawia, że przeciwciała okazują się niepotrzebne, gdyż nie dochodzi do kontaktu ze źródłem zakażenia. Termin ten określa zestaw psychologicznych mechanizmów, które mają na celu wykrywanie potencjalnych źródeł patogenów (pasożytów, bakterii i wirusów) w otoczeniu i reagowanie na nie w sposób, który pozwala unikniąć z nimi kontaktu. Ma to daleko idące znaczenie w interakcjach międzyludzkich. Przypuszczalnie mechanizmy te leżą u podłoża uprzedzeń, wpływają na nasze życie seksualne; pośrednio mają także wpływ naszą politykę i różnice międzykulturowe

Po co nam uprzedzenia?

Perspektywa socjofunkcjonalna rozpatruje uprzedzenia jako postawy mające pewną specyficzną funkcję w społeczności. Poszczególne ich postacie, skutkujące minimalizowaniem kontaktu z członkami określonych grup, ograniczają również kontakt z potencjalnymi zagrożeniami dla danej społeczności, reprezentowanymi przez daną mniejszość. Analiza deklarowanych przez Amerykanów odczuć związanych z grupami mniejszościowymi pokazuje, że szczególną rolę odgrywają tam, na przykład, poczucie zagrożenia dla mienia i bezpieczeństwa (w wypadku Afroamerykanów) czy zdrowia i wartości moralnych (w wypadku gejów). Unikanie osób zakaźnie chorych wydaje się czymś logicznym i rozsądnym, jeśli tylko chcemy pozostać przy zdrowiu. Co miałoby jednak skłaniać niektórych z nas do unikania osób zdrowych? Powodem może być fakt, iż nie możemy zobaczyć źródła zagrożenia, jakim są zarazki. Przed wynalezieniem mikroskopu był one niedostępne ludzkim oczom i nikt nie brał ich istnienia na poważnie. Bardzo długo medycyna stała na przerażająco niskim poziomie, nie mając skutecznych środków zaradczych i wyjaśnień dla chorób nękających rodzaj ludzki. Tłumaczono je między innymi ingerencją demoniczną. Trudno było zrozumieć w czym tkwi przyczyna faktu, iż niektórzy z nas zapadają na choroby, a inni nie. Najlepszym przykładem błądzenia po omacku mającego swoje źródłu w braku rozumienia mechanizmów choroby jest całkowicie bezzasadna masowa eksterminacja kotów w czasie epidemii czarnej śmierci. Interwencja ta była nawet szkodliwa, jako, że koty polowały na szczury, będące siedliskiem pcheł, faktycznie roznoszących zarazki. Ponieważ nie widzimy zarazków, musimy polegać na intuicyjnych metodach ich unikania. Jako, że z punktu widzenia naszego przetrwania, lepiej jest wiele razy uniknąć fałszywego zagrożenia niż raz zignorować rzeczywiste, nasze systemy wczesnego ostrzegania przed zarazkami są nadmiernie czułe. Najskuteczniejszą wymyśloną przez ewolucję metodą jest unikanie możliwości zarażenia poprzez unikanie sytuacji potencjalnie chorobotwórczych. Nawet wtedy, kiedy przybiera do dość zabawne formy.

W ciągłym poszukiwaniu zagrożenia


Badania przeprowadzane w laboratoriach psychologów dostarczają zaskakujących przykładów działania tego mechanizmu. Jednym z największych rezerwuarów patogenów w środowisku są zwierzęce odchody. Efektem tego jest silna awersja do wszystkiego, co je przypomina. Tak silna, że obecna nawet w wypadku przedmiotów szczególnie lubianych. Wyniki amerykańskiego badania udowodniły, iż uczestnicy eksperymentu byli znacznie mniej skłonni do zjedzenia fudges, ciastek czekoladowo-orzechowych, kiedy kształtem przypominały one psie odchody. Inne doświadczenia pokazują, że ludzie mniej chętni są do picia napojów z naczyń, na które sami nakleili etykietkę „cyjanek”. Wiele wskazuje na to, że w także relacjach z innymi ludźmi, nasz mózg poszukuje śladów potencjalnej infekcji, pieczołowicie odnajdując przejawy odstępstwa od normy (w tym fizycznej), wywołujące w nas uczucie zaniepokojenia i odrazę. Choroby zakaźne nierzadko powodują widoczne zmiany w wyglądzie i budowie ciała. W konsekwencji, wydaje się prawdopodobnym, ze dysponujemy mechanizmami, które reagują na ich wystąpienie. Odbywa się to przez aktywowanie emocji odrazy i niepokoju, które prowokują zachowania mające na celu uniknięcie kontaktu z osobami przejawiającymi zmiany fizyczne. Podobnie jak w wypadku wielu innych ludzkich „systemów wczesnego ostrzegania”, jest on przeczulony, aktywując się w wypadku osób z widocznym piętnem fizycznym nawet wtedy, gdy faktycznego zagrożenia nie ma. Przykładem może być otyłość czy deformacje ciała. Badania pokazują, że osoby szczególnie obawiające się zarazków, reagują wyraźniej zaznaczoną awersją wobec osób otyłych, fizycznie niesprawnych i będących w podeszłym wieku. Uprzedzenia te objawiają się zwłaszcza wtedy, kiedy przypomnimy ludziom o potencjalnych zagrożeniach płynących ze strony drobnoustrojów. Pozwala to wysnuć przypuszczenie, iż właśnie świadomość obecności chorobotwórczych mikroorganizmów może być czynnikiem wyzwalającym poczucie zagrożenia.

Swoje chwalicie

To samo zdaje się dotyczyć członków odmiennych grup, na przykład narodowościowych czy etnicznych. Nie od dziś wiadomo, że mamy wyraźną tendencję do traktowania członków swojej grupy lepiej, aniżeli ludzi pozostających poza jej obrębem. Oceniamy ich jako bardziej podobnych do siebie, jednocześnie częściej posługując się przy tym stereotypowym myśleniem. Tendencja ta nazywana jest stronniczością międzygrupową. Podobne skłonności obserwuje się nawet w wypadku grup, które zostały utworzonych przypadkiem, na przykład przez rzut monetą. Sławetna demonstracja przeprowadzona przez Jane Elliot (przedstawiona w filmie „Niebieskoocy”) pokazała, że dzieci potrafią poddawać ostracyzmowi swoich kolegów z klasy na podstawie informacji, że kolor oczu ma związek z ich inteligencją. Uprzedzenia międzygrupowe szczególnie silne stają się w obecności zagrożenia zarażeniem, np. gdy badanym prezentuje się zdjęcia lub opisy zmian chorobowych na skórze. Badania nad występowaniem stronniczości międzygrupowej, jakich dokonuje się na kobietach ciężarnych, dostarczają szczególnie spektakularnych wyników. Wygląda na to, że zmiany w jej nasileniu silnie współgrają z przebiegiem ciąży, konkretnie zaś, z występowaniem porannych nudności, podobnie jak wspomniana skłonność, szczególnie częstymi w pierwszym trymestrze ciąży. W tym czasie następuje obniżenie aktywności układu odpornościowego kobiety. Efekt ten zmniejsza ryzyko zaatakowania przez własne przeciwciała potencjalnie obcego organizmu jej potomstwa, które rozwija się w łonie matki. Skutkiem jest między innymi większa wrażliwość kobiety na smaki i zapachy. Nieświadomie pomaga jej to w obronie przed toksycznymi substancjami obecnymi w niewielkich ilościach w pożywieniu. Na ogół nie wyrządzają one większych szkód w dorosłym organizmie (przypuszcza się, że może być to powodem, dla którego małe dzieci nie przepadają za jedzeniem brukselki). Dla delikatnego, dopiero rozwijającego się płodu, nawet niewielkie ich ilości mogłyby być jednak bardzo groźne. Kontakt kobiety z chorobotwórczymi mikroorganizmami byłby w tym okresie szczególnie niebezpieczny dla niej samej i dla jej potomstwa, rozsądnym jest więc unikanie wszelkich możliwych źródeł groźnych zarazków. Niewielki wzrost stronniczości międzygrupowej obserwuje się także w okolicach porodu. Jest to moment, kiedy kobieta szczególnie potrzebuje opieki swych bliskich.


Nieczyste myśli


Liczne badania pokazują, że świadomość obecności zarazków w otoczeniu wpływa na nasze postawy, poglądy i osądy moralne w jeszcze szerszy sposób, niż opisany do tej pory. Bodźce przypominające nam o zanieczyszczeniu sprawiają, że stajemy się bardziej konserwatywni. Czystość fizyczna odgrywa istotną rolę w nieświadomych procesach moralnego oceniania np. aktywności seksualnej. Badani udzielający odpowiedzi na pytania badaczy w pobliżu łazienki bardziej rygorystycznie oceniają praktyki seksualne potencjalnie skutkujące kontaktem z zarazkami. Wygląda również na to, że ludzie mieszkający w rejonach, gdzie ryzyko zarażenia się jest szczególnie duże, różnią się pod względem osobowości od mieszkańców rejonów gdzie występują warunki korzystniejsze dla zdrowia. W badaniach wykazują mniejszą otwartość na doświadczenie (jest to cecha osobowości wyznaczająca naszą skłonność do próbowania nowych rzeczy i eksperymentowania ze światem), niższą ekstrawersję (otwartość w kontaktach z innymi ludźmi i gotowość do poznawania nowych osób), jak również mniejsza otwartość seksualna. Społeczności zamieszkujące takie obszary są też nastawione bardziej kolektywistycznie i konformistycznie. Mają także większą skłonność do wywierania presji na swoich członków, gdy przekraczają oni obowiązujące normy. Tym samym wydaje się, że nasze poglądy stanowią pewną formę unikania zagrożeń dla naszego zdrowia.
Strach przed wszechobecnymi zarazkami ukształtował również nasze preferencje względem wyglądu partnerów seksualnych. Wiele badań koncentrujących się na poszukiwaniu źródła tego, co nazywamy pięknem fizycznym, wskazuje na symetryczność rysów twarzy i budowy ciała, jako jeden ze szczególnie istotnych czynników przy dokonywaniu oceny. Dlaczego miałaby ona być ważna akurat w wypadku urody? Okazuje się, że jest ona dość dobrym wskaźnikiem ogólnego stanu zdrowia organizmu. Bowiem odstępstwa od symetrii w budowie ciała mogą być rezultatem przebytych chorób, urazów i nieprawidłowości rozwojowych. Wygląda na to, że poszukiwanie zdrowego partnera, o silnym układzie odpornościowym, który odziedziczyć może nasze potomstwo, nakazuje nam poszukiwanie symetrii w jego fizyczności. Preferencja ta staje się silniejsza wobec obecności patogenów w otoczeniu, tak, jakbyśmy instynktownie szukali wtedy zdrowszych partnerów. Niektórzy badacze sugerują, że być może poszukujemy jej tak silnie, że przenosimy tę preferencję także na inne dziedziny życia, wyżej oceniając symetrię w projektowaniu budynków. Choć bywa nazywana estetyką głupców, symetria może mieć bardzo istotne znaczenie.

Lek na całe zło

Potencjalne biologiczne źródło uniwersalności ksenofobicznych uprzedzeń wydaje się skazywać nas na powtarzanie historii pełnej przemocy wobec Innego, czystek etnicznych i prześladowań mniejszości. Paradoksalnie jednak, w oparciu o wiedzę o mechanizmach, które za nimi stoją, możemy zyskać bardzo silne lekarstwo w walce z uprzedzeniami, w dodatku o uniwersalnym zasięgu. Możliwe, że nawet szczepionkę. Opublikowane w listopadzie ubiegłego roku wyniki badań uzyskane przez naukowców z Kanady i Stanów Zjednoczonych pozwalają przypuszczać, że oddziaływanie bezpośrednio na prawdopodobne źródło owych uprzedzeń - strach przed zarażeniem - może redukować lęk przed obcymi. Poprzez serię eksperymentów wykazali oni, że szczepienie przeciwko chorobom zakaźnym i przypominanie im o tym, że są chronieni przed drobnoustrojami redukuje ujawniane przez nich uprzedzenia. Programy profilaktyczne, które dotyczą chorób zakaźnych zyskują jeszcze większe znaczenie. Pomagają nam budować świat wolny od przejawów szowinizmu i nietolerancji.

Grafika:

CC-BYorangeacid
CC-BY-NC matt the monkey
CC-BY-NC-ND Wahj
CC-BY-NC premasagar
CC-BY-NC-SArachelbinx

Literatura:
Fincher CL, Thornhill R, Murray DR, & Schaller M (2008). Pathogen prevalence predicts human cross-cultural variability in individualism/collectivism. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 275 (1640), 1279-85 PMID: 18302996
Park, J. H., Faulkner, J., & Schaller, M. (2003). Evolved disease-avoidance processes and contemporary anti-social behavior: Prejudicial attitudes and avoidance of people with physical disabilities. Journal of Nonverbal Behavior, 27(2), 65-87. Springer. Dostęp z http://www.springerlink.com/index/L147K15H81282134.pdf
Duncan, L., & Schaller, M. (2009). Prejudicial Attitudes Toward Older Adults May Be Exaggerated When People Feel Vulnerable to Infectious Disease: Evidence and Implications Analyses of Social Issues and Public Policy, 9 (1), 97-115 DOI: 10.1111/j.1530-2415.2009.01188.x
Young, S., Sacco, D., & Hugenberg, K. (2011). Vulnerability to disease is associated with a domain-specific preference for symmetrical faces relative to symmetrical non-face stimuli European Journal of Social Psychology, 41 (5), 558-563 DOI: 10.1002/ejsp.800
Faulkner, J., Schaller, M., Park, J., & Duncan, L. (2004). Evolved Disease-Avoidance Mechanisms and Contemporary Xenophobic Attitudes Group Processes & Intergroup Relations, 7 (4), 333-353 DOI: 10.1177/1368430204046142
Helzer, E., & Pizarro, D. (2011). Dirty Liberals!: Reminders of Physical Cleanliness Influence Moral and Political Attitudes Psychological Science, 22 (4), 517-522 DOI: 10.1177/0956797611402514
Little AC, DeBruine LM, & Jones BC (2011). Exposure to visual cues of pathogen contagion changes preferences for masculinity and symmetry in opposite-sex faces. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 278 (1714), 2032-9 PMID: 21123269
Murray DR, Trudeau R, & Schaller M (2011). On the origins of cultural differences in conformity: four tests of the pathogen prevalence hypothesis. Personality & social psychology bulletin, 37 (3), 318-29 PMID: 21307175
Navarrete, C., Fessler, D., & Eng, S. (2007). Elevated ethnocentrism in the first trimester of pregnancy Evolution and Human Behavior, 28 (1), 60-65 DOI: 10.1016/j.evolhumbehav.2006.06.002
Rozin, P., Millman, L., & Nemeroff, C. (1986). Operation of the laws of sympathetic magic in disgust and other domains. Journal of Personality and Social Psychology, 50 (4), 703-712 DOI: 10.1037//0022-3514.50.4.703
Schaller, M., & Park, J. (2011). The Behavioral Immune System (and Why It Matters) Current Directions in Psychological Science, 20 (2), 99-103 DOI: 10.1177/0963721411402596