Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 czerwca 2016

BIG GOD IS WATCHING YOU (1)

ResearchBlogging.orgMała ilość biomasy w środowisku sprzyja powstwaniu religii monoteistycznych. Amerykanie bardziej ufają skazanym gwałcicielom niż ateistom. Osoby z zaburzeniami autystycznymi rzadziej wierzą w osobowych bogów. Poza tym, że stanowią dobre przyczynki do wywołania kłotni na najbliższej imprezie, te trzy fakty mogą stanowić istotne poszlaki pozwalające na naturalistyczne wyjaśnienie zjawiska ludzkiej religijności.

Pan mym pasterzem


W dzisiejszym świecie dominują monoteiści. Do wiary w Boga religii Abrahamowych w 2005 roku przyznawała się nieco ponad połowa populacji świata. Mowa tu zarówno o wyznawcach islamu, judaizmu, chrześcijaństwa i jego licznych odłamów, ale też i rastafarianizmu, babaizmu czy bahaizmu. Niemniej, biorąc pod uwagę ilościową różnorodność wyznań, wyznania monoteistyczne stanowią zdecydowaną mniejszość - większość religii na świecie propaguje przekonania politeistyczne, animistyczne i inne. Wiara w jednego boga rządzącego światem i ludzkim losem jest ewenementem w bogactwie wierzeń rodzaju ludzkiego

Hans Memmling, Sąd ostateczny. Grafika w domenie publicznej
Wśród ewolucyjnych psychologów religii popularność zyskuje pojęcie "moralizatorskich wielkich bogów" (Moralising High Gods, MHG*). Mianem tym określa się potężne bóstwa (na ogół najpotężniejsze nie tylko w okolicy albo i we wszechświecie), którym często przypisuje się stworzenie świata i które żywo zainteresowane są postępowaniem ludzi. Co więcej, pilnują przestrzegania zasad moralnych. Typowym przykładem jest oczywiście Bóg religii Abrahamowych (Jahwe, Allah czy Jah) ale też i egipski Horus-Ra czy inkaski Wirakocza.

O ile tacy bogowie są powszechnie znani w naszym kręgu kulturowym, o tyle świat pełen jest osób które o nich nie słyszały. Antropolog J. W. M. Withing przebadał 81 społeczeństw łowiecko-zbierackich. Wielkich Bogów doszukał się w wierzeniach tylko 28 z nich. Bóstwa które zainteresowane są tym, czy wyrzucamy śmieci do lasu i czy nie ściągamy seriali z Internetu, moralizujący wielcy bogowie, są jeszcze rzadsze. Monoteistyczne bóstwa podobne do wierzeń judeochrześcijańskich pojawiają się tylko u 10% społeczeństw, których wierzenia religijne są znane. Inne badania pokazują, że bóstwa tego typu najczęściej spotykane są wśród ludów zajmujących się pasterstwem.

Dlaczego MHG mieliby być tam szczególnie popularni? Jednym z powodów mogą być trudne warunki życia. Zespół naukowców pod kierunkiem C. A. Botero przeanalizował związek między środowiskiem w jakim powstała dana kultura a jej systemem wierzeń. Badanie objęło 583 społeczeństwa opisane w monumentalnym dziele Ethnographic Atlas George'a P. Murdocka. Badacze wzięli pod uwagę ogrom danych opisujących warunki w jakich funkcjonowały poszczególne kultury. Na przykład czynniki środowiskowe - to, jak często występują na danym obszarze ekstremalne warunki pogodowe czy ilość biomasy wytwarzaną przez dany ekosystem (ważną w kontekście zdobywania pożywienia). Z drugiej strony uwzględniono czynniki społeczne, na przykład typowy sposób zdobywania pożywienia (hodowla zwierząt, rolnictwo, zbieractwo...) i system polityczny danej społeczności.

W skali globu okazało się, że MHG występowali tym powszechniej, im gorsze warunki do rozwoju miała dana kultura. Im zdobywanie pożywienia było trudniejsze, na przykład ze względu na małą ilość biomasy w środowisku, tym częściej wierzono w Wielkich Bogów. Obecni oni byli głównie w w osiadłych społeczeństwach, które zajmowały się hodowlą zwierząt. Płaska struktura społeczeństwa - obecna wtedy, gdy nie ma w nim wyraźnej hierarchii - wiązała się raczej z wiarą w duchy przodków. Rzecz jasna dla powstawania kultury ogromne znaczenie ma też kultura sąsiadów (w tym język) i jej wpływ również został uwzględniony w badaniu - łączny wpływ pozostałych czynników okazał się większy.

Mapa rozmieszczenia wybranych społeczeństw wyznających wiarę w moralizujących wielkich bogów (kropki niebieskie)
i społeczeństw ateistycznych, wyznających wiarę w bóstwa niezainteresowne moralnością czy spirits (duchy, ale niekoniecznie zmarłych). Im dany obszar jest ciemniejszy, tym więcej biomasy generuje roślinność. Grafika © 2014 National Academy of Science

Na obraz i podobieństwo krajobrazu


To nie jedyne związki jakie znaleziono pomiędzy środowiskiem a zamieszkującymi je memami. Skądinąd wiemy na przykład, że duże rozpowszechnienie patogenów w otoczeniu idzie w parze z małym wskaźnikiem demokratyzacji kraju. Im więcej zarazków tym większa w społeczeństwie potrzeba konformizmu i posłuszeństwa wobec autorytetów. Osoby zamieszkujące szczególnie obfitujące w nie rejony są nieco mniej otwarte na innych ludzi, nowinki kulturalne i nowe przygody seksualne. Autorzy koncepcji parasite-stress theory spekulują, że jest to mechanizm pozwalający na ochronę społeczności przed potencjalnymi źródłami zarażenia - mniej kontaktów z obcymi to mniejsza szansa na złapanie jakiegoś bakcyla.

Rytuały inicjacyjne plemienia Yao (Malawi). CC BY-NC 2.0, Steve Evans
Pewne różnice w preżywaniu religijności znaleziono też pomiędzy społecznościami zajmującymi się uprawą roli (związaną z występowaniem określonego typu środowiska) i tymi, które jej nie znają. Różnice te polegają na częstości występowania pewnych form rytuałów religijnych. Dane zebrane przez antropologów wskazują na to, że w całej różnorodności obrzędów związanych z sacrum dominują ich dwa rodzaje. Pierwszym (religijność wyobrażeniowa) są intensywne emocjonalnie, często niemal traumatyczne, rytuały które odbywają się rzadko i stanowią ważne wydarzenie dla całej społeczności. Dobrym przykładem jest rytuał przejścia Gol w czasie którego młodzi mężczyźni z Wyspy Zesłania Ducha Świętego** skaczą w dół z nogami przywiązanymi lianą do szczytu trzydziestometrowej konstrukcji którą własnoręcznie zbudowali. Po udanym skoku matka świeżo upieczonego mężczyzny wyrzuca jakąś pamiątkę związaną z jego dzieciństwem, rozpoczynając tym samym jego dorosłe życie. Tradycja ta dała początek współczesnym skokom na bungee i stanowi dzisiaj atrakcję turystyczną. Autor skakał kiedyś na bungee i potwierdza, że jest to bardzo emocjonujące przeżycie.

Druga forma rytuałów (religijność doktrynalna) to mało emocjonujące, rutynowo powtarzane obrzędy służące utrwalaniu deklaratywnej wiedzy o doktrynie. Innymi słowy, takie, które pozwalają na świadome zapamiętanie pewnej wiedzy, np. regularne obrzędy mszy świętej (która pełni też oczywiście inne funkcje) czy inne formy wspólnej modlitwy. Antropolodzy przypuszczają, że te pierwsze formy obrzędów mają za zadanie z jednej strony tworzyć silne i emocjonalne wspomnienia, z drugiej zaś stanowią okazje by członkowie społeczności mieli okazję dowieść swojej przynależności do grupy. Te drugie mają regularnie przypominać o prawdach wiary i stać na straży poprawności teologicznej czyli zapewniać posiadanie przez członków wspólnoty aktualnego zbioru wiedzy doktrynalnej.

Analiza 645 rytuałów występujących w 74 kulturach z całego świata przeprowadzona przez Q. D. Atkinsona i H. Whitehouse'a pokazała, że im silniejsze emocje wzbudza dana forma religijności - zarówno pozytywne jak i negatywne - tym rzadziej dana społeczność je powtarza. Zauważono również że formy religijności doktrynalnej często współwystępowały z obecnością rolnictwa. Innymi słowy, społeczności których środowisko pozwalało na uprawę roli cechowały się nieco innym sposobem kultywowania swojej religijności. Oczywiście nie można w tym wypadku mówić o wykazaniu związku przyczynowo-skutkowego, mamy bowiem do czynienia jedynie z danymi korelacyjnymi.


Niewidzialny kot


Jedną z większych zagadek psychologii ewolucyjnej jest to, że nie tylko nie atakujemy setek nieznajomych z którymi spotykamy się codziennie na ulicach ale też i jesteśmy skłonni im niekiedy bezinteresownie pomóc! Nasza altruistyczna skłonność do pomagania niespokrewnionym z nami osobnikom tego samego gatunku stanowi pewną niewiadomą. Być może stanowi to pozostałość czasów, gdy nasze społeczności składały się tylko z członków spokrewnionych ze sobą. Mielibyśmy posiadać wrodzoną skłonność do pomagania ludziom w naszym otoczeniu jako, że przez dużą część naszej historii byli to na ogół osobnicy blisko z nami spokrewnieni (więc bezpiecznie było zakładać, że jeśli ktoś żyje obok to warto mu pomóc jako krewnemu).

Hyeronymus Bosch, Sąd ostateczny. Grafika w domenie publicznej.

Pomagając naszym krewnym z dużym prawdopodobieństwem pomagamy bowiem naszym własnym genom. Rzecz jasna jest to tylko metafora i nie robimy tego świadomie. W istocie chodzi o to, że o naszym zachowaniu decydują te geny (ale nie tylko geny), które skutecznie rozpowszechniły się w puli genowej. Może do tego dojść, gdy skłaniają swoich posiadaczy do pomagania osobom posiadających kopie tego samego genu. I rzeczywiście, ludzie chętnie pomagają osobom do siebie podobnym (np. mówiącym z tym samym akcentem) lub takim co do których zachodzi uzasadnione podejrzenie co do występowania z nimi pokrewieństwa. Na przykład swoim dzieciom. Lub rodzinie ogółem. Jak swego czasu ujął to jakoby amerykański genetyk J.B.S. Haldane, własne życie opłaca się oddać dopiero za dwójkę własnego rodzeństwa lub ośmioro kuzynostwa.

Są też inne wyjaśnienia tego fenomenu, odwołujące się do rywalizacji pomiędzy poszczególnymi społecznościami ludzkimi które lepiej lub gorzej radziły sobie ze współpracą. Wyobraźcie sobie wyjętą żywcem z wyjazdu integracyjnego rywalizację w dziedzinie budowania wieży z makaronu na czas od której zależy wasze życie. Razem łatwiej jest zapewnić sobie schronienie, pożywienie i skutecznie odeprzeć atak konkurencji. Wiedzą o tym wszyscy aktywiści działający na rzecz rozwoju spółdzielczości i związkowcy. Z drugiej strony, osobnicy oszukujący w wymianie społecznej stanowią poważny problem dla każdego gatunku społecznego. Gdy istnieje społeczne przyzwolenie na niesprzątanie po swoich psach i oszustwa podatkowe, tracą na tym wszyscy. Stąd, społeczności które wypracowały skuteczne mechanizmy nakłaniania swoich członków do wzajemnej uczciwości - ale przede wszystkim mechanizmy karania oszustów - zyskują pewną przewagę.

Psychologowie ewolucyjni postulują istnienie trzech podstawowych sposobów monitorowania uczciwego przebiegu wymiany społecznej (czyt.: nie kradną, nie zabiajają sie bez ważnego powodu). Społeczeństwa cywilizowane rozwiązały ten problem dzięki mniej lub bardziej sformalizowanym strukturom społeczno-politycznym. Całkiem skutecznie. Od początku ludzkości obserwuje się bowiem stały trend spadkowy w liczbie śmierci wynikających z przemocy. Podobne sposoby obserwuje się też w kulturach żyjących poza obrębem tradycyjnie rozumianej cywilizacji. Przykładowo, opisywany przeze mnie dawno temu pasterski lud Turkana walczy z dezerterami wojennymi za pomocą szerokiego repertuaru kar, od łagodnych reprymend słownych po przywiązywanie do drzewa i pobicie. Same struktury społeczno-polityczne sprawdzają się jednak tylko w niektórych przypadkach. Albo w wysoko rozwiniętych społeczeństwach które posiadają sprawny wymiar sprawiedliwości i aparat przymusu w który opłaca się pokładać zaufanie albo w niewielkich grupach, których rozmiar pozwala na tego typu metody. Co więcej, ich członkowie muszą mieć poczucie, że ich niegrzeczne zachowanie nie umknie uwadze wymiarowi sprawiedliwości.

Wszechwidzące oko na banknocie dolarowym. Grafika w domenie publicznej.

Skutecznym straszakiem wobec niegodziwców może być zaszczepienie w nich przekonania, że za ich złe uczynki może ich spotkać kara nie tylko ze strony pobratymców (tych można oszukać, można też robić coś w ukryciu) ale ze strony znacznie potężniejszych bytów lub sił wszechświata. Swego rodzaju niewidzialny kot, bez którego myszy i ludzie harcują. W rachubę wchodzą tutaj duchy przodków, pomniejsze bóstwa, prawo karmy... Opisana przez antropologów szeroka gama lokalnych wierzeń dotyczących nadprzyrodzonych istot, które wiedzą i widzą więcej. Co więcej, wpływają na nasz los w bezpośredni sposób, zsyłając nieurodzaj, choroby i kwaśne mleko. Byty te ewolucyjni psychologowie religii określają mianem broad supernatural punishment (BSP) czyli pewnego szerokiego zakresu nadprzyrodzonych kar.

Trzecia sytuacja to właśnie moralizatorscy wielcy bogowie, szczególny przypadek nadprzyrodzonych kar. Wszystowiedzące, wszechpotężne istoty znające każdy nasz dobry i zły uczynek. Takie, które monitorują nas nieustannie, nigdy nie śpią, nie mrugają i nie odwracają oczu. Takie, których nie można oszukać. Żywo zainteresowane godziwością naszego życia i władne by wymierzać kary. Stanowią doskonały straszak. Badacze ewolucyjnej historii religii spekulują, że społeczności których członkowie podzielają wiarę w MHG mogą lepiej radzić sobie wymuszaniem na swoich członkach współpracy, co daje im przewagę w sytuacjach niesprzyjającego środowiska.

Demonstrowanie wiary w tego samego boga (między innymi poprzez kosztowne rytuały) daje członkom społeczności podstawy by wierzyć, że mogą sobie ufać. Bo przecież nie braliby węży do rąk, gdyby faktycznie nie wierzyli że prowadzi ich Bóg. Wspólne przekonania co do naganności niektórych czynów, poprzez budowanie mniej lub bardziej wymuszonego zaufania, stwarzają warunki umożliwiające swobodną współracę. Społeczności które łączy wiara w jednego surowego nadzorcę mogą tym samym mieć w niesprzyjających warunkach przewagę nad społecznościami, których członkowie nie mają powodu by sobie ufać. Co więcej, Ara Norenzayan, autor ksiązki Big Gods spekuluje, że to właśnie wiara w MHG, umożliwiając sprawną współpracę pomiędzy dużymi masami niespokrewnionych ze sobą ludzi, pozwoliła zaistnieć dużym ludzkim społecznościom które dzięki temu miały szanse przetrwania.


Anarchia w raju


Wygląda na to, że z opisywanego na początku wpisu schematu wyłamały się społeczeństwa Austronezji. Mianem tym określa się zbiorczo wszystkie wyspy półkuli południowej, począwszy od Madagaskaru do Wyspy Wielkanocnej. Podobnie jak w innych częściach świata, Wielcy Bogowie stanowili tam mniejszość. Najczęstsze wśród ich mieszkańców były przekonania o istnieniu mniej lub bardziej określonych nadprzyrodzonych sił karzących występek (BSP). Występowały w 37 kulturach. Społeczne i polityczne mechanizmy przestrzegania porządku obecne były w 22 kulturach. MHG pojawili się wierzeniach 6 społeczeństw. Analizując dane lingwistyczne zebrane w badanych społeczeństwach, badacze doszli do wniosku, że wiara w MHG pojawiła się tam później niż struktury polityczne. Wierzenia te nie były więc konieczne do zaistnienia współpracy pomiędzy ich członkami. Społeczności te zorganizowały się do poziomu pozwalającego im na współpracę bez uciekania się do wspólnych systemów wierzeń.

A. Norenzayan, jeden z głownych zwolenników koncepcji MHG jako cywilizatorów ludzkich społeczeństw zwraca uwagę, iż społeczności wyspiarskie rządzą się swoją własną specyfiką. Mała dostępna im powierzchnia i trudności w komunikacji pomiędzy poszczególnymi wyspami uniemożliwiły powstanie wielkich zunifikowanych społeczeństw. Struktura plemion w których wodzowie rządzą stosunkowo niewielkimi grupami ludzi różni się do społeczeństw euroazjatyckich i dlatego też dane te trudno porównywać.

Jak błoga to bez boga


Analizując przywoływane wcześniej dane Botero, Gardnera i innych, dotyczące rozpowszechnienia Wielkich Bogów, inni badacze zwrócili uwagę na jeszcze jedną zależność. Niemal wszystkie znane społeczeństwa utrzymujące się z uprawy roli które nie wykształciły wiary w MHG żyją w relatywnie komfortowych warunkach. Obfitość pożywienia sprawiła, że nadprzyrodzony nadzorca nie był potrzebny do skutecznego funkcjonowania społeczeństwa. Straty wynikające z działalności społecznych gapowiczów najwyraźniej nie były w nich tak dotkliwe. Na usta ciśnie się porównanie z dzisiejszym społeczeństwami m.in. Europy Zachodniej w których duży stopień rozwoju cywilizacyjnego idzie w parze z niską religijnością. Sprawnie działający w nich aparat państwowy zapewnia sprawne funkcjonowanie społeczeństw bez uciekania się do groźby nadprzyrodzonej kary.

W drugiej części tej serii artykułów przyjrzymy się bliżej działaniu mechanizmów nadprzyrodzonego nadzoru.


* - tłumaczenie jest moje, inne które przychodziły mi do głowy to "wielcy bogowie moralności", "moralizujący wielcy bogowie" i "wielcy bogowie od moralności", zachęcam do komentowania mojego wyboru i sugestii

** - pozwoliłem sobie na takie tłumaczenie nazwy Pentecost Island, nie udało mi się znaleźć polskiego odpowiednika w Internecie


Literatura:
Atkinson, Q. D., & Whitehouse, H. (2011). The cultural morphospace of ritual form: Examining modes of religiosity cross-culturally. Evolution and Human Behavior, 32(1), 50-62.
Botero, C.A., Gardner, B., Kirby, K.R., Bulbulia, J., Gavin, M.C., & Gray, R.D. (2014). The ecology of religious beliefs. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 111 (47), 16784-9 PMID: 25385605
Thornhill, R., Fincher, C.L., & Aran, D. (2009). Parasites, democratization, and the liberalization of values across contemporary countries. Biological reviews of the Cambridge Philosophical Society, 84 (1), 113-31 PMID: 19046399
Watts, J., Greenhill, S. J., Atkinson, Q. D., Currie, T. E., Bulbulia, J., & Gray, R. D. (2015). Broad supernatural punishment but not moralizing high gods precede the evolution of political complexity in Austronesia. Proceedings of the Royal Society of London B: Biological Sciences, 282(1804), 20142556. 
Wilson, E. O., & Szacka, B. (1988/1978). O naturze ludzkiej. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy. 

piątek, 29 kwietnia 2016

wegetarianie jako żywe wyrzuty sumienia

ResearchBlogging.orgWiększość ludzi twierdzi, że dobro zwierząt jest im bliskie. Na ogół nie powstrzymuje to ich jednak przed jedzeniem mięsa do którego wytworzenia wymagane jest póki co zabijanie zwierząt. Związana z tym sprzeczność bywa nierzadko źródłem nieprzyjemnego dysonansu. Okazuje się, że nawet przebywanie w towarzystwie wegetarian nasila u wszystkożerców występowanie zjawiska dysonansu poznawczego. Tym samym, towarzystwo roślinożernych znajomych wymaga szczególnego wysiłku by pozbyć się nieprzyjemnej sprzeczności wynikającej ze zjadania mięsa.

grafika w domenie publicznej
Liczne badania pokazują, że sprzeczność pomiędzy sympatią dla zwierząt a zabijaniem ich w celu zjedzenia (dysonans poznawczy) wymaga uruchomienia wyrafinowanych umysłowych mechanizmów które pozwalają sobie z nią poradzić. Psychologowie opisali wiele przykładów uzasadnień które pozwalają radzić sobie z tymi sprzecznościami. Polegają one na przykład na zaprzeczaniu odczuwania bólu przez zwierzęta, podkreślaniu negatywnych skutków wegetarianizmu dla zdrowia (pomyślicie o anemii i wypadających włosach) czy odcinaniu się od informacji o warunkach hodowli zwierząt (i tworzenia polityki).

Żeby zbadać to zjawisko, Hank Hothgerber, amerykański psycholog prowadzący badania dotyczące psychologii wegetarianizmu, przeprowadził serię eksperymentów w których uczestnicy opisywali swoje zwyczaje żywieniowe i opinie na temat cierpienia i świadomości zwierząt. W każdym z nich, połowa badanych czytała uprzednio opis osoby deklarującej wegetarianizm (w grupie porównawczej były to opisy osoby na diecie bezglutenowej). Badacz założył, że przywołanie obrazu wegetarian sprawi, że osoby biorące udział w badaniu doświadczą większego dysonansu pomiędzy swoimi deklaracjami a jedzeniem mięsa - wegetarianie mieliby stanowić żywe wyrzuty sumienia. Osoby na diecie bezgultenowej wystapiły gościnnie w charakterze grupy o specyficznych zwyczajach żywieniowych wynikających nie tyle z wyboru - jak w wypadku wegetarian - ale z konieczności. Innymi słowy osoby, które nie mają innego wyjścia niż określona dieta.

grafika w domenie publicznej
Okazało się, że osoby które zapoznawały się z opisem wegetarian postrzegały później zwierzęta jako mniej podobne do ludzi pod względem emocjonalnym. W sytuacji gdy opisy osób na diecie wegetariańskiej zawierały informacje o tym, że zdarza im się w chwili słabości zjeść mięso, wywoływany przez nie dysonans był mniejszy. Wegetarianie, którzy sami nie zawsze postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami stanowili mniej wyrazisty wyrzut sumienia. Opisy przedstawiające ścisłych wegetarian sprawiały, że badani deklarowali, iż jedzą więcej posiłków wegetariańskich a mniej mięsa (deklaracje dotyczące diety osób badanych są na ogół bardzo subiektywne - w zależności od tego, jak bardzo precyzyjne jest pytanie, uzyskujemy mniej lub bardziej dokładne szacunki; efektem tym można manipulować). Badacz interpretuje to jako wskazówkę świadczącą o tym, że taka niezłomna postawa wywołuje większy dysonans który osoby badane redukują poprzez stronniczy opis własnego zachowania.

Znaczenie miało również to, czy wybór diety wegetariańskiej osoby z opisu zależał od niej samej czy od okoliczności. W sytuacji, gdy powodem był świadomy wybór, osoby czytające taki opis prawdopodobnie doświadczały większego dysonansu. W swoich odpowiedziach przypisywały bowiem zwierzętom mniejszą zdolność do odczuwania bólu a jedzenie mięsa uważały za bardziej potrzebne dla zdrowia. Odwrotnie było gdy dieta wynikała na przykład z alergii pokarmowej. Ogółem – osoby, które czytały opisy ścisłych wegetarian z wyboru częściej sięgały po strategie pozwalające na radzenie sobie z dysonansem. Należy oczywiście pamiętać o tym, że badanie przeprowadzono na grupie około 90 osób i na populacji przede wszystkim amerykańskiej. Są to co prawda wstępne wyniki badań, są one jednak zgodne z dotychczasową wiedzą dotyczącą zmiany postaw. Choć wydawać by się mogło, że wegetarianie to ludzie tacy jak wszyscy inni, różniący się głównie wyborami dietetycznymi, wyniki badań wskazują na to, że są oni odbierani nieco inaczej. Nierzadko postrzegane są oni jako osoby reprezentujące światopogląd sprzeczny z tradycyjnymi wartościami.

grafika w domenie publicznej
Autor badania spekuluje, że takie postrzeganie wegetarian może mieć związek z faktem, iż duża część wegan i wegetarian wraca do jedzenia mięsa z powodów społecznych. Nierzadko bowiem czują się odrzuceni i nieakceptowani w swoim otoczeniu. Jedzenie ma przecież bardzo silny wymiar kulturowy – wspólne spożywanie pewnych tradycyjnych posiłków (np. ryby na Boże Narodzenie lub jajek na Wielkanoc) ma dla wielu osób duże znaczenie.

Moim zdaniem bardzo ciekawe byłoby sprawdzenie w jaki sposób na wszystkożerców i wegetarian oddziałuje obecność wegan, czyli ścisłych roślinożerców. Zastanawiam się, czy towarzystwo tych ostatnich nie skutkuje występowaniem dysonansu również u wegetarian.


Źródło:
Rothgerber H (2014). Efforts to overcome vegetarian-induced dissonance among meat eaters. Appetite, 79, 32-41 PMID: 24727102

niedziela, 26 sierpnia 2012

strach ma konserwatywne odchylenie

ResearchBlogging.orgPsychologowie i psychologiczni beletryści od dłuższego czasu przeczuwali związek pomiędzy odczuwaniem zagrożenia a skłonnością do ulegania urokowi silnych jednostek, wodzów, prezentujących jasne i proste zasady, w których rzeczy są albo czarne albo białe. Nicola Machiavelli zasugerował swego czasu, że dla władcy lepiej jest być przedmiotem strachu niż uwielbienia. Wiele stuleci później, Erich Fromm napisał o "ucieczce od wolności", w bezpieczeństwo jakie dać może autorytaryzm. Podobne wątki znaleźć można w intelektualnej spuściźnie Theodora Adorno, sugerującego istnienie "osobowości autorytarnej", konstrukcji psychicznej szczególnie skłonnej do gloryfikacji silnej władzy i przyzwalającej na niedemokratyczne metody.

Jak się pewnie domyślacie, piszę o tym wszystkim dlatego, że jakieś niedawne badania sugerują, że coś może być na rzeczy. Rzeczywiście. Od dawien dawna znaleźć można jednak wiele dowodów wskazujących na to, że poczucie zagrożenia związane jest ze skłonnością do przejawiania poglądów określanych zbiorczo jako konserwatywne.

Zauważono na przykład, że w okresach społecznego niepokoju (wysokiego bezrobocia, szalejącej przestępczości, konfliktów zbrojonych), ludzie uzyskują wyższe wyniki na skalach mierzących akceptację dla autorytaryzmu. I od innej strony, ludzie o wysokich wynikach silnie reagowali na niosące zagrożenie słowa i inne bodźce. Pewnym ponurym okresem urodzaju na tego typu doniesienia był okres po 11.09.2011 (i po późniejszych zamachach w Madrycie), kiedy to przebadano setki osób w wielu różnych badaniach, wyraźnie wskazujących na to, że rośnie społeczna akceptacja dla ograniczania wolności obywatelskich w imię walki z zagrożeniem. Zauważono wtedy również, że poparcie dla George'a Busha rosło wraz z poziomem zagrożenia terrorystycznego. Przebadane pod kątem poglądów osoby dotknięte zamachami bezpośrednio również deklarowały zmiany w kierunku spektrum autorytarnego, niezależnie od wcześniejszych decyzji wyborczych. Zauważono wreszcie, że ludzie postrzegający świat jako miejsce niebezpieczne uzyskują wyższe wyniki w pomiarach skłonności do popierania postaw autorytarnych. Udało się wykazać istnienie tego związku przy pomocy różnych paradygmatów badawczych, co pozwala przypuszczać, że z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia z realnie istniejącą zależnością (sprawdzić, czy nie D. Stapel).

Jednym z badaczy, który wyprodukował już kilka prac w tej dziedzinie jest John Jost. *Pisałem już kiedyś o przeprowadzonej przez niego metaanalizie, w której badacz dokonał podsumowania poszukiwań czynników korelujących z konserwatywnymi poglądami politycznymi. Wyszło mu między innymi, że dużą rolę odgrywa w tym wypadku potrzeba radzenia sobie z niepewnością i poczuciem zagrożenia (jest tam taki śliczny diagram, zobaczcie go koniecznie). Od tego czasu zależność między awersją do niejednoznaczności, potrzebą wyraźnej struktury i niechęcią do nowości a politycznym konserwatyzmem została jeszcze bardziej ugruntowana empirycznie. Na marginesie, powtarzające się w pewnych dziedzinach nazwiska badaczy sprawiają, że zaczynam się z nimi zżywać. Niemal z wypiekami na twarzy śledzę losy moich ulubionych bohaterów, niczym serialowych postaci, wyczekując kolejnych publikacji. Pewną rynkową niszą wydaje się być segment pasjonatów nauki, być może chętnych do powieszenia plakatu z ulubionymi badaczami czy postawienia na biurku figurki (ja bym postawił). Ja z badaczy lubię jeszcze szczególnie Nettle'a, Berringa i Schallera, a Wy?

Przyglądając się funkcjonowaniu liberałów, zauważono z kolei, że lepiej radzą sobie w zadaniach wymagających poznawczej elastyczności, przełamywania reakcji odruchowych czy radzenia sobie ze sprzecznościami. Można znaleźć badania pokazujące, że duża tolerancja na niejednoznaczność idzie w parze z liberalnymi poglądami politycznymi. Wydaje się tym samym, że osoby o konserwatywnych poglądach mogą preferować znane rozwiązania, dlatego, że są im znane, a tym samym - nie są zagrażające. Zmiany status quo napawają ich niepokojem, osoby te są więc niechętne dużym zmianom o charakterze społecznym. Bo kiedyś (np. za komuny) było lepiej, wiadomo także, że nie ma już takich ludzi jak kiedyś.

Nie od dziś wiadomo również, że poczucie zagrożenia i emocje, które wywołuje - strach i lęk - w znacznym stopniu odbijają się na naszym zachowaniu, ale także na funkcjonowaniu poznawczym. W takich sytuacjach ludzie miewają trudności z podejmowaniem decyzji a ich uwaga skupia się na źródle zagrożenia. Powracające myśli o nim ograniczają liczbę zasobów poznawczych jakimi dysponujemy w danej sytuacji. Badani postraszeni porażeniem elektrycznym w wypadku błędnej odpowiedzi stają mniej uważni i systematyczni, co skutkuje gorszymi wynikami. Podobnie wpływają na nas dystraktory. W hałasie, pod presją czasu i będąc zmęczonymi w mniejszym stopniu skłonni jesteśmy zagłębiać się w temat w poszukiwaniu niuansów i wytężać nasz intelekt (z czego płynie ważna lekcja, by nigdy nie podejmować ważnych decyzji odbierając poród). Wykazano także, że jedną z rzeczy, które doskwierają ludziom odczuwającym strach jest odczucie braku kontroli nad sytuacją. Można więc przypuszczać,  iż bardziej będą skłonni, by - celem przywrócenia światu uporządkowania - uciec się do mniej wyrafinowanych sposobów postrzegania świata. Pewną formą redukowania niepokoju związanego z niejednoznacznością jest np. uciekanie się do hierarchicznej struktury. Tworzy ona uporządkowaną sytuację w której w razie potrzeby można uciec się do autorytetu, zdając się na jego rozeznanie. Kiedy myśli za nas silna ręka (lub raczej głowa), której możemy zaufać, w znakomity sposób redukuje to poczucie niepewności. Zwłaszcza, gdy jasnym staje się, kto jest dobry, a kto zły. Angielski termin określający to, co dzieje się z funkcjonowaniem poznawczym człowieka w takim stanie - motivated closed-mindedeness - trudno jest przełożyć na język polski, nie podejmę się więc tego, zostawiając go w oryginale.

Żeby dorzucić swój kamyczek do ogródka badań na temat, Jost i Thórisdóttir przeprowadzili kilka eksperymentów, w ramach których przetestowali hipotezę o wpływie czynników sytuacyjnych (poczucia zagrożenia) na pojawienie się u badanych tendencji do motivated closed-mindedness. W badaniu wzięli udział oczywiście studenci (N = 48; 28♀, 20♂). Poproszono ich o przypominanie sobie trzech (warunek łagodnego zagrożenia) i dwunastu (duże zagrożenie) sytuacji ze swojego życia, kiedy czuli się przerażeni. Warto zauważyć, że ze względów etycznych, w psychologii tak naprawdę nie straszy się badanych. Uczestnicy badania wypełnili także kwestionariusze mierzące potrzebę domknięcia poznawczego (wyjaśnienia sytuacji dwuznacznej) i inne komponenty motivated closed-mindedness. Nie pisałbym o tych wynikach, gdyby nie okazały się zgodne z hipotezami badaczy, związek był jednak niezbyt silny i na granicy istotności statystycznej. Badani postraszeni bardziej uzyskali wyższe wyniki, w większym stopniu postrzegali także świat jako miejsce niebezpieczne.

Kolejna grupa studentów New York University (N = 71; 52♀, 19♂) odpowiadała na pytania związane z odczuwanym zagrożeniem ze strony terrorystów. Ich odpowiedzi zignorowano, badanych przydzielono losowo do grup, które informowano, że uzyskały wyniki wysoki i niskie. Następnie poproszono ich o wypełnienie kwestionariuszy i zadeklarowanie własnych poglądów na skali liberalizm-konserwatyzm. Jak można się było domyśleć, grupa pierwsza powtórzyła wyniki z poprzedniego badania i okazała się bardziej konserwatywna. Kluczowym czynnikiem okazały się być wyniki na skali motivated closed-mindedness. Z badania tego płynie jednak jeszcze jeden istotny wniosek. Inne wyjaśnienia skłonności do deklarowania poglądów konserwatywnych w obliczu zagrożenia wskazują na radykalizowanie się wcześniej podzielanych poglądów (religijnych, politycznych), niezależnie od ich "bieguna". Jako, że studenci znani są z bycia raczej liberalnymi, w myśl tej teorii, powinni byli stać się liberalni jeszcze bardziej. Tak się jednak nie stało, co wskazuje na słuszność koncepcji motivated closed-mindedness (no cóż, nie uciekniemy od tego, że oznacza to celowo zamknięty umysł!).


Skoro o liberalnych studentach mowa. Badacze postanowili przebadać także osoby o poglądach odmiennych. Udali się w tym celu na zjazd Islandzkiej Partii Niepodległości, reprezentującej centroprawicę w tradycyjnym i nieadekwatnym podziale. Uzyskali tam zaskakująco dużą liczbę odpowiedzi (N = 481; 28%♀,  72% ♂). W zależności od grupy, badani czytali o zagrożeniu wobec a) systemu ekonomicznego Islandii, b) swojej partii, c) nich samych, d) nic nie czytali (Polacy stanowią doskonałą grupę grupę kontrolną w takiej sytuacji). Badacze nie omieszkali nadmienić, iż badanie odbyło się przed zapaścią gospodarczą w 2008 roku i zanim jeszcze jej zwiastuny stały się wyraźne. Wszystkie trzy postraszone grupy udzielały bardziej konserwatywnych odpowiedzi w pytaniach o kwestie społeczne i polityczne - badanych pytano m.in. o poparcie dla akcji afirmatywnych, prywatnej służby zdrowia, podatków progresywnych, przywilejów podatkowych dla przedsiębiorstw. Osoby te przejawiały też bardziej zamknięte umysły w porównaniu z grupą kontrolną.

Wnioski nasuwają się same, teraz jest jednak publikacja, do której można się odwołać.

Grafika:
CC-BY-NC-SAr2hox (Sam3)
CC-BY-NC-ND kalevkevad
CC-BY-NC RJ (Sam3)

Źródło:
Thórisdóttir, H., & Jost, J. (2011). Motivated Closed-Mindedness Mediates the Effect of Threat on Political Conservatism Political Psychology, 32 (5), 785-811 DOI: 10.1111/j.1467-9221.2011.00840.x

czwartek, 19 lipca 2012

zdrowe poglądy

ResearchBlogging.orgWrogie postawy wobec ludzi odmiennych od nas samych wciąż nie są rzadkością w dzisiejszym świecie. Uprzedzenia na tle orientacji seksualnej, narodowości, wyznania czy poglądów politycznych przejawia, lub nawet otwarcie zdradza, znaczna część społeczeństwa. Ze stygmatyzacją spotykają się ludzie upośledzeni fizycznie, starsi i chorzy. Wielu z nas, niekoniecznie świadomie, unika siadania obok tych osób. Niedawne sondaże, które przeprowadzono równolegle w wielu krajach Europy potwierdzają, że podobne postawy są obecne i dziś. Dla przykładu, 88% Polaków jest przeciwnych równouprawnieniu par tej samej płci, 40% z nich uważa, że pomiędzy różnymi grupami etnicznymi panuje naturalna hierarchia. Badania dotyczące ukrytych postaw pokazują, że większość ludzi może postrzegać osoby odmiennej rasy nieco negatywnie. Doświadczenie i wyniki badań psychologów społecznych potwierdzają, że niewiele trzeba, żebyśmy zaczęli postrzegać członków grupy w jakiś sposób opozycyjnej wobec naszej jako gorszych pod różnymi względami. Jak wytłumaczyć niemalże uniwersalną skłonność ludzi do ulegania uprzedzeniom wobec odmienności?

Przypuszczalnie jedną z ostatnich kwestii jakie skłonni bylibyśmy rozważyć w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie byłaby obawa przed chorobami zakaźnymi. Wyniki wielu badań pokazują, że właśnie tam leżeć może przyczyna naszej obawy wobec odmienności. Z pomocą przychodzą dwie uzupełniające się koncepcje. Pierwsza z nich - behawioralny układ odpornościowy - to termin ukuty przez Marka Schallera, oznaczający psychologiczne mechanizmy profilaktyki. Druga znana jest jako socjofunkcjonalne rozumienie uprzedzeń. Opiera się ona na spostrzeżeniu, iż nie wszystkie uprzedzenia są takie same same, występujące pomiędzy nimi różnice mogą zaś pozwolić na lepsze zrozumienie problemu. Behawioralny układ odpornościowy jest postulowanym sposobem naszego mózgu na nakłanianie nas do takiego zachowania, które pozwala nam unikać zarażenia. Innymi słowy, jest to psychologiczna profilaktyka prozdrowotna. Wczesna prewencja, która w wielu wypadkach sprawia, że przeciwciała okazują się niepotrzebne, gdyż nie dochodzi do kontaktu ze źródłem zakażenia. Termin ten określa zestaw psychologicznych mechanizmów, które mają na celu wykrywanie potencjalnych źródeł patogenów (pasożytów, bakterii i wirusów) w otoczeniu i reagowanie na nie w sposób, który pozwala unikniąć z nimi kontaktu. Ma to daleko idące znaczenie w interakcjach międzyludzkich. Przypuszczalnie mechanizmy te leżą u podłoża uprzedzeń, wpływają na nasze życie seksualne; pośrednio mają także wpływ naszą politykę i różnice międzykulturowe

Po co nam uprzedzenia?

Perspektywa socjofunkcjonalna rozpatruje uprzedzenia jako postawy mające pewną specyficzną funkcję w społeczności. Poszczególne ich postacie, skutkujące minimalizowaniem kontaktu z członkami określonych grup, ograniczają również kontakt z potencjalnymi zagrożeniami dla danej społeczności, reprezentowanymi przez daną mniejszość. Analiza deklarowanych przez Amerykanów odczuć związanych z grupami mniejszościowymi pokazuje, że szczególną rolę odgrywają tam, na przykład, poczucie zagrożenia dla mienia i bezpieczeństwa (w wypadku Afroamerykanów) czy zdrowia i wartości moralnych (w wypadku gejów). Unikanie osób zakaźnie chorych wydaje się czymś logicznym i rozsądnym, jeśli tylko chcemy pozostać przy zdrowiu. Co miałoby jednak skłaniać niektórych z nas do unikania osób zdrowych? Powodem może być fakt, iż nie możemy zobaczyć źródła zagrożenia, jakim są zarazki. Przed wynalezieniem mikroskopu był one niedostępne ludzkim oczom i nikt nie brał ich istnienia na poważnie. Bardzo długo medycyna stała na przerażająco niskim poziomie, nie mając skutecznych środków zaradczych i wyjaśnień dla chorób nękających rodzaj ludzki. Tłumaczono je między innymi ingerencją demoniczną. Trudno było zrozumieć w czym tkwi przyczyna faktu, iż niektórzy z nas zapadają na choroby, a inni nie. Najlepszym przykładem błądzenia po omacku mającego swoje źródłu w braku rozumienia mechanizmów choroby jest całkowicie bezzasadna masowa eksterminacja kotów w czasie epidemii czarnej śmierci. Interwencja ta była nawet szkodliwa, jako, że koty polowały na szczury, będące siedliskiem pcheł, faktycznie roznoszących zarazki. Ponieważ nie widzimy zarazków, musimy polegać na intuicyjnych metodach ich unikania. Jako, że z punktu widzenia naszego przetrwania, lepiej jest wiele razy uniknąć fałszywego zagrożenia niż raz zignorować rzeczywiste, nasze systemy wczesnego ostrzegania przed zarazkami są nadmiernie czułe. Najskuteczniejszą wymyśloną przez ewolucję metodą jest unikanie możliwości zarażenia poprzez unikanie sytuacji potencjalnie chorobotwórczych. Nawet wtedy, kiedy przybiera do dość zabawne formy.

W ciągłym poszukiwaniu zagrożenia


Badania przeprowadzane w laboratoriach psychologów dostarczają zaskakujących przykładów działania tego mechanizmu. Jednym z największych rezerwuarów patogenów w środowisku są zwierzęce odchody. Efektem tego jest silna awersja do wszystkiego, co je przypomina. Tak silna, że obecna nawet w wypadku przedmiotów szczególnie lubianych. Wyniki amerykańskiego badania udowodniły, iż uczestnicy eksperymentu byli znacznie mniej skłonni do zjedzenia fudges, ciastek czekoladowo-orzechowych, kiedy kształtem przypominały one psie odchody. Inne doświadczenia pokazują, że ludzie mniej chętni są do picia napojów z naczyń, na które sami nakleili etykietkę „cyjanek”. Wiele wskazuje na to, że w także relacjach z innymi ludźmi, nasz mózg poszukuje śladów potencjalnej infekcji, pieczołowicie odnajdując przejawy odstępstwa od normy (w tym fizycznej), wywołujące w nas uczucie zaniepokojenia i odrazę. Choroby zakaźne nierzadko powodują widoczne zmiany w wyglądzie i budowie ciała. W konsekwencji, wydaje się prawdopodobnym, ze dysponujemy mechanizmami, które reagują na ich wystąpienie. Odbywa się to przez aktywowanie emocji odrazy i niepokoju, które prowokują zachowania mające na celu uniknięcie kontaktu z osobami przejawiającymi zmiany fizyczne. Podobnie jak w wypadku wielu innych ludzkich „systemów wczesnego ostrzegania”, jest on przeczulony, aktywując się w wypadku osób z widocznym piętnem fizycznym nawet wtedy, gdy faktycznego zagrożenia nie ma. Przykładem może być otyłość czy deformacje ciała. Badania pokazują, że osoby szczególnie obawiające się zarazków, reagują wyraźniej zaznaczoną awersją wobec osób otyłych, fizycznie niesprawnych i będących w podeszłym wieku. Uprzedzenia te objawiają się zwłaszcza wtedy, kiedy przypomnimy ludziom o potencjalnych zagrożeniach płynących ze strony drobnoustrojów. Pozwala to wysnuć przypuszczenie, iż właśnie świadomość obecności chorobotwórczych mikroorganizmów może być czynnikiem wyzwalającym poczucie zagrożenia.

Swoje chwalicie

To samo zdaje się dotyczyć członków odmiennych grup, na przykład narodowościowych czy etnicznych. Nie od dziś wiadomo, że mamy wyraźną tendencję do traktowania członków swojej grupy lepiej, aniżeli ludzi pozostających poza jej obrębem. Oceniamy ich jako bardziej podobnych do siebie, jednocześnie częściej posługując się przy tym stereotypowym myśleniem. Tendencja ta nazywana jest stronniczością międzygrupową. Podobne skłonności obserwuje się nawet w wypadku grup, które zostały utworzonych przypadkiem, na przykład przez rzut monetą. Sławetna demonstracja przeprowadzona przez Jane Elliot (przedstawiona w filmie „Niebieskoocy”) pokazała, że dzieci potrafią poddawać ostracyzmowi swoich kolegów z klasy na podstawie informacji, że kolor oczu ma związek z ich inteligencją. Uprzedzenia międzygrupowe szczególnie silne stają się w obecności zagrożenia zarażeniem, np. gdy badanym prezentuje się zdjęcia lub opisy zmian chorobowych na skórze. Badania nad występowaniem stronniczości międzygrupowej, jakich dokonuje się na kobietach ciężarnych, dostarczają szczególnie spektakularnych wyników. Wygląda na to, że zmiany w jej nasileniu silnie współgrają z przebiegiem ciąży, konkretnie zaś, z występowaniem porannych nudności, podobnie jak wspomniana skłonność, szczególnie częstymi w pierwszym trymestrze ciąży. W tym czasie następuje obniżenie aktywności układu odpornościowego kobiety. Efekt ten zmniejsza ryzyko zaatakowania przez własne przeciwciała potencjalnie obcego organizmu jej potomstwa, które rozwija się w łonie matki. Skutkiem jest między innymi większa wrażliwość kobiety na smaki i zapachy. Nieświadomie pomaga jej to w obronie przed toksycznymi substancjami obecnymi w niewielkich ilościach w pożywieniu. Na ogół nie wyrządzają one większych szkód w dorosłym organizmie (przypuszcza się, że może być to powodem, dla którego małe dzieci nie przepadają za jedzeniem brukselki). Dla delikatnego, dopiero rozwijającego się płodu, nawet niewielkie ich ilości mogłyby być jednak bardzo groźne. Kontakt kobiety z chorobotwórczymi mikroorganizmami byłby w tym okresie szczególnie niebezpieczny dla niej samej i dla jej potomstwa, rozsądnym jest więc unikanie wszelkich możliwych źródeł groźnych zarazków. Niewielki wzrost stronniczości międzygrupowej obserwuje się także w okolicach porodu. Jest to moment, kiedy kobieta szczególnie potrzebuje opieki swych bliskich.


Nieczyste myśli


Liczne badania pokazują, że świadomość obecności zarazków w otoczeniu wpływa na nasze postawy, poglądy i osądy moralne w jeszcze szerszy sposób, niż opisany do tej pory. Bodźce przypominające nam o zanieczyszczeniu sprawiają, że stajemy się bardziej konserwatywni. Czystość fizyczna odgrywa istotną rolę w nieświadomych procesach moralnego oceniania np. aktywności seksualnej. Badani udzielający odpowiedzi na pytania badaczy w pobliżu łazienki bardziej rygorystycznie oceniają praktyki seksualne potencjalnie skutkujące kontaktem z zarazkami. Wygląda również na to, że ludzie mieszkający w rejonach, gdzie ryzyko zarażenia się jest szczególnie duże, różnią się pod względem osobowości od mieszkańców rejonów gdzie występują warunki korzystniejsze dla zdrowia. W badaniach wykazują mniejszą otwartość na doświadczenie (jest to cecha osobowości wyznaczająca naszą skłonność do próbowania nowych rzeczy i eksperymentowania ze światem), niższą ekstrawersję (otwartość w kontaktach z innymi ludźmi i gotowość do poznawania nowych osób), jak również mniejsza otwartość seksualna. Społeczności zamieszkujące takie obszary są też nastawione bardziej kolektywistycznie i konformistycznie. Mają także większą skłonność do wywierania presji na swoich członków, gdy przekraczają oni obowiązujące normy. Tym samym wydaje się, że nasze poglądy stanowią pewną formę unikania zagrożeń dla naszego zdrowia.
Strach przed wszechobecnymi zarazkami ukształtował również nasze preferencje względem wyglądu partnerów seksualnych. Wiele badań koncentrujących się na poszukiwaniu źródła tego, co nazywamy pięknem fizycznym, wskazuje na symetryczność rysów twarzy i budowy ciała, jako jeden ze szczególnie istotnych czynników przy dokonywaniu oceny. Dlaczego miałaby ona być ważna akurat w wypadku urody? Okazuje się, że jest ona dość dobrym wskaźnikiem ogólnego stanu zdrowia organizmu. Bowiem odstępstwa od symetrii w budowie ciała mogą być rezultatem przebytych chorób, urazów i nieprawidłowości rozwojowych. Wygląda na to, że poszukiwanie zdrowego partnera, o silnym układzie odpornościowym, który odziedziczyć może nasze potomstwo, nakazuje nam poszukiwanie symetrii w jego fizyczności. Preferencja ta staje się silniejsza wobec obecności patogenów w otoczeniu, tak, jakbyśmy instynktownie szukali wtedy zdrowszych partnerów. Niektórzy badacze sugerują, że być może poszukujemy jej tak silnie, że przenosimy tę preferencję także na inne dziedziny życia, wyżej oceniając symetrię w projektowaniu budynków. Choć bywa nazywana estetyką głupców, symetria może mieć bardzo istotne znaczenie.

Lek na całe zło

Potencjalne biologiczne źródło uniwersalności ksenofobicznych uprzedzeń wydaje się skazywać nas na powtarzanie historii pełnej przemocy wobec Innego, czystek etnicznych i prześladowań mniejszości. Paradoksalnie jednak, w oparciu o wiedzę o mechanizmach, które za nimi stoją, możemy zyskać bardzo silne lekarstwo w walce z uprzedzeniami, w dodatku o uniwersalnym zasięgu. Możliwe, że nawet szczepionkę. Opublikowane w listopadzie ubiegłego roku wyniki badań uzyskane przez naukowców z Kanady i Stanów Zjednoczonych pozwalają przypuszczać, że oddziaływanie bezpośrednio na prawdopodobne źródło owych uprzedzeń - strach przed zarażeniem - może redukować lęk przed obcymi. Poprzez serię eksperymentów wykazali oni, że szczepienie przeciwko chorobom zakaźnym i przypominanie im o tym, że są chronieni przed drobnoustrojami redukuje ujawniane przez nich uprzedzenia. Programy profilaktyczne, które dotyczą chorób zakaźnych zyskują jeszcze większe znaczenie. Pomagają nam budować świat wolny od przejawów szowinizmu i nietolerancji.

Grafika:

CC-BYorangeacid
CC-BY-NC matt the monkey
CC-BY-NC-ND Wahj
CC-BY-NC premasagar
CC-BY-NC-SArachelbinx

Literatura:
Fincher CL, Thornhill R, Murray DR, & Schaller M (2008). Pathogen prevalence predicts human cross-cultural variability in individualism/collectivism. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 275 (1640), 1279-85 PMID: 18302996
Park, J. H., Faulkner, J., & Schaller, M. (2003). Evolved disease-avoidance processes and contemporary anti-social behavior: Prejudicial attitudes and avoidance of people with physical disabilities. Journal of Nonverbal Behavior, 27(2), 65-87. Springer. Dostęp z http://www.springerlink.com/index/L147K15H81282134.pdf
Duncan, L., & Schaller, M. (2009). Prejudicial Attitudes Toward Older Adults May Be Exaggerated When People Feel Vulnerable to Infectious Disease: Evidence and Implications Analyses of Social Issues and Public Policy, 9 (1), 97-115 DOI: 10.1111/j.1530-2415.2009.01188.x
Young, S., Sacco, D., & Hugenberg, K. (2011). Vulnerability to disease is associated with a domain-specific preference for symmetrical faces relative to symmetrical non-face stimuli European Journal of Social Psychology, 41 (5), 558-563 DOI: 10.1002/ejsp.800
Faulkner, J., Schaller, M., Park, J., & Duncan, L. (2004). Evolved Disease-Avoidance Mechanisms and Contemporary Xenophobic Attitudes Group Processes & Intergroup Relations, 7 (4), 333-353 DOI: 10.1177/1368430204046142
Helzer, E., & Pizarro, D. (2011). Dirty Liberals!: Reminders of Physical Cleanliness Influence Moral and Political Attitudes Psychological Science, 22 (4), 517-522 DOI: 10.1177/0956797611402514
Little AC, DeBruine LM, & Jones BC (2011). Exposure to visual cues of pathogen contagion changes preferences for masculinity and symmetry in opposite-sex faces. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 278 (1714), 2032-9 PMID: 21123269
Murray DR, Trudeau R, & Schaller M (2011). On the origins of cultural differences in conformity: four tests of the pathogen prevalence hypothesis. Personality & social psychology bulletin, 37 (3), 318-29 PMID: 21307175
Navarrete, C., Fessler, D., & Eng, S. (2007). Elevated ethnocentrism in the first trimester of pregnancy Evolution and Human Behavior, 28 (1), 60-65 DOI: 10.1016/j.evolhumbehav.2006.06.002
Rozin, P., Millman, L., & Nemeroff, C. (1986). Operation of the laws of sympathetic magic in disgust and other domains. Journal of Personality and Social Psychology, 50 (4), 703-712 DOI: 10.1037//0022-3514.50.4.703
Schaller, M., & Park, J. (2011). The Behavioral Immune System (and Why It Matters) Current Directions in Psychological Science, 20 (2), 99-103 DOI: 10.1177/0963721411402596

sobota, 7 lipca 2012

starość i radość

Problemy starzejącego się mózgu są jednocześnie większe i mniejsze, niż myśleliśmy. W jednym z badań, przeprowadzonym swego czasu na eksploatowanych do granic możliwości studentach pierwszego roku psychologii, 65% z nich uznało, że starsi ludzie w większości są „samotni i wyalienowani”, 38% zaś, że „kiedy ludzie się starzeją, na ogół stają zrzędliwi”. Przekonanie to jest też dość powszechne także w kulturze masowej, gdzie pełno jest zgryźliwych tetryków i starych pierdzieli, którzy zawadzają młodym i narzekają na wszystko.

ResearchBlogging.org Liczne badania pokazują, jednak że w wielu wypadkach deklarowany poziom szczęśliwości nawet wzrasta po sześćdziesiątce. Prawdopodobnie wynika to ze zmniejszonych oczekiwań w tym wieku, wynikających m.in. z pogodzenia się z życiem. Przeprowadzone niedawno badania wykazały nawet, że ludzie starsi są pod pewnymi względami szczęśliwsi niż studenci, uzyskując niższe wyniki w kwestionariuszach mierzących negatywne ruminacje - powracające i uporczywe rozmyślania o przykrych zdarzeniach. Powszechnie przypisywane ludziom starszym zaburzenia pamięci i objawy otępienia również są zaskakująco rzadkim zjawiskiem. Według danych amerykańskiego departamentu zdrowia, trzy czwarte osób po ukończeniu 85 lat nie ma poważnych problemów z pamięcią. Co więcej, część badań nad kreatywnością pokazuje, że w m.in. w literaturze i naukach historycznych największą sprawność osiąga się dopiero po pięćdziesiątym roku życia, lub nawet jeszcze później. Niesłusznie sądzi się, że ludzie w wieku podeszłym boją się śmierci bardziej niż młodsi – jest wręcz odwrotnie, jak, że akceptacja dla jej nieuchronności jest na tym etapie życia większa.

Nie oznacza to oczywiście, że funkcjonowanie osób starszych (zwłaszcza funkcjonowanie poznawcze) jest pozbawione niedogodności a starość to czysta przyjemność. Przykładowo, jedne z niedawnych badań pokazały, że utrwalanie nowych informacji może stawać się coraz trudniejsze wraz z wiekiem, ze względu na postępującą nieodwracalną degradację połączeń neuronalnych wiodących do hipokampu, ośrodka odpowiedzialnego m.in. za integrację wspomnień zapisanych w mózgu. W badaniach na muszkach owocowych (które dla genetyków stanowią odpowiednik studentów pierwszego roku psychologii) stwierdzono również, że, na skutek zmian neurodegeneracyjnych zachodzących w miarę wzrostu stażu życiowego, komórki nerwowe w większym stopniu stają się narażone na stres oksydacyjny, co skutkuje patologicznym wzrostem synaps. Współczesna wiedza o funkcjonowaniu układu nerwowego niejednokrotnie pozwala jednak na redukowanie wpływu wielu z negatywnych procesów zachodzących w starzejącym się mózgu. Najnowsze odkrycia przynoszą nam nierzadko dobre wiadomości – nawet w podeszłym wieku wciąż możemy wiele zrobić dla starzejącego się mózgu.

Oczywiście jest inaczej, niż nam się wydawało

Christian Jakobsen Drackenberg, Norwegia (1626-1772).
Niedawne badania, przeprowadzone przez skandynawskich badaczy, zburzyły dotychczasowe przekonanie o nieodwracalności wpływu wczesnych życiowych doświadczeń na struktury neuronalne mózgi ludzkiego. Innymi słowy, o ile do pewnego stopnia jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, w dużej mierze jednak na dwoje babka wróżyła. Analiza historii życiowych osób w podeszłym wieku, zarówno dotkniętych objawami demencji, jak i funkcjonujących prawidłowo, pokazała, że czynnik wykształcenia i wykonywanego zawodu nie pozwalał przewidywać wystąpienia choroby ani jej nasilenia. Wymagająca praca zawodowa w niewielkim stopniu ograniczała jej wystąpienie a jej dobroczynny wpływ mijał ten po przejściu na emeryturę. Kluczowa okazała się w tym wypadku bieżąca aktywność danej osoby – zaangażowanie w życie społeczne, rozrywki intelektualne i stymulacja fizyczna były kluczowe dla funkcjonowania poznawczego. W sukurs tym wynikom idą badania przeprowadzone na szczurach w podeszłym wieku, którym przycięto wibrysy, ważne narządy zmysłowe i źródło wielu informacji o świecie dla tych laboratoryjnych pierwszoroczniaków z psychologii (gubię się już w tym żarcie). W dłuższej perspektywie czasowej zaowocowało to u nich zmianami w budowie aksonów we wzgórzu, fragmencie mózgu odpowiedzialnym między innymi za wstępną obróbkę i integrację danych płynących ze zmysłów. Pozwala to przypuszczać, że nawet w wieku podeszłym plastyczność mózgu jest bardzo duża a ilość bodźców płynących z otoczenia jest kluczowa w procesach zmian zachodzących na poziomie neuronalnym.

Gdyby okazało się to prawdą, byłoby to tym istotniejsze, że w świetle niedawnych badań na przyczynami pojawienia się choroby Alzheimera, prawdopodobnym wydaje się, że nie do końca rozumiemy mechanizm jej powstawania. W jednym z badań stwierdzono bowiem, że eksperymentalna terapia ukierunkowana na eliminowanie blaszek amyloidowych (obecnych w tkance mózgowej osób z Alzheimerem, wiązanych z jej genezą) odniosła skutek, w niewielkim stopniu powstrzymując jednak rozwój samej choroby. Pojawiają się przypuszczenia, że charakterystyczne zmiany neuroanatomiczne mogą być nie tyle powodem choroby Alzheimera, co skutkiem ubocznym działania mechanizmów naprawczych obecnych u posiadaczy określonego genu, w warunkach krótkiego życia naszych przodków, funkcjonującego prawidłowo. Wydaje się że mutacje te, odpowiadające za pożyteczne z punktu widzenia przystosowania cechy, nie miały jak zostać wyeliminowane z puli genowej w procesie doboru naturalnego. Geny mające efekty fenotypowe (dochodzące do głosu) dopiero w wieku, w którym raczej się już nie rozmnażamy, są nieistotne z punktu widzenia doboru naturalnego i nie ma presji selekcyjnej na pozbycie się ich. Skoro nasze potomstwo prawdopodobnie zdołało już odchować swoje dzieci, właściwie nie ma znaczenia, co stanie się z nami - my już swoje wygraliśmy.

Co można zrobić dla mózgu

Aktywność społeczna na świeżym powietrzu gwarantem
przyjemnego życia!
Profesor Vetualni w swojej książce Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice wymienia trzy podstawowe sposoby na poprawianie funkcjonowania pamięci. Pierwszym z nich jest wspomaganie plastyczności neuronalnej. Terminem tym określa się zdolność mózgu do przebudowy sieci połączeń neuronalnych pod wpływem płynących z otoczenia bodźców. Pomaga w tym utrzymywanie zdrowego trybu życia - stosowanie diety przyjaznej układowi nerwowemu, jak również stała aktywność fizyczna, m.in. stymulująca wytwarzanie mózgopochodnego czynnika neurotropicznego (BDNF). Badania przeprowadzone na szczurach pokazały także, że niewielka dawka wysiłku fizycznego chroniła przed rozprzestrzenianiem się stanów zapalnych w mózgu, powstrzymując tym samym upośledzenie pamięci długotrwałej, będące niekiedy rezultatem infekcji bakteryjnej. Potencjalny konflikt interesów wymaga, bym przyznał się w tym momencie do miłości do biegania. Wyniki te zgodne są z bogatą literaturą dotyczącą pozytywnego wpływu umiarkowanej ilości aktywności fizycznej na funkcjonowanie poznawcze u ludzi, jak również z badaniami wskazującymi na zależność pomiędzy przebytymi chorobami a funkcjonowaniem poznawczym, co szczególnie wyraźne jest w wypadku zapalenia płuc. Mechanizmem stojącym za tą zależnością są prawdopodobnie komórki mikrogleju, szczególnie aktywne w wieku podeszłym, błyskawicznie reagujące na objawy infekcji i odpowiadające za spowolnienie wzrostu komórek nerwowych.

Interesujące wyniki w kwestii doraźnego poprawiania funkcjonowania poznawczego osób starszych za pomocą zmiany stylu życia otrzymano w kwestii wprowadzania do diety pokarmów bogatych w istotne składniki odżywcze. W przeprowadzonym na przestrzeni dwudziestu jeden lat badaniu obejmującym ponad 16 000 kobiet w wieku podeszłym, zaobserwowano wyraźny trend łączący spożycie owoców jagodowych (bogatych we flawonoidy) z opóźnieniem pogorszenia się funkcjonowania poznawczego. Jagody i borówki również uwielbiam, czego nie zamierzam ukrywać pisząc o ich znaczeniu w życzliwej mózgowi diecie.

Drugi opisywany przez Vetulaniego sposób to stały trening umysłowy, zapobiegający zachodzeniu zmian o charakterze neurodegeneracyjnym, połączony z okazjonalnym stosowaniem zabiegów mnemotechnicznych. O ile te drugie stanowią pomoc przede wszystkim doraźną i stosowanie ich możliwe jest nie tylko w wieku podeszłym, skuteczność treningu umysłowego jest ostatnio kwestionowana. Przykładowo, rygorystyczna metodologicznie, próba weryfikacji skuteczności gier mających w zamierzeniu poprawiać funkcjonowanie intelektualne nie wykazała efektu silniejszego niż placebo dla zadań innych niż zbliżone do wykonywanych podczas ćwiczeń. Efekty treningu nie przenosiły się na inne obszary funkcjonowania poznawczego. Polecam tę informację wszystkim zwolennikom obowiązkowej nauki gry w szachy w szkołach, mającej w zamierzeniu rozwijać je intelektualnie. Innym nowatorskim rozwiązaniem mający w zamierzeniu pomóc w funkcjonowaniu poznawczym osób starszych jest wykorzystanie do tego celu gier wideo. Proponuje się niekiedy stosowanie ich jako skutecznej metody modyfikacji zachowania, motywującej do dbania o siebie i większej samowystarczalności w kwestii sprawowania kontroli nad swoim zdrowiem. Badacze wskazują także na możliwość interakcji społecznych (choćby wirtualnych) i przełamanie codziennej rutyny, jako kluczowe czynniki świadczące na korzyść tej metody.

Trzecim, najbardziej kontrowersyjnym, sposobem jest „stosowanie substancji chemicznych ułatwiających tworzenie śladów pamięciowych”. Profesor Vetualni opisuje ten sposób jako najmniej korzystny dla zdrowia, jednocześnie jednak, najłatwiejszy w stosowaniu i dający najszybsze wyniki. Skutkuje to rosnącą popularnością tego typu środków i zwiększonym na nie zapotrzebowaniem, na co odpowiedź stanowi m.in. zwiększenie ich nielegalnego obrotu. Omówienie tej kwestii wykracza jednak poza zamierzone ramy artykułu.

Kiedy się psuje, to już wszystko

Wskazówek pozwalających na rozumienie istoty procesu zmian w funkcjach psychicznych w okresie starości dostarczają jeszcze tegoroczne wyniki badań neuronaukowców. Wygląda na to, że zmiany w gęstości połączeń istoty białej (a nie cechy jakiegokolwiek pojedynczego obszaru) pozwalają przewidywać pogarszanie się funkcjonowania intelektualnego w okresie starości. W tym modelu, za ogólną wydolność intelektualną odpowiadać może ogólna szybkość przetwarzania informacji wewnątrz sieci neuronalnej, wynikająca z jej "infrastruktury".

Badacze próbujący rozebrać na części pierwsze mechanizmy stojące za naszym intelektem proponują model, w którym poszczególne zdolności poznawcze tworzą strukturę hierarchiczną. Na samym dole znajdują się najbardziej specyficzne zdolności, odpowiadające poszczególnym zadaniom w testach, takie jak zdolność zapamiętywania słów czy zdolność zapamiętywania historii. Środkowy poziom tworzy szersza kategoria zdolności poznawczych, takich jak rozumowanie, pamięć, szybkość zauważania zmian. Najwyższy poziom odpowiadałby w przybliżeniu czynnikowi g, czyli ogólnej inteligencji. Analiza wyników uzyskanych w 16 testach przez 1490 zdrowych osób w wieku 18-89 wykazała, że o ile z biegiem czasu zmieniają się wyniki w poszczególnych testach (odpowiadających najniższemu poziomowi), to zmiany te zachodzą w ramach pewnego wzorca.

Reasumując

Mówi się, że dobre zakończenie jest bardzo ważne. Tym razem chodziło mi przede wszystkim o to, że, mimo, iż nasze mózgi za nic mają ustawienia fabryczne i okres gwarancji, dbając o nie przez całe życie, możemy spłatać figla ewolucji. Co więcej, dokonać tego możemy w bardzo przyjemny sposób. Małymi kroczkami przybliżamy się tym samym do momentu, kiedy na dudka wystrychniemy także śmierć. Postęp w dziedzinie rozumienia procesów starzenia wydaje się niekiedy tak duży, że oszczędności na starość stają się śmiesznie małe. I dobrze. Jest jeszcze wiele do zrobienia na świecie.


Grafika:
CC-BY-NC-SAPete Lewis
Johan Rudolph Thiele - grafika w domenie publicznej
CC-BYDeutsche Fotothek
CC-BY-NC Dirk Dallas

Literatura:
Barrientos, R. M., Frank, M. G., Crysdale, N. Y., Chapman, T. R., Ahrendsen, J. T., Day, H. E., Campeau, S., Watkins, L. R., Patterson, S. L., & Maier, S. F. (2011). Little exercise, big effects: reversing aging and infection-induced memory deficits, and underlying processes. The Journal of neuroscience : the official journal of the Society for Neuroscience, 31 (32), 11578-86 PMID: 21832188
Brüne, M. (2010). Textbook of Evolutionary Psychiatry: The Origins of Psychopathology. Nowy Jork: Oxford University Press.
Cheng, Y., Wu, W., Feng, W., Wang, J., Chen, Y., Shen, Y., Li, Q., Zhang, X., & Li, C. (2012). The effects of multi-domain versus single-domain cognitive training in non-demented older people: a randomized controlled trial. BMC medicine, 10 PMID: 22453114
Devore, E. E., Kang, J. H., Breteler, M. M., & Grodstein, F. (2012). Dietary intakes of berries and flavonoids in relation to cognitive decline. Annals of neurology PMID: 22535616
Glass, D. J., & Arnold, S. E. (2012). Some evolutionary perspectives on Alzheimer's disease pathogenesis and pathology. Alzheimer's & dementia : the journal of the Alzheimer's Association, 8 (4), 343-51 PMID: 22137143
Lilienfeld, S. O., Lynn, S. J., Ruscio, J., Beyerstein, B. L. (2011). 50 wielkich mitów psychologii popularnej. Warszawa: Wydawnictwo CIS.
Milton, V. J., Jarrett, H. E., Gowers, K., Chalak, S., Briggs, L., Robinson, I. M., & Sweeney, S. T. (2011). Oxidative stress induces overgrowth of the Drosophila neuromuscular junction. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 108 (42), 17521-6 PMID: 21987827
Nyberg, L., Lövdén, M., Riklund, K., Lindenberger, U., & Bäckman, L. (2012). Memory aging and brain maintenance Trends in cognitive sciences, 16 (5), 292-305 DOI: 10.1016/j.tics.2012.04.005
Oberlaender, M., Ramirez, A., & Bruno, R. M. (2012). Sensory Experience Restructures Thalamocortical Axons during Adulthood. Neuron, 74 (4), 648-55 PMID: 22632723
Penke, L., Maniega, S. M., Bastin, M. E., Valdés Hernández, M. C., Murray, C., Royle, N. A., Starr, J. M., Wardlaw, J. M., & Deary, I. J. (2012). Brain white matter tract integrity as a neural foundation for general intelligence. Molecular psychiatry PMID: 22614288
Redick, T. S. (2012). No Evidence of Intelligence Improvement After Working Memory Training: A Randomized, Placebo-Controlled Study Journal of Experimental Psychology: General. DOI: 10.1037/a0029082.supp
Salthouse, T. A. (2012). Does the Level at Which Cognitive Change Occurs Change With Age? Psychological Science, 23 (1), 18-23 DOI: 10.1177/0956797611421615
Stefan, S. (2012). Rumination and Age: Some Things Get Better Journal of Aging Research, 2 (2), 188-210 DOI: 10.1155/2012/267327
Unai, D.-O., David, F., Henk, H. N., i Myrto-Maria, R. (2012). What Is the Key for Older People to Show Interest in Playing Digital Learning Games? Initial Qualitative Findings from the LEAGE Project on a Multicultural European Sample. Games for Health Journal 1(2). s. 115-123.
Vetulani, J. (2011). Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice. Kraków: Wydawnictwo Homini.
Yassa, M. A., Mattfeld, A. T., Stark, S. M., & Stark, C. E. (2011). Age-related memory deficits linked to circuit-specific disruptions in the hippocampus. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 108 (21), 8873-8 PMID: 21555581