niedziela, 24 kwietnia 2011

patologie Stumilowego Lasu

ResearchBlogging.orgNaukowa ciekawość rzadko napotyka na ograniczenia. Badacze w swych poszukiwaniach nie zważają na świętości, niejednokrotnie kwestionując wszystko co do tej pory wiedzieliśmy, burząc światopoglądy, ze swadą przekraczając granice sacrum i profanum. Tym razem, na ich celowniku znalazło się nasze dzieciństwo. Francuscy badacze postanowili przyjrzeć się bohaterom kultowej dziecięcej opowieści A. Milne, Kubusiowi Puchatkowi, by poszukać potencjalnych zaburzeń u mieszkańców Stumilowego Lasu, Krzysia Rudzika* i jego zwierzęcych przyjaciół. Z pozoru miejsce beztroskich zabaw, rozbrzmiewające dziecięcym śmiechem i radością, Stumilowy Las nie jest jednak tak błogim, jak mogłoby się początkowo wydawać. Zamieszkują go Osoby z Poważnymi Problemami.

Źródło zaburzeń u Kubusia Puchatka?
Badacze, patrząc z perspektywy neurorozwojowej, poddali drobiazgowej analizie prace A. Milne, odkrywając smutniejszą stronę owego błogiego świata Misia o Bardzo Małym Rozumku, do którego z radością zaglądaliśmy, pewnie nie tylko w dzieciństwie.

Jako pierwszemu, przyjrzeli się tytułowemu bohaterowi opowieści, Kubusiowi Puchatkowi (Czy też Fredzi Phi-Phi). Nieszczęsny niedźwiadek jest dotknięty wieloma zaburzeniami. Najbardziej rzucającym się w oczy jest nadpobudliwość psychoruchowa z deficytem uwagi (ADHD). Badacze wspominają, iż długo dyskutowali, czy właśnie nadaktywnością tłumaczyć należy jego grubymi nićmi szyte próby zdobycia miodu poprzez podawanie się za chmurę deszczową. Zdecydowali się jednak przypisać to zachowanie zaburzeniom funkcji poznawczych, połączonym z obsesyjną fiksacją na punkcie miodu. To drugie wiąże się oczywiście z poważną otyłością. Obsesyjne jedzenie i liczenie wskazują na możliwość występowania u Puchatka zaburzeń obsesyjno-komplusywnych. Opis Kubusia jako Misia o Bardzo Małym Rozumku każe wysnuwać przypuszczenia o potencjalnej mikrocefalii, pozostaje to jednak niezweryfikowane wobec braku istniejących norm rozwojowych dla niedźwiadków. Źródło możliwego opóźnienia rozwojowego Kubusia można jednak odnaleźć na kartach książki i pozwala wnioskować o istnieniu zespołu misia potrząsanego:
Przedstawiam wam Misia Puchatka, który właśnie w tej chwili schodzi po schodach. Tuk-tuk, tuk-tuk, zsuwa się Puchatek na grzbiecie, do góry nogami, w tyle za Krzysiem, który go ciągnie za przednią łapkę. Odkąd Puchatek siebie pamięta, jest to jedyny sposób schodzenia ze schodów, choć Miś czuje czasami, że mógłby to robić zupełnie inaczej, gdyby udało mu się przestać tuktać choćby na jedną chwilę i dobrze się nad tym zastanowić. A potem znów mu się zdaje, że chyba nie ma na to innego sposobu.
Zasadne wydaje się podanie Puchatkowi leków opartych na metylofenidacie, takich np., jak ritalin. W wypadku Prosiaczka, małego, nieśmiałego i zalęknionego, wnioskować można o zespole lęku uogólnionego, zaburzeniu polegającym na uporczywym odczuwaniu nieuzasadnionego lęku przed potencjalnym nieszczęściem. Gdyby jego przypadek został zdiagnozowany w dzieciństwie, możliwa byłaby szybka terapia lekami przeciwlękowymi lub przeciwdepresyjnymi, takimi jak paroksetyna. Moliwe, że uniknąłby traumy emocjonalnej z jaką wiązało się dla niego polowanie na słonia.
Oczywiście, miał z nim pójść Puchatek, bo to zawsze raźniej pójść we dwóch, ale przypuśćmy, że Słonie są Bardzo Groźne dla prosiaczków i dla misiów. Co wtedy? Czy nie byłoby lepiej udać, że ma ból głowy i że w żaden sposób nie może dziś pójść do Sześciu Sosen? Ale dajmy na to, że będzie piękna pogoda i żaden Słoń nie złapie się w Pułapkę, wtedy on, Prosiaczek, musiałby sterczeć całe rano w łóżku, niepotrzebnie tracąc czas. Co tu robić?
Zarówno Puchatek jak i Prosiaczek są narażeni na potencjalne zaburzenia samooceny, w wyniku utrzymywania kontaktów z osiołkiem Kłapouchym, dotkniętym chroniczną dystymią. Brak jest danych, by stwierdzić, czy jest to przykład (potencjalnie odziedziczonej) depresji endogennej spowodowanej zaburzeniami funkcjonowania układu nerwowego, czy też jego negatywizm, brak motywacji, poczucie bezsensu i nudy stanowią wynik jakiejś wczesnej traumy. Wyraźna jest u niego również poważna anhedonia, niezdolność do odczuwania przyjemności. W obrazie klinicznym należy również wskazać na traumatyczne doświadczenie utraty ogona i problemy mieszkaniowe.
I poszedł bardzo smutny przed siebie, aż zaszedł na brzeg strumienia, gdzie stał Kłapouchy i wpatrywał się w swoje odbicie w wodzie.
– Dzień dobry, Kłapouszku! – powiedział.
A Kłapouchy na to:
– Dzień dobry, mały Prosiaczku! Jeśli ten dzień godzi się nazwać dniem dobrym. O czym wątpię – dodał. – Ale mniejsza o to.
Można przypuszczać, iż farmakoterapia antydepresantami, być może połączona z psychoterapią mogłaby mieć bardzo pozytywne skutki w wypadku Kłapouchego. Kto wie, czy skonsumowanie kilku pędów dziurawca nie pomogłoby mu dostrzec nieco pozytywnych stron swoich przygód i pozwolić na czerpanie większej przyjemności np. ze zorganizowanych mu urodzin. Nie nastręcza większych trudności diagnoza przypadłości nękających Pana Sowę. Choć jest osobą wykształconą i bystrą, z trudnością skrywa jednak dysleksję, maskowaną uczeniem się na pamięć wymowy poszczególnych ciągów znaków. Można wyrazić ubolewanie, iż przypadłość ta nie została zdiagnozowana w młodszym wieku, co pozwoliłoby na udzielenie stosownej pomocy w postaci specjalnego nauczania
– Dobrze, więc i ja ci powiem, co napiszę. I wtedy przeczytasz.
I Sowa napisała... i to właśnie napisała:
Z PĄWIĄSZĄWANIEM URORURODZIURODZIN
Puchatek przypatrywał się temu z podziwem.
– Napisałam właśnie “Z powinszowaniem urodzin” – rzekła Sowa niedbale.
Badacze wskazują także na potencjalne problemy związane z Maleństwem, wychowywanym przez Kangurzycę, samotną matkę - wiele czasu spędza ono z Tygrysem. Tygrys, który stosunkowo niedawno zawitał do Stumilowego Lasu, znany jest z podejmowania wielu ryzykownych zachowań. Widoczna jest także jego skłonność do nierozważnego próbowania różnych substancji, bez świadomości konsekwencji, co wskazuje na ryzyko kontaktu ze środkami psychoaktywnymi. Obserwujemy w jego postepowaniu także społecznie nieakceptowane zachowania (wchodzenie na drzewo) i nierzadko stawianie Maleństwa w niebezpiecznych sytuacjach. Wyraźne widać u niego symptomy ADHD, ze wskazaniem na nadpobudliwość. Badacze rozważają terapię klonidyną, wskazują jednak na brak testów klinicznych na populacji tygrysów.

Trudno na razie mówić o symptomach chorobowych w wypadku Krzysia. Pewien niepokój budzi jednak brak nadzoru rodzicielskiego i fakt, iż większość czasu spędza on rozmawiając ze zwierzętami. Zasadne wydają się podejrzenia o potencjalnych trudnościach w nauce. Ilustracje do książek wskazują również zdaniem badaczy na możliwe symptomy dziecięcych zaburzeń tożsamości płciowej. Przypadek Królika wskazuje z kolei na jego wyolbrzymione poczucie własnej ważności (potencjalne narcystyczne zaburzenia osobowości?) i zniekształcone postrzeganie jego relacji z innymi.


* w polskiej wersji Krzyś, po prostu, w oryginalne Christopher Robin, imiennik prawdziwego syna autora (Ch. Robin Milne)


grafiki: oryginalne ilustracje autorstwa E. H. Sheparda

Źródło:
Milne AA. (1989). Kubuś Puchatek. Warszawa: Książka i Wiedza.
Milne AA. (1989). Chatka Puchatka. Warszawa: Książka i Wiedza.
Shea SE, Gordon K, Hawkins A, Kawchuk J, & Smith D (2000). Pathology in the Hundred Acre Wood: a neurodevelopmental perspective on A.A. Milne. CMAJ : Canadian Medical Association journal = journal de l'Association medicale canadienne, 163 (12), 1557-9 PMID: 11153486

czwartek, 21 kwietnia 2011

pacjent A.S.

ResearchBlogging.orgFrancuscy badacze z Tolouse University donieśli swego czasu na łamach poważnego naukowego czasopisma Psychiatry Research o prawdopodobnym zdiagnozowaniu przypadku kontrowersyjnego zaburzenia osobowości u niejakiego Anakina Skwalkera, znanego milionom ludzi na całym świecie jako Darth Vader, kultowy czarny charakter cyklu Gwiezdnych Wojen. Budzący grozę Mroczny Lord Sith, morderca Rycerzy Jedi, prawa ręka Imperatora Palpatine'a, ojciec Luke'a Skywalkera i księżniczki Lei Organy a także jeden z najlepszych pilotów w historii galaktyki cierpiał przypuszczalnie na zaburzenia osobowości typu borderline.

pacjent A.S.
Zaburzenie osobowości typu borderline (znane też jako osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline, zaburzenia z pogranicza i jeszcze inaczej) charakteryzuje się wahaniami nastroju i trudnościami w radzeniu sobie z emocjami, zwłaszcza częstymi napadami gniewu. Osoby dotknięte tym zaburzeniem mają często niestabilny obraz siebie, ich związki są zaś przepełnione lękiem przed odrzuceniem (a tym samym nie ustawaniem w wysiłkach w celu jego uniknięcia) i jednocześnie naznaczone są silnymi emocjami, ich życie obfituje też w potencjalnie niebezpieczne zachowania, prowadzące często do samouszkodzeń.

Badacze oparli się na kryteriach opisanych w podręczniku diagnostycznym DSM-IV przygotowanym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (w Polsce większe znaczenie ma ogólnomedyczna Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10, nieco inaczej definiująca ww. zaburzenie). Zdaniem badaczy, Anakin Skywalker spełniał sześć z dziewięciu kryteriów diagnostycznych borderline, do diagnozy pogranicznego zaburzenia osobowości wymaganych jest zaś co najmniej pięć objawów utrzymujących się przez dłuższy czas.

Kryteria te obejmują:
  1. gorączkowe wysiłki uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia,
  2. niestabilne i intensywne związki interpersonalne, charakteryzujące się wahaniami pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji,
  3. zaburzenia tożsamości: wyraźnie i uporczywie niestabilny obraz samego siebie lub poczucia własnego ja,
  4. impulsywność w co najmniej dwóch sferach, które są potencjalnie autodestrukcyjne (np. wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji, lekkomyślne prowadzenie pojazdów, kompulsywne jedzenie),
  5. nawracające zachowania, gesty lub groźby samobójcze albo działania o charakterze samookaleczającym,
  6. niestabilność emocjonalna spowodowana wyraźnymi wahaniami nastroju (np. poważnym epizodycznym głębokim obniżeniem nastroju, drażliwością lub lękiem trwającymi zazwyczaj kilka godzin, rzadko dłużej niż kilka dni),
  7. chroniczne uczucie pustki,
  8. niestosowny, intensywny gniew lub trudności z kontrolowaniem gniewu (np. częste okazywanie humorów, stały gniew, powtarzające się bójki),
  9. przelotne, związane ze stresem myśli paranoiczne lub poważne symptomy rozpadu osobowości.
Badacze wskazują na desperackie starania Anakina podejmowane w celu ocalenia życia jego żony, Padmé, przed spostrzeganym przez niego śmiertelnym zagrożeniem (kryterium 1). O ile można by spierać się, na ile zagrożenie to było realne (zwłaszcza po konsultacjach z mistrzem Yodą), o tyle Anakin deklarował, iż chce się stać potężnym po to, by móc chronić wszystkich, których kocha (ponieważ tak bardzo boi się ich utraty). Na myśl przychodzi także sytuacja na Mustafar, kiedy to Anakin, wbrew deklaracjom, iż wszystko, czego dokonał, zrobił dla niej, oskarża Padmé o nielojalność. Badacze wskazują także na bolesne doświadczenie utraty matki w dzieciństwie jako potencjalnie powiązane z problemem.

Relacje Anakina z innymi ludźmi.
Relacje Anakina. z innymi ludźmi z pewnością  nie należały do najbardziej harmonijnych (kryterium 2). Stosunki z mistrzami, i jego bezpośrednim mentorem, oscylowały pomiędzy uwielbieniem a całkowitym brakiem szacunku i nienawiścią. Znacznie wyraźniejsze wydają się jednak wahania w relacji Skywalkera z Padmé, od wielu lat idealizowaną przez niego, ostatecznie jednak nieomal telekinetycznie uduszoną.

Cała pierwsza (chronologicznie) filmowa trylogia jest opowieścią o Anakina Skywalkera próbach odnalezienia siebie, swojej ścieżki i jego zmagań z własną tożsamością (kryterium 3). Oto rycerz Jedi, strażnik pokoju walczący w krwawym konflikcie, niejednokrotnie przekraczający granice kodeksu, będący w zakazanym i ukrywanym przed światem związku małżeńskim z panią senator. Początkowy odrzucony przed zakon rycerzy Jedi (z racji wieku), bezprecedensowo utalentowany, określany mianem Wybrańca, które przewija się w wielu wizjach i wydarzeniach jego burzliwego życia. Jednocześnie, niemal na jednym oddechu, przeistacza się w Lorda Sithów, Dartha Vadera, narzędzie zniszczenia w rękach odwiecznych wrogów Zakonu Jedi - w jednej chwili zwraca się tym samym przeciwko swoim pobratymcom. Badacze widzą tutaj symptomy zaburzeń tożsamości.

Impulsywność i skłonność Anakina do ryzyka jest niemal legendarna (kryterium 4). Od najmłodszych lat uczestniczył w jednych z najniebezpieczniejszych zawodów sportowych galaktyki, wyścigach ścigaczy. Niejednokrotnie brawurowo podejmował, w oczach wielu niepotrzebne, ryzyko (na przykład wyskakując ze śmigacza w pogoni za łowcą nagród). Na polu bitwy działał pod wpływem impulsu. Naukowcy porównują także jego kontakty z ciemną stroną do zażywania narkotyków - wiąże się z przyjemnymi doznaniami, jednocześnie jest jednak destruktywne, o czym osoba zażywająca najczęściej doskonale wie.

Anakin Skywalker wpada w gniew.
Anakin niejednokrotnie całkowicie tracił nad sobą panowanie i popadał w niekontrolowany gniew, zwłaszcza spierając się ze swoim mistrzem, Obi-Wanem Kenobim (kryterium 8). Skrajnym przykładem jest sytuacja, kiedy po śmierci swojej matki wymordował całą wioskę Tuskenów lub gdy na pokładzie Niewidzialnej ręki dał się sprowokować i pozbawił głowy rozbrojonego hrabiego Dooku, mimo wyraźnych rozkazów, by schwytać go żywego. Nie można wreszcie zapomnieć o wydarzeniach, które rozegrały się w piekielnej scenerii Mustafar.

Wreszcie, badacze wskazują, iż Anakin co najmniej dwukrotnie przejawiał symptomy rozpadu osobowości i myśli paranoicznych, spowodowanych silnym stresem (kryterium 9). Określenie rozpadu osobowości, tzw. symptomów dysocjacyjnych, oznacza krótkotrwałe rozszczepienie w świadomości, poczucie utraty kontroli lub utraty tożsamości, pojawia się także u zdrowych osób w wyniku sytuacji będących skrajnie silnym obciążeniem. W wypadku Anakina, badacze wskazują na masakrę wioski Tuskenów, mord dokonany na młodzikach Jedi i urojenia prześladowcze związane z jego żoną i Obi-Wanem.

Anakin Skywalker był wyjątkowym człowiekiem o trudnym charakterze. Rozpoczynając szkolenie Jedi znalazł się w wyjątkowej sytuacji, stawiającej go przed wielkimi wymaganiami. Jednocześnie, sam stawiał swoim przełożonym wymagania, którym niejednokrotnie nie byli oni w stanie sprostać. Można by rzec, że jego zachowania były niejednokrotnie normalną reakcją na patologiczne sytuacje, w których się znalazł. Zdrową odpowiedzią na chore warunki. Wciąż nie zmienia to jednak faktu, że mogły doprowadzić do pojawienia się zaburzenia.

Badacze komentujący publikację wskazywali także, iż Anakin spełnia przynajmniej niektóre kryteria narcystycznego zaburzenia osobowości: przecenianie własnego znaczenia, własnej wielkości, rojenia o nieograniczonej władzy i potędze, arogancję i wyniosłość, przeświadczenie o swojej wyjątkowości (i wynikającym z tego niezrozumieniu przez zwykłych ludzi), poczucie zasługiwania na szczególne traktowanie, częstą zazdrość o innych (lub poczucie, iż to inni zazdroszczą nam), brak empatii i wykorzystywanie innych ludzi. Wystarczy jednak wziąć pod uwagę fakt, iż Anakin był wyjątkowy, co pociągało za sobą specyficzne traktowanie go przez otoczenie, by raz jeszcze zastanowić się nad słusznością takiego rozumowania.

Francuscy naukowcy próbują także wykazać, iż Anakin - poza kryteriami diagnostycznymi - wpasowuje się także w psychodynamiczny (wywodzący się z koncepcji Zygmunta Freuda) model powstawania zaburzeń tego typu; wskazują na nieobecność w jego życiu ojca, wczesne rozdzielenie z matką i stosowanie mechanizmów obronnych takich jak oddzielanie się od trudnej rzeczywistości życia niewolników, m.in. przez marzenia o potędze.

Zgodnie z wymogami diagnostycznymi, badacze zarysowali także rokowania pacjenta i ewentualny plan leczenia. Objąłby z pewnością długoterminową psychoterapię, która nie należy jednak do najłatwiejszych w wypadku tego zaburzenia, ze względu na chwiejność emocjonalną dotkniętych nią pacjentów i... wymagania, jakie stawia przed terapeutami. Terapia trwa w wielu wypadkach latami. Trudno również oczekiwać, by pacjent A.S. zgodził się, iż rzeczywiście potrzebuje terapii, biorąc pod uwagę potencjalną obecność rysu narcystycznego w jego osobowości. Można przypuszczać także, iż jego obowiązki wobec Republiki a później Galaktycznego Imperium, nie pozwoliłyby mu na regularne spotkania z terapeutą, niezbędne dla prawidłowego przebiegu terapii. Pomóc mogłyby pewnie także leki nasenne, dodają badacze.

Czy wszystkiemu winna jest matka?
Dlaczego poważni naukowcy mieliby zajmować się podobnymi rzeczami? Dlaczego nie, to fascynująca sprawa, poza tym - badacze przyznają się do bycia fanami Gwiezdnych Wojen. I choć ich artykuł brzmi dość zabawnie, autorzy publikacji wskazują jednak, iż diagnoza zaburzeń typu borderline u jednej z ulubionych postaci wśród młodzieży może nie być przypadkowa. Zaburzenia z pogranicza występują u nastolatków nieco częściej, niż w populacji dorosłych, obserwuje się także wśród nich tendencje do utożsamiania się z fikcyjnymi bohaterami, co pozwala przypuszczać, iż odnajdują w nich przynajmniej część siebie, co może potencjalnie dać nam lepszy ogląd na ich funkcjonowanie. Autorzy publikacji wykorzystywali również przykład Anakina Skywalkera do demonstrowania swoim studentom cech zaburzeń typu borderline.


Artykuł ukazał się pierwotnie, w nieco innej formie, na łamach Bastionu Polskich Fanów STAR WARS.

grafiki: © Lucasfilm, Ltd.


Źródło
Bui, E., Rodgers, R., Chabrol, H., Birmes, P., & Schmitt, L. (2011). Is Anakin Skywalker suffering from borderline personality disorder? Psychiatry Research, 185 (1-2), 299-299 DOI: 10.1016/j.psychres.2009.03.031

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

akademikizm

*Zarzekałem się *kilkukrotnie, iż piłka nożna nie leży w zakresie moich zainteresowań. Jest tak nadal, ja wciąż jednak o niej piszę. Rozumiem oczywiście *ideę sportowej rywalizacji, nie rozumiem jednak całego zamieszania, jakie w życiu niektórych ludzi wywołuje jedenastu nieznanych im osobiście mężczyzn biegających za sferą wypełnioną powietrzem. Rzucają oni wszystko by zasiąść przed telewizorem w domu lub pubie, by śledzić ich zmagania.Wrzeszczą, śpiewają, dopingują - jakby ich aktywność miała jakiekolwiek znaczenie. Bardziej niż własne, przeżywają cudze porażki i świętują zwycięstwa.

Oczywiście w dużej mierze się po prostu zgrywam. Rozumiem potrzebę robienia rzeczy razem z innymi, współpracy - i poczucia jedności, jakie daje wspólny sukces - choć w dużej mierze preferuję sporty indywidualne. W dodatku w ten sposób można zdemaskować każdy sport i każdą inną czynność ludzką (np. moje ulubione bieganie). Tak naprawdę, co istotnego jest w rzucaniu przedmiotami, kopaniu ich, bieganiu za innymi ludźmi czy skakaniu? Piłka nożna wzbudza jednak szczególnie silne emocje (i nierzadko zamieszki a także jakoby wojny) a do FIFA należą wszystkie chyba państwa świata. Nie dziwota, futbolizm to przecież swego rodzaju plemienizm.

Za Ads of the World
Rywalizacja pomiędzy grupami i współpraca wewnątrz nich to część ewolucyjnego sukcesu. Wiele z czynności wykonywanych przez współczesnych sportowców ma pewnie swoje korzenie w naszej ewolucyjnej przeszłości. A sportowa rywalizacja jest społecznie sankcjonowanym i relatywnie cywilizowanym sposobem na prowadzenie wojny, drzemiącej nie tylko w nas, *ale i ogółem w świecie naczelnych. Nie gramy już co prawda głowami naszych wrogów, ale wciąż traktujemy rywalizację pomiędzy kilkudziesięcioma ludźmi z jednego kraju (choć tak naprawdę rzadko kiedy z niego pochodzą, nadawanie obywatelstw i imigracje redefinują pojęcie drużyn narodowych) przeciwko analogicznej grupce z innego, jako rywalizacje pomiędzy narodami. Jak głosiła zapierająca dech w piersiach kampania reklamowa Adidasa skierowana na rynek chiński przy okazji olimpijskiej farsy 2008, kiedy uderza jeden sportowiec, uderza cały naród.

Porównanie nazw drużyn sportowych z nazwami grup funkcjonujących
w społeczności !Kung. Fragment książki Miliardy, miliardy... C. Sagana.
Piękna idea. Tyle, że wiemy to, co wiemy o ludzkich skłonnościach do demonizowania innych i wiemy jak działa to w praktyce. Ludzie gotowi są *zabić innych ludzi reprezentujących skonfliktowane z nimi plemię piłkarskie. Całkiem niedawno sam miałem okazję stać się częścią idei plemienizmu. W ramach bitwy akademików mojego uniwersytetu trafiłem na trybuny rozgrywek w piłkę nożną. Rywalizacja odbywała się także tam, pośród kibiców. Dość szybko pojawiło się więc przerzucanie wspaniałościami poszczególnych akademików jako budynków. Mimo, iż kilku znajomych miałem pośród mieszkańców rywalizującego z nami akademika - niektórych bliższych mi w gruncie rzeczy, niż reprezentujący mój akademik ludzie na boisku -  przestawali być ludźmi, których znałem, stając się kibicami drużyny przeciwnej. Akademik przestawał być rezultatem decyzji ekonomicznej, logistycznej, sentymentalnej, losowej czy jakiejkolwiek innej, stawał się linią podziału. Okazuje się, że taką samą funkcję pełnić może kolor oczu (i kilka słów komentarza do niego) czy rzut monetą, nie mówiąc już o tradycyjnych źródłach uprzedzeń. Wystarczy, że ktoś zdecyduje się zarysować linię podziału.

Z racji tego, iż jeden z akademików wystawił reprezentację składającą się wyłącznie z graczy pochodzenia hiszpańskiego, rywalizacja z nimi nabrała wymiaru Polska-Hiszpania (i zaowocowała lękiem wywołanym historią zupełnie innych drużyn na zupełnie innym poziomie - przypisaniem im wyimaginowanych cech narodu, Hiszpanów z którymi Polacy nie wygrywają). Co z kolei skutkowało dobiegającymi z trybun komentarzy o grze z Rumunami. Graczom narodowości tureckiej, grającym w ekipie jednego z akademików, zdarzało się słyszeć biegnij po piłkę, Turku.

Nie twierdzę, że sport sam z siebie wyzwala w ludziach agresję i stwarza w nich rasistowskie spojrzenie na świat. Raczej wydobywa nasz podskórny szowinizm. Sport drużynowy stanowi wyraz tego, co niekiedy wyraża się także przez agresję wobec odmienności. Ma podobne korzenie, w poczucie jedności z naszą grupą i odmienności od innych. Sport może również stanowić ujście, wcale nie bezpieczne, tego, co w nas najgorsze, co wyraźnie pokazuje dyskurs kibiców prowadzony na murach całego świata i typowe piłkarskie przyśpiewki obrażające rodziny do trzeciego pokolenia wstecz włącznie. Zwolennicy przeciwnej drużyny to przecież, w zależności od specyfiki miejsca żydy, pedały, kurwy. Rywalizacja grupowa może stanowić odpowiednie warunki dla obudzenia drzemiących w nas atawizmów, o czym trzeba po prostu pamiętać. 


Oczywiście nic nie mówi Twojej partnerce/partnerowi kocham cię skuteczniej jak chór kibiców.

sobota, 9 kwietnia 2011

mit inteligencji wielorakich

ResearchBlogging.orgTeoria inteligencji wielorakich Howarda Gardnera wydawała się być cudownym odkryciem mogącym zrewolucjonizować sposób myślenia o zdolnościach intelektualnych człowieka, tym samym podejście do edukacji. W miejsce jednowymiarowej inteligencji ogólnej, którą przedstawia się jako wysoką lub niską, Garnder zaproponował zespół odrębnych umiejętności, wzajemnie niezależnych i dających każdemu szanse na potencjalne mocne strony. Koncepcję tę wciąż promuje się jako element nowoczesnego nauczania, skłaniając nauczycieli do uwzględniania ich w indywidualnym podejściu do uczniów. Problem polega na tym, że nie ma przekonujących dowodów na jej prawdziwość.

Proponowany przez Gardnera model obejmuje (jak dotąd) osiem w założeniu odrębnych kompetencji, dotychczas błędnie jakoby wrzucanych do jednakowej szufladki inteligencji ogólnej. Jako mylny traktuje on założenie, iż dziecko dobre w zadaniach matematycznych jest ogólnie inteligentne, zamiast tego sugerując, iż jest po prostu inteligentne matematycznie. Zwolennicy koncepcji IW mówią o inteligencjach: lingwistycznej, matematyczno-logicznej, wizualno-przestrzennej, muzycznej, kinestetycznej, intrapersonalnej, interpersonalnej i przyrodniczej. Proponowano również inteligencję egzystencjalną, reprezentującą zdolność do rozważania najgłębszych kwestii, poza informacjami zmysłowymi.

Każdy człowiek dysponuje w tym ujęciu indywidualnym i niepowtarzalnym poziomem rozwoju poszczególnych rodzajów inteligencji, których wypadkowa tworzy to, co powszechnie uważa się za jednorodną inteligencję. Nie ma więc ludzi mało inteligentnych i każdy jest mądry na swój własny sposób. Zakłada się, że można zmierzyć poziomy poszczególnych inteligencji dzięki samodzielnej odpowiedzi na pytania o poziom rozwinięcia i upodobania korespondujących z nimi aktywności - udzielanie odpowiedzi świadczących o dobrym rozwoju ruchowym (i przyjemności czerpanej z aktywności fizycznej) przekłada się bowiem na wysoki wynik w inteligencji kinestetycznej (przykładowy test, na dole strony). Innymi słowy, zdolność do skutecznego używania swojego ciała oznacza zdolność do skutecznego używania własnego ciała (inteligencję kinestetyczna).

Koncepcja rozpowszechniana jest w licznych publikacjach dotyczących edukacji i niektórych szkołach. Sęk w tym, że nie ma dla niej empirycznego uzasadnienia. Na stronie przedsiębiorstwa zajmującego się badaniami i konsultowaniem praktycznego wdrażania inteligencji wielorakich znaleźć można informacje raczej o tym drugim, sekcja Research nie odsyła do żadnych badań w recenzowanych czasopismach naukowych. I słusznie, gdyż przeglądy literatury wskazują, iż trudno byłoby takowe znaleźć.

H. Gardner twierdzi, iż swój zestaw zdolności (jak sam twierdzi, określenia inteligencje użył jednak celowo, by zyskać większe zainteresowanie) wybrał na podstawie pewnych kryteriów, takich jak wyizolowane uszkodzenia mózgu upośledzające daną zdolność, ewolucyjna historia danej umiejętności, wyróżnialny zakres działania, osobny rozwój danej umiejętności w czasie życia, znane przypadki geniuszy (w tym sawantów, wybitnie uzdolnionych osób upośledzonych pod innym względami) w danej dziedzinie. Przyznaje się jednak do tego, że w pewnych wypadkach wyboru dokonał arbitralnie.

Niestety, nie istnieją odkrycia neuronaukowców potwierdzające istnienie mózgowych mechanizmów odpowiadających za domniemane wielorakie inteligencje. Dziedziny naszego funkcjonowania takie jak muzyka, funkcje motoryczne, emocje czy język, niejednokrotnie korzystają z tych samych obszarów mózgu, rozbiegając się z założeniami Gardnera. Coraz powszechniej obowiązująca modułowa teoria funkcjonowania mózgu, zakładająca istnienie wysoko wyspecjalizowanych modułów odpowiadających za poszczególne zadania  wynikające ze specyfiki środowiska (rozpoznawanie twarzy, ocena naszego statusu społecznego przez zliczanie spojrzeń innych ludzi, teoria umysłu...), również stoi w sprzeczności z koncepcjami IW, zakładającymi istnienie szerokich zakresów działalności poszczególnych zdolności (Waterhouse, 2006).

Badania pokazują także wyraźnie, iż każda z inteligencji proponowanych przez Gardnera zawiera "domieszkę" czynnika g (inteligencji ogólnej, dzielonej niekiedy na inteligencję płynną - wrodzoną wydajność naszego mózgu - i skrystalizowaną - inteligencję nabytą w procesie edukacji), który to miał zostać zastąpiony przez poszczególne inteligencje modelu IW. Innymi słowy, wyniki w testach mierzących jakoby odrębne zdolności można wyjaśnić biorąc pod uwagę ogólny poziom zdolności danej osoby (Visser, 2006; Visser 2006).

Choć koncepcja inteligencji wielorakich niezmiennie kusi swoją egalitarnością i zgadza się ze zdroworozsądkowym poczuciem, iż ludzie uzdolnieni są w różnych dziedzinach, w świetle wyników badań potwierdzających udział inteligencji ogólnej w sukcesie nie tylko zawodowym, trudno zaprzeczyć istnieniu czynnika określającego ogólne zdolności intelektualne. Wbrew szumnym twierdzeniom, trudno także o rzetelne badania empiryczne potwierdzające słuszność koncepcji i skuteczność jej praktycznego zastosowania w klasach (Klein, 1998). Tym niemniej, wciąż niewzruszenie pozostaje ona częścią poppsychologii i nie tylko. Mnie samemu, młodym uczniem będąc, zdarzyło się przejść test inteligencji wielorakiej w ramach doradztwa zawodowego.


grafika: Robert Fludd, w domenie publicznej

Źródło:
VISSER, B., ASHTON, M., & VERNON, P. (2006). g and the measurement of Multiple Intelligences: A response to Gardner Intelligence, 34 (5), 507-510 DOI: 10.1016/j.intell.2006.04.006
VISSER, B., ASHTON, M., & VERNON, P. (2006). Beyond g: Putting multiple intelligences theory to the test Intelligence, 34 (5), 487-502 DOI: 10.1016/j.intell.2006.02.004
Klein, P. (1998). A Response to Howard Gardner: Falsifiability, Empirical Evidence, and Pedagogical Usefulness in Educational Psychologies Canadian Journal of Education / Revue canadienne de l'éducation, 23 (1) DOI: 10.2307/1585969
Waterhouse, L. (2006). Multiple Intelligences, the Mozart Effect, and Emotional Intelligence: A Critical Review Educational Psychologist, 41 (4), 207-225 DOI: 10.1207/s15326985ep4104_1

czwartek, 7 kwietnia 2011

twój wewnętrzny Hitler

albo Małpy i uprzedzenie

ResearchBlogging.org Wrogie nastawienie wobec ludzi odmiennych od nas samych to wciąż nierzadkie zjawisko. Uprzedzenia na tle rasy, narodowości, orientacji seksualnej czy poglądów politycznych to coś, co mniej lub bardziej otwarcie zdradza wielu ludzi. Niektóre badania pokazują nawet, że większość z nas wykazuje lekkie skrzywienie w stronę negatywnego postrzegania osób odmiennej rasy, nie trzeba również wiele, żebyśmy zaczęli postrzegać członków rywalizującej z nami grupy jako gorszych pod różnymi względami. Niedawne badania pozwalają przypuszczać, że jest to głęboki atawizm, dzielony nawet z rezusami.

Jagna Ciuchta - państwa - miasta, fragment
Ludzie mają wyraźną tendencję do traktowania członków swojej grupy lepiej, niż ludzi pozostających poza jej obrębem. Tzw. stronniczość wewnątrzgrupowa (ingroup bias) działa nawet w sytuacji, gdy grupę utworzono w sposób wyraźnie arbitralny - poprzez rzut monetą, czy dzięki cyfrom numeru ubezpieczenia. Dramatycznym przykładem eskalacji tej tendencji była demonstracja przeprowadzona przez Jane Elliot w roku 1968.

Podzieliła ona klasę, której była nauczycielką, na dwie grupy o przynależności do których decydował kolor oczu. Grupę dzieci niebieskookich nauczycielka poinformowała, że cechę tę posiadają osoby inteligentniejsze, w rezultacie otrzymały one pewne przywileje w klasie. Dość szybko grupa brązowookich stała się obiektem szykan ze strony pierwszej grupy. Jakiś czas później, Elliot stwierdziła, że poprzednie informacje były nieprawdziwe i, że sytuacja wygląda w istocie odwrotnie - to brązowoocy są inteligentniejsi. Jak nietrudno się domyśleć, sytuacja się odwróciła.

Innym błędem poznawczym dotyczącym naszego funkcjonowania w grupach jest stronniczość międzygrupowa (intergroup bias), objawiająca się tendencją do przypisywania sprawstwa zachowań członka grupy Innych wyobrażonym przez nas cechom właściwym każdemu jej przedstawicielowi. To ten błąd poznawczy popełniamy mówiąc, od razu widać, że Hiszpan. Dokłada się do tego nasza skłonność do postrzegania Innych jako bardziej do siebie podobnych, niż Swoich (out-group homogeneity effect), przemawiająca przez ludzi konstatujących, iż takie są Koreanki.

Tendencja do traktowania członków innych grup gorzej wzrasta w miarę wzrostu postrzeganego zagrożenia dla siebie. Przypuszcza się, że jest to mechanizm zapewniający społecznościom naszym przodków jedność w obliczu zewnętrznego zagrożenia, na przykład ze strony konkurencyjnego plemienia. Grupy wykazujące jedność w takich sytuacjach i przejawiające większą wrogość wobec konkurentów miały prawdopodobnie większe szanse w ewentualnym starciu. Wrogość wobec obcych zmniejszała także ryzyko rozprzestrzeniania się w społeczności chorób.

Typowym czynnikiem aktywizującym wrogość wobec obcych (jak również wsparcie dla charyzmatycznych liderów, stereotypizowanie czy rygoryzm moralny) jest przypominanie nam o naszej śmiertelności. Teoria opanowywania trwogi (terror managment theory, TMT) zakłada, że jednym z mechanizmów pozwalających nam na radzenie sobie z naszą śmiertelnością są nasze przekonania, w tym religijne. Kontakt z bodźcami kojarzącymi się z kruchością naszych doczesnych wehikułów skłania nas tym samym do silniejszego przy nich trwania i niejako zmusza do ich obrony, skutkując wrogością wobec osób prezentujących poglądy odmienne od naszych. Innym czynnikiem powodującym wzrost uprzedzeń jest zagrożenie poczucia własnej wartości.

Ciekawym (choć ostatnimi czasy kontrowersyjnym) narzędziem mierzącym nasze nieuświadamiane przeświadczenia jest test ukrytych skojarzeń (Implicit Associations Test, IAT). Mierzy on czasy reakcji na specyficzne skojarzenia, np. słów "dobry", "zły" z twarzami osób różnych ras. Sprawdza on tym samym, jak bardzo dostępne poznawczo (czyli pod ręką w naszej głowie) są poszczególne kombinacje; zakłada się, że krótsze czasy reakcji na skojarzenia innej rasy z pojęciami negatywnymi świadczą o nie do końca uświadomionym uprzedzeniu. W amerykańskiej kulturze, większość białych przejawia skłonność ku lepszym automatycznym ocenom swojej rasy (dotyczy to także dzieci), w wypadku czarnych wyniki są co ciekawe zróżnicowane. Możesz sama podjąć się tego testu i sprawdzić, jak Ty reagujesz - testy pozwalają także na mierzenie postaw m.in. wobec wieku, rasy, płci i narodowości.

Makak rezus
Jako, że w świetle naszej obecnej wiedzy tylko ludzie zdolni są rozważania własnej marności, w myśl TMT tylko ludzie przejawiać powinni uprzedzenia. Badacze z Yale University postanowili poszukać potencjalnych korzeni tych mechanizmów gdzie indziej. Dwa potencjalne pola poszukiwań to małe dzieci, których zdolności poznawcze nie rozwinęły się jeszcze w pełni i naczelne inne niż ludzie. Rzeczywiście, obserwuje się pewne prawidłowości w wybieraniu przez dzieci kompanów do zabawy, nawet w wieku 3 lat, jak również osób, których języka uczą się przez naśladowanie.  U najmłodszych widać także skłonności do negatywnego opisywania dzieci od nich odmiennych. Już w wieku sześciu lat rozwijają one typowy dla dorosłych zestaw uprzedzeń (widocznych w wynikach IAT). Najwyraźniej, jest to dość silnie zakorzenione w naszej naturze. Chcąc przyjrzeć się potencjalnym dalekim korzeniom podobnych zachowań, badacze poddali testom rezusy, małpy podobnie jak my funkcjonujące w społecznościach, dostosowując IAT do ich możliwości percepcyjnych.

W serii siedmiu eksperymentów, badacze wykazali, iż rezusy zdolne są do spontanicznego rozróżniania twarzy członków własnego i obcego stada, widzą różnice także wtedy, kiedy twarze prezentowane są samodzielnie. Zdolność ta nie jest tożsama z zauważaniem znajomości danej twarzy, co badacze sprawdzili na członkach stada niedawno przybyłych z innych grup. Okazało się także, że rezusy zdolne są by kojarzyć abstrakcyjne kształty wycięte z gąbki z własną grupą, lub grupą obcą, na te drugie reagując zwiększoną czujnością.

Co najciekawsze jednak, małpy reagowały podobnie jak ludzie w małpiej wersji testu ukrytych skojarzeń. Zdjęcia członków ich własnej grupy zestawione ze zdjęciami owoców (i zdjęcia małp z obcej grupy zestawione ze zdjęciami pająków) nie wzbudzały większego zainteresowania rezusów. Inaczej było w sytuacji, kiedy bodźce zestawiano odwrotnie - małpy dłużej spoglądały na zdjęcia "swoich" w otoczeniu pająków i obcych w otoczeniu owoców. Co ciekawe, tendencję tę zaobserwowano przede wszystkim u samców. Pokrywa się to z wynikami IAT u ludzi. To mężczyźni przejawiają w nich większe uprzedzenia, zgadza się to również ze sposobem funkcjonowania społeczności rezusów - to samce zajmują się w nich agresywnymi negocjacjami z członkami innego stada.

Badania pozwalają przypuszczać, że za przejawami niechęci wobec członków innej grupy stoją głęboko zakorzenione automatyzmy, pochodzące jeszcze z Afryki, być może z czasów przodków wspólnych z innymi naczelnymi (w wypadku rezusów byłoby to przypuszczalnie nie wcześniej niż 25 milionów lat temu). Każe nam to przemyśleć teorie wiążące nasze skłonności do uprzedzeń z wysoko rozwiniętym intelektem (i świadomością własnej śmiertelności). Co ciekawe, są zatem ewidentnie starsze niż rodzaj ludzki, a tym samym ludzkie rasy czy religie, co oznacza, iż w ogóle nie są one potrzebne, by pojawiły się uprzedzenia. Uprzedzenia to bowiem rzecz ludzka, ale nie tylko. I ewidentnie anachronizm.

Uświadomienie sobie, że uprzedzenia tkwią w nas niejako domyślnie, od milionów lat, pozwala na przeformułowanie podejścia do walki z nimi. Uświadomienie sobie roli czynników wrodzonych pomoże w głębszym zrozumieniu problemu - uprzedzenia nie są tylko decyzją. Badania pokazują, że informowanie ludzi o podobnych skłonnościach pozwala na poznawczą kontrolę i zmniejszanie ich wpływu na nasze funkcjonowanie. Dlatego rozważ zrobienie użytku z przycisków służących do dzielenia się linkiem.


grafika: rezus - cc iconJ. M. Garg


Źródło:
Mahajan N, Martinez MA, Gutierrez NL, Diesendruck G, Banaji MR, & Santos LR (2011). The evolution of intergroup bias: perceptions and attitudes in rhesus macaques. Journal of personality and social psychology, 100 (3), 387-405 PMID: 21280966

niedziela, 3 kwietnia 2011

matrymonialne ulęgałki

ResearchBlogging.org
Szybkie randki (ang. speed dating) przedstawiane są jako rozsądny wybór dla zabieganych mieszkańców wielkich miast, którzy nie lubią tracić czasu, są jednak zainteresowani znalezieniem partnera. Spotkania odbywają się w bezpiecznych warunkach, limitowany czas pozwala na relatywnie bezproblemowe wymknięcie się w sytuacji pojawienia się krępującej ciszy. Uczestnicy mają także okazję spotkać osoby, z którymi nigdy nie porozmawialiby w innych warunkach.  Z racji tego, iż kontakty do siebie otrzymują tylko te osoby, które wzajemnie wskazały się w formularzu, znika duża część niezręczności. Sytuacja wydaje się niemal idealna.

W praktyce okazuje się jednak, że nadmierne zróżnicowanie opcji wyboru powoduje jedynie zamieszanie i tak naprawdę trudniej wtedy dokonać właściwego wyboru. Mózg ludzki zdolny jest do rozważania ograniczonej liczby potencjalnych partnerów w jednym czasie, ich nadmiar powoduje zaś, że próbujemy uniknąć dokonania wyboru, jeśli zaś już się zdecydujemy, nierzadko nie jesteśmy zadowoleni z reultatów.

Ponieważ nasze mózgi ewoluowały w małych społecznościach w których każdy znał każdego a wielu członków społeczności było ze sobą spokrewnionych (po raz kolejny prześladuje nas liczba Dunbara, czyli 150 osób z którymi możemy skutecznie utrzymywać relacje), mamy określoną pojemność pamięci operacyjnej przeznaczonej do przetwarzania informacji społecznych. Sytuacje przeciążenia bodźcami we wcześniej niespotykanej ilości (w wypadku potencjalnych partnerów, wystarczy włączyć telewizor i przejść się ulicami współczesnego miasta) nie sprzyjają naszemu funkcjonowaniu poznawczemu. W pewnym sensie są dla niego niehigieniczne i przypuszczalnie w wielu wypadkach mogą przyczyniać się do trudności w związkach.

Badacze Alison Lenton i Marco Francesconi przyjrzeli się wyborom dokonywanym przez 1,868 kobiet i  1,870 mężczyzn, którzy wzięli udział w 84 szybkich randkach. Każde spotkania trwało 3 minuty, uczestnicy mieli dwie doby na podjęcie decyzji o ewentualnej wymianie kontaktów. Jak nietrudno się domyśleć, mężczyźni składali znacznie więcej ofert, kobiety były zaś bardziej powściągliwe. Co ciekawe, na wynik ten mogą mieć wpływ tak zaskakujące czynniki jak to, która osoba podchodzi do stolika a która przy nim oczekuje. Inne badania pokazały swego czasu, iż na obserwowaną nie tylko w wypadku szybkich randek kobiecą wybredność może mieć wpływ fakt, iż z reguły to właśnie mężczyźni podchodzą do nich a nie na odwrót (nie oznacza to jednak, iż różnice nie istnieją, wynikają bowiem z nieproporcjonalności kosztów ewentualnego poczęcia jakie ponoszą obie płcie, są jednak mniejsze, niż się powszechnie uważa).

By oddzielić liczbę opcji wyboru od ich zróżnicowania, badacze wzięli pod uwagę także takie parametry jak wiek, płeć, wzrost, BMI, lata edukacji, zawód, stosunek do palenia i religijność kandydatów. Zrobili to obliczając średnią z zestandaryzowanych wariancji (miara zróżnicowania zbiorowości) każdego z wymienionych parametrów. Okazało się, że zróżnicowanie tylko w niewielkim stopniu korelowało z liczbą opcji wyboru (r=0,25, silna korelacja dodatnia to 1, ujemna to -1). Analiza danych pokazała, że więcej ofert składano wtedy, gdy dostępna była większa liczba potencjalnych partnerów, nie zaś wtedy, gdy większe było ich zróżnicowanie. W takich sytuacjach, dokonywano mniej wyborów (lub częściej nie wybierano wcale), wybierający rzadziej byli też zadowoleni z rezultatów.

Wcześniejsze badania wykazały, że inne zwierzęta także cierpią na nadmiernym zróżnicowaniu wyboru, również opóźniając podjęcie decyzji lub nie robiąc tego wcale. W wypadku ludzi zjawisko to znamy doskonale z hipermarketów, gdzie bogactwo towarów może niemal dosłownie przyprawiać o zawrót głowy i powodować, że z zakupów wychodzimy zakupiwszy zupełnie inne rzeczy, niż planowaliśmy. Badacze wskazują, że ludzie wybierają partnerów raczej poprzez porównanie między sobą dostępnych opcji niż poprzez przyrównywanie każdej z nich do ideału. Wysnuwają również wniosek, iż odwlekanie dokonania wyboru na skutek zbytniego zróżnicowania opcji może wiązać się także z coraz późniejszym zawieraniem małżeństw przez młodych mieszkańców wielkich miast.



Źródło:
Lenton, A., & Francesconi, M. (2011). Too much of a good thing? Variety is confusing in mate choice Biology Letters DOI: 10.1098/rsbl.2011.0098

piątek, 1 kwietnia 2011

schodami ponad poziomy

albo: sursum corda supra malum

ResearchBlogging.orgŻyjemy według pewnych metafor. Badania, przeprowadzane w oparciu o koncepcję ucieleśnienia (embodiment) wskazują, że wiele popularnych metaforycznych powiedzeń, zwłaszcza tych dotyczących rozmieszczenia w przestrzeni i fizycznych właściwości obiektów, znajduje odzwierciedlenie w ludzkim funkcjonowaniu i tym jak patrzymy na świat. W rezultacie, pozytywniej oceniamy przedmioty znajdujące się po prawej stronie, trzymanie kubka z ciepłym napojem sprawia, iż innych ludzi oceniamy jako bardziej przyjaznych a autora CV podanego na cięższej podkładce opiszemy jako bardziej profesjonalnego. Niedawne badania pokazały, iż to, czy poruszamy się w górę, czy w dół, przekłada się na nasze zachowanie, sprawiając, że wykazujemy się większym altruizmem i współczuciem. Innymi słowy, wznoszenie się podnosi również naszego ducha.

Koncepcja ucieleśnienia zakłada (a wiele badań zdaje się potwierdzać tę hipotezę) zachodzenie pewnego przeniesienia pomiędzy fizycznymi właściwościami obiektów w naszym otoczeniu (temperatura, ciężar, położenie) a powiązanymi z nimi abstrakcyjnymi pojęciami, takimi jak przyjacielskość, profesjonalizm, moralna słuszność, czy piękno. *Praworęczni wolą więc na ogół przedmioty znajdujące się po prawej stronie a lewe interesy stanowią pogwałcenie prawa.  Samotność kojarzy nam się z zimnem, podczas gdy ludzie spostrzegający siebie jako wyalienowanych *oceniają temperaturę otoczenia jako niższą. Na świat patrzymy bowiem przez pryzmat naszego ciała. Myślimy o nim jednak przy użyciu języka, skutkiem czego same metafory również mogą wpłynąć na nasze myślenie - otoczenie budzące w nas wstręt (zabałaganione lub zanieczyszczone) sprawia, iż stajemy się bardziej rygorystyczni moralnie. Również wiele innych badań pokazuje, że podejmując decyzje, w zaskakujący sposób kierujemy się sygnałami płynącymi z ciała.

W ramach jednego z nowszych badań zgłębiających to zagadnienie, przeprowadzono cztery eksperymenty dotyczące wpływu wysokości na nasze zachowanie. Badacze wyszli z założenia (podbudowanego np. badaniami w których nieznane osoby oceniano jako bardziej religijne, kiedy ich fotografie umieszczano wyżej), że pojęcie wysokości kojarzymy z wyższymi standardami moralnymi, dobrem i boskością. Sprawdzono to w bardzo pomysłowy sposób. Rzut oka na sposób myślenia badaczy pozwala na przyjrzenie się temu, jak naukowa dociekliwość działa w praktyce.

W pierwszym z badań, charakterystyczne czerwone kociołki znane Amerykanom ze świątecznych zbiórek Armii Zbawienia ustawiono w trzech oddalonych od siebie miejscach centrum handlowego, znajdujących się u szczytu schodów ruchomych, na dole schodów ruchomych i, jako próbę kontrolną, w miejscu oddalonym od schodów. Pilnujący zbiórki pomocnicy eksperymentatorów (by zapewnić rzetelność badania, nie znali oni hipotezy badawczej) zliczali przechodniów wrzucających pieniądze do kociołka i tych, którzy nie decydowali się na datek. Proporcje darczyńców względem wszystkich przechodniów wynosiły 0,16 (w górę), 0,07 (w dół) i 0,11 (próba kontrolna). Różnica między warunkiem jazdy w górę i w dół była istotna statystycznie - jest bardzo mała szansa, iż wynikała z przypadku. Ludzie wjeżdżający do góry okazali się bardziej szczodrymi darczyńcami.

Pierwszy eksperyment przeprowadzono w warunkach naturalnych, co zwiększa jego realizm, uniemożliwiając jednak kontrolowanie wpływu potencjalnych czynników zakłócających, jak również losowy dobór uczestników do poszczególnych grup eksperymentalnych (co jest jedną z podstawowych zasad naukowego savoir-vivre). W rezultacie, drugie badanie przeprowadzono w bardziej kontrolowanych warunkach - w budynkach uniwersytetu, gdzie część losowo wybranych uczestników wymyślonego badania wprowadzano schodami na górę, część schodami w dół, część zaś posadzono na parterze. Proszono ich o wypełnienie kwestionariusza i informowano, że mogą opuścić salę kiedy tylko skończą zadanie. Po jakimś czasie, rozpoczynał się właściwy eksperyment - do pomieszczenia wchodził drugi badacz z kompletem materiałów do innego badania. Po jakimś czasie, biorących udział w badaniu proszono o udział w drugim eksperymencie, na co wszyscy wyrazili zgodę. Zadanie, o zupełnie innym charakterze, było tak naprawdę nierozwiązywalne. Badanych poproszono o wykonanie tylu prób, na ile będą mieli ochotę, informując, iż cokolwiek zrobią, będzie pomocne. W tajemnicy przed nimi, mierzono czas, jaki poświęcą na badanie. Wyniki badania powtórzyły się - badani, którzy weszli po schodach, poświęcali więcej czasu na pomoc badaczom.

Jak dotąd, wykazano powiązaną z wysokością skłonność ludzi to wkładania więcej w realizację tego, o co ich poproszono. Samo w sobie nie dowodzi to jednak, iż stają się tym samym lepsi . Badacze postanowili więc sprawdzić, czy podobne wyniki uda się uzyskać dla powstrzymywania się od działania, w wypadku, gdyby miało to przynieść pozytywne efekty. Badanie wyglądało podobnie, jak w poprzednim wypadku, z tym wyjątkiem, że drugie zadanie o które poproszono biorących udział w eksperymencie, polegało na samodzielnym wskazaniu ilości bardzo ostrego sosu (badanych informowano, iż eksperymentatorzy nie mogą znać tej ilości, zaś osoba odpowiedzialna za tę czynność nie zjawiła się tego dnia), jaką będzie musiał zjeść uczestnik badania nad "smakami żywności" (które było oczywiście przykrywką i nikt nie jadł danego sosu). Badanym pozwolono spróbować sosu, będącego mieszanką sosu chili i tapatio salsa picante. Jest to typowa procedura stosowana w badaniach nad agresją, zakłada się, że im większa ilość sosu wyznaczona przez badanego, tym wyższy poziom agresywności jego zachowania. Badacze założyli więc, że im mniejsza ilość sosu, tym wyższy poziom współczucia (czyli pragnienia umniejszenia cierpieniu drugiej osoby) wykazuje dana osoba. Hipotezy potwierdziły się, osoby wprowadzone po schodach fundowały domniemanemu uczestnikowi istotnie mniejszą ilość sosu, niż osoby sprowadzone na dół i osoby z grupy kontrolnej.

Ostatnie badanie rozpoczęło się od pokazania badanym krótkich filmów przedstawiających widok zza okna lecącego nad chmurami samolotu lub widok zza okien samochodu (grupie kontrolnej nie pokazano niczego, można zastanawiać się jak dobrze jazda samochodem oddaje pojęcie "dołu"). Uczestników poproszono o wyobrażenie sobie siebie w podobnej sytuacji i spisanie wrażeń (tak, by wzmocnić doświadczenie wysokości). Kolejnym etapem było wzięcie udziału w komputerowej grze odzwierciedlającej sytuację wspólnego korzystania z ograniczonych zasobów, zmuszającej ludzi do wyboru pomiędzy zachowaniami nastawionymi na maksymalizowanie swojego zysku lub współpracę. Jak nietrudno się domyśleć, badani zetknięci z podróżą samolotem przejawiali zdecydowanie wyższe wskaźniki współpracy.

Zaskakujące wyniki uzyskane przez badaczy pokrywają się z szeroko rozpowszechnionymi przekonaniami o życiu pozagrobowym (piekło i niebo), jak i miejscach zamieszkiwanych przez istoty boskie. Wiele badań wskazuje, iż przedmioty położone wyżej oceniamy jako lepsze (w głębszym sensie) a popularne określenia takie jak haj, uniesienia czy wznoszenie się na wyżyny swoich możliwości dopełniają obrazu wpływu metafor na nasze życie. Co ciekawe, w większości wypadku nie zdajemy sobie z tego sprawy. Owartym pozostaje pytanie o źródło tej tendencji. Wzrost odgrywa istotną rolę w ocenie atrakcyjności i statusu mężczyzn w wielu kulturach, ludzi wyższych ogółem oceniamy pozytywniej pod wieloma względami. Być może chodzi więc o wrodzone preferencje atrakcyjności?

grafika:
CC-BY-NC-ND ohhector
CC-BY-NC-ND nilswerk


Źródło:
Sanna, L., Chang, E., Miceli, P., & Lundberg, K. (2011). Rising up to higher virtues: Experiencing elevated physical height uplifts prosocial actions Journal of Experimental Social Psychology, 47 (2), 472-476 DOI: 10.1016/j.jesp.2010.12.013
Publikacja dostepna w pliku .pdf.