środa, 7 lipca 2010

MOJE POGLĄDY!!!

są najlepsze na świecie

Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!
Adaś Miałczyński, Dzień świra


I never meant to say that the Conservatives are generally stupid. I meant to say that stupid people are generally Conservative. I believe that is so obviously and universally admitted a principle that I hardly think any gentleman will deny it.
John Stuart Mill

Konserwatyści właściwie nie mogą za siebie. W jakiejś części za wyznawane przez nich poglądy odpowiadają wynikające z czynników genetycznych predyspozycje osobowościowe jak i środowisko w jakim wzrastali. Ale oczywiście nie kończy się to na nich. Na ogół bliźnięta jajowe (niezależnie od tego, czy wychowywano je razem, czy oddzielnie) dzielą poglądy polityczne, niemal niezauważalnie kpiąc tym samym z naszych sporów o słuszność naszych poglądów.

* * *

Na ogół wszyscy przyjmujemy takie poglądy, jakie zaspokajają nasze potrzeby - na podstawie których jesteśmy w stanie skutecznie działać, jakie powodują postrzeganie świata w mniej lub bardziej uporządkowany sposób i dzięki temu redukują pewne napięcia. Nasz świat jest pełen najprzeróżniejszych przesłanek z których da się wywieść dziesiątki twierdzeń i poglądów, podlegamy przy tym dziesiątkom złudzeń i skrzywień poznawczych (wynikających z tego kim jako ludzie jesteśmy), co skutkuje, że w różnym stopniu przystają one do rzeczywistości. Wszystko to funkcjonuje, gdyż nie odzwierciedlanie rzeczywistości jest zadaniem naszych poglądów, a raczej sprawianie, że jednostka jest zdolna objąć świat i w nim funkcjonować. W kontekście tego, co dana osoba już wie, tego jaka jest i tego, co przeżyła - czego nawet sama świadomie nie jest w stanie wskazać jako przyczynek do poglądów, jej poglądy są najprawdopodobniej naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy. Są wypadkową.

Metaanaliza badań przeprowadzonych na temat czynników korelujących z określonymi poglądami politycznymi przeprowadzona przez badaczy pod kierownictwem J. Josta pozwoliła na wyodrębnienie tych, które najczęściej współwystępują. Okazuje się, że konserwatystami zostają ludzie wykazujący wyższe wartości na skali lęku przed śmiercią, wzrastania w niestabilnym środowisku, dogmatyzmu i nietolerancji dla dwuznaczności, potrzeby uporządkowania i jasnego ustrukturalizowania  i w niewielkim stopniu lęku przed stratą. Niższe są u nich wskaźniki otwartości na doświadczenie, tolerancji dla niepewności, tolerancji dla wewnętrzne złożoności i poczucia własnej wartości (tu zależność jest jednak znikoma).

Stąd biorą się poglądy. Model motywowanego poznania społecznego (motivated social cognition) proponowany przez autorów publikacji.
Kryjące się za tym diagramem zależności i natężenia wyróżnionych czynników skutkują ukształtowaniem takiej a nie innej postawy. Wynikowe Political conservatism można przy odpowiednich ingrediencjach zmienić w liberalism.

Jost, John T. (2003) Political conservatism as motivated social cognition (.pdf)

Nie odnosi się to oczywiście wyłącznie do poglądów konserwatywnych, tak jakby były one czymś wyjątkowym. Można wskazać również zależności związane z poglądami liberalnymi a nawet wywieść je z przeciwieństw warunków opisywanych w wypadku konserwatystów. Można także zauważyć, iż ludzie wychowani w liberalnym środowisku rodzicielskim, z większą swobodą eksploracji (co za tym idzie, większym rozeznaniem w kwestii zagrożeń), bywają bardziej zestresowani, wskazuje Ingrid Storm, z uniwersytetu w Oslo, na podstawie badań przeprowadzonych w konserwatywnych i liberalnych środowiskach protestantów. Młodzi z rodzin konserwatywnych z reguły czują się bardziej usatysfakcjonowani, budują silniejsze więzi rodzinne (więcej czasu spędzają z rodziną) i ogółem społeczne - widać to np. w obniżeniu nastroju (poczucie opuszczenia, nuda), gdy przebywają w pojedynkę. Mniejsza swoboda wyboru i większe poczucie zależności (np. od rodziców a później od państwa), powoduje, iż czują się bezpieczniej. Młodzi z rodzin liberalnych bywają mniej zadowolone ale z większym zainteresowaniem czekają na to, co może ich spotkać w przyszłości, są bardziej otwarci na doświadczenia, więcej czasu spędzają z przyjaciółmi, stawiają raczej na indywidualizm i chętniej podejmują wyzwania.

Badaczka wysuwa wniosek, iż te dwa podejścia do świata są po prostu ukształtowaną odpowiedzią na specyficzne warunki socjoekonomiczne w jakim jednostka wzrasta - są strategią ewolucyjnego przystosowania do warunków środowiskowych a kultura daje im możliwość wyrażenia się w postaci poglądów politycznych. Podporządkowanie się autorytetom i zacieśniane więzi rodzinnych przydaje się w trudnych sytuacjach ekonomicznych, liberalizm doskonale sprawdza się zaś wtedy, gdy warunki umożliwiają (i prawdopodobnie promują) innowacje. Badaczka wskazuje także, iż osoby które przeżyły zamachy z 11 września częściej (38%) deklarowały zmianę poglądów na bliższe biegunowi konserwatywnemu (11% dla liberalnego) - ludzie niepewni swojej przyszłości, odczuwający ciągłe zagrożenie wykazują tendencje zachowawcze (co wydaje się być całkiem zrozumiałe i najwyraźniej ewolucyjnie promowane). Swoje badania odnosi główni do religii i sugeruje, iż im sytuacja w kraju jest stabilniejsza a jego mieszkańcy bogatsi, tym jego religia staje się bardziej liberalna. Należy nadmienić, iż terminów conservative i liberal używa ona w obecnych amerykańskich znaczeniach tych słów, gdzie liberal jest bliskie naszemu rozumieniu lewicy.

Ingrid Storm, Liberal and conservative religion as different socio-economical strategies (.pdf)

* * *
Kiedy dostatecznie długo wyznajemy pewne poglądy, stają się one dla nas coraz bardziej oczywiste i coraz intensywniej zakorzeniają się w naszym obrazie świata, stając się jedną z tych naturalnych jego prawideł które nie podlegają dyskusji (przecież boga nie ma lub ale homoseksualizm jest niemoralny!). Są coraz intensywniej reprezentowane w połączeniach neuronalnych naszego mózgu i stają się tym samym częścią struktury, przy pomocy której poznajemy świat. Wiele błędów poznawczych wynika z tego, iż odbierając rzeczywistość korzystamy z tego, co ze sobą przynieśliśmy i przez pryzmat czego patrzymy.

Jest w rezultacie coś przygnębiającego we wdawaniu się w dyskusje, zwłaszcza w internecie. Te drugie znane są ze swej zaciekłości. Oczywiście nie wszystko co dzieje się w internecie to pyskówki, odbyłem przez internet wiele dyskusji, które zostawiły we mnie trały ślad (nie w postaci urazu) i z których naprawdę wiele wyniosłem. Ja też popieram internet bez chamstwa, byłby to bardzo dobry pomysł, tym nie mniej w niego nie wierzę. Taka jest specyfika komunikacji w sytuacji, gdy nie mamy fizycznego kontaktu z osobą z którą rozmawiamy. Jesteśmy wówczas odcięci od niewerbalnych źródeł informacji do których nasz mózg przywykł a które skutkują wzrostem empatii - zaciekłość i bezwzględność wobec nicków prawdopodobnie nie miałaby miejsca w sytuacji, gdyby rozmówcy stanęli oko w oko i pozwolili działać swoim neuronom lustrzanym. Istnieją genialne w swej prostocie rozwiązania które mogłyby pomysł internetu bez chamstwa urzeczywistnić. Niemniej, pierwszy lepszy wpis na blogu przeciętnego polityka nadal zawiera w komentarzach ilości jadu zdolne do zabicia G. Rasputina. Internetowe dyskusje rzadko kiedy kogokolwiek przekonują, a niemal na pewno rzadko powodują, iż ktoś przyznaje rację adwersarzowi.

Choć sam rzadko wychodzę z jakichkolwiek dyskusji ze zmienionym zdaniem (aczkolwiek suma summarum, być może efektem śniegowej kuli, mój światopogląd zmienił się znacząco na przestrzeni dziejów) i teraz rozpoczynając dyskusję z kimś o przeciwnym stanowisku zdaję sobie sprawę, że dyskusja ta prawdopodobnie nie wniesie zbyt wiele konstruktywnego do obu żyć (poza wartością przy odrobinie szczęścia wynikłą z konieczności obrony swoich poglądów). Oczywiście głęboko wierzę w wartość poszukiwania prawdy poprzez spotkanie ludzi i ich poglądów - sytuację w której ważniejsze staje się nie mienie racji a przybliżanie się do prawdy, poprzez konstruktywną krytykę cudzego poglądu i przyjęcie konstruktywnej krytyki własnego. Chociaż dyskusje takie siłą rzeczy sprowadzają się do obrony własnego stanowiska (można chyba uznać za znamienne stosowanie wojennych metafor dla dyskusji) a w tyglu tym poglądy niejednokrotnie jedynie się hartują i stają bardziej odporne na ciosy krytyki, warto włożyć czasem odrobinę wysiłku w samodzielne osłabienie własnej linii obrony, poprzez sceptyczne podejście. Choć labirynt cudzego postrzegania świata poznajemy z brzmieniem własnego nigdy do końca nieodgadnionego labiryntu, jak pięknie ujęli to autorzy Psychescapes, zyskujemy w ten sposób dostęp do niepowtarzalnych światów, poglądów, spojrzeń na sprawę których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy a których osiągnięcie w inny sposób może leżeć poza naszym zasięgiem. Za pośrednictwem drugiego człowieka docieramy wtedy tam, gdzie inaczej nigdy byśmy nie dotarli - dostrzegamy ciemną stroną Księżyca.

Z drugiej strony jest, dla mnie frustrująca, wynikająca prawdopodobnie z tych samych czynników co i poglądy, bariera po dotarciu do której komunikacja przestaje być możliwa, moment w którym staje się jasne, że ludzie, choć wyrośli z tej samej kultury, w skutek różnego intelektualnego odżywiania, operują na innych płaszczyznach i z tych samych przesłanek wyciągają inne wnioski. 2+2 daje im różne wyniki. W takich sytuacjach, jak chyba w żadnym innym momencie, widoczna staje się konieczność zgodności nowych informacji ze świata z tym co WIEM PRZECIEŻ. Wiem przecież, że zlepek komórek stanowi życie równorzędne życiu kobiety w macicy której pływają a wszystkie kontrargumenty są z definicji błędne. Kiedy innym ludziom nie uda się dostrzec tego co mnie a moje poglądy nie znajdują uznania, prawdopodobnie komuś na tym zależy, gdyż ich oczywistość jest oczywista, coś musi zatem stać za tym niezrozumiałym brakiem uznania ([coś] musi za tym stać to wynikający z ewolucyjnej konieczności ogólny sposób pracy naszego mózgu i powód dla którego wierzymy w przesądy, teorie spiskowe i bogów). Mataczy rząd, INNI w znaczeniu odrębne kulturowo grupy społeczne, spiskowcy, istoty pozaziemskie. Dodatkowo zaczyna działać syndrom oblężonej twierdzy, powodując radykalizację bronionych poglądów.


Wierzę w wartości dyskusji jako poszukiwania prawdy - z drugiej strony nie do końca wierzę, że owa prawda istnieje lub raczej, że mamy do niej dostęp, zwłaszcza poprzez wymianę poglądów. Nie oznacza to, że jestem skrajnym relatywistą - o ile biorąc pod uwagę ich uzasadnienie, z grubsza każdy pogląd na świecie ma swoją rację - o tyle w kontekście przystawania do rzeczywistości nie mogą być sobie równe (przykładowo, nauka nie jest tylko kolejnym, skonstruowanym w cywilizacji zachodu przez białych mężczyzn, sposobem narracji świata, tak samo dobrym jak magia, religia i chłopski rozum - ona jedyna wysłała ludzi w kosmos). W oczywisty sposób istnieją poglądy pozwalające na skuteczniejsze przewidywania niż stanowiska konkurencyjne. Nie wierzę w naukę, widzę, że dzięki jej zastosowaniu piszę bloga którego czytają ludzie mieszkający w Nowej Zelandii. Tym niemniej, właśnie w dyskusjach z antyscjentystami udało mi się zauważyć asymptotyczny charakter wiedzy naukowej, choć tak naprawdę leży on u samego podłoża stojących za metodą naukową założeń.

I wszystkie te boje o MOJĄ NAJŚWIĘTSZĄ RACJĘ, kończące się niekiedy na szpitalnym oddziale, rozeszłymi parami czy wojnami religijnymi - czy nie zyskują one słodko-gorzkiego posmaku absurdu?  Oczywiście, że właśnie tak uważasz, przypuszczalnie nie masz innego wyjścia, ze względu na geny i wychowanie. Podobnie jest z tym, z kim się nie zgadzasz. On też za siebie nie może. To na swój sposób nieprawdopodobnie tragiczne. Spójrzmy w ten sposób na zjawisko ludzkiej polityki. Wszyscy ci ludzie broniący własnych wizji rządzenia państwem i wywierania wpływu na nasze życie, ukształtowanych w wyniku środowiska rodzinnego jakim wzrastali, cech osobowości wynikających z genów i doświadczeń - wszyscy ci zacietrzewieni ludzie i ich niezmiernie ważne spory. Których wyniki decydują o tym, jak Tobie Czytelniku wolno żyć.


grafika:
anonimowe graffiti, ulice Poznania
xkcd #386: Duty Calls
Bansky, za Streetsy.com

niedziela, 4 lipca 2010

liczy się wnętrze i wielkość nadgarstka

albo Serce na dłoni
z badań nad trzecim szympansem:


Proponuję zacząć od sprawdzenia na własnej skórze w demonstracji badania.

Mężczyźni lubią kobiety o krótkich stopach, długich kościach udowych i węższych biodrach. Kobiety nie są aż tak drobiazgowe, wykazują jednak pewną preferencję wobec długich torsów i małych nadgarstków, donoszą amerykańscy naukowcy.

* * *

A tu widzimy jakim ojcem byłby Człowiek Witruwiański...
Jeremy Atkinson, psycholog ewolucyjny z University at Albany w Nowym Jorku, wraz z Michelle Rowe, przeprowadził badanie, którego wyniki przedstawił na spotkaniu Human Behavior and Evolution Society. Badacze dokonali 16 pomiarów różnych długości ciała 60 studentek college'u - mierzono m.in. długość uda, szerokość bioder, długość stopy i dłoni; wyniki ustosunkowano zaś do wzrostu. Wybrano następnie osiem kobiet o skrajnych wynikach z obu stron skali a na podstawie ich twarzy wygenerowano po dwie dla przeciwległych biegunów każdego pomiaru. To właśnie twarze, które oglądałeś w badaniu. Następnie poproszono o ich ocenę 77 heteroseksualnych studentów płci zainteresowanej.

Mężczyźni 3,5 raza częściej wybierali jako bardziej atrakcyjne twarze wygenerowane z twarzy kobiet o krótkich stopach, niemal 10 razy częściej stwierdzali, iż są one bardziej kobiece. 11 razy chętniej wybierali twarz powstałą z twarzy kobiet o wąskich biodrach a 8 razy częściej wskazywali twarze związane z długimi kośćmi udowymi - były to twarze z lewej strony.


Skąd wiedzieli i co takiego właściwie wiedzieli? Przodkowie dzisiejszych mężczyzn musieli najwyraźniej zauważyć to, do czego współcześni naukowcy dochodzą eksperymentalnie - z grubsza można przewidzieć atrakcyjność jednej części ciała na podstawie atrakcyjności innej, z czego wywnioskować można z kolei prawdopodobną kondycję organizmu kobiety, co z kolei wynika ze wspólnej przyczyny leżącej u podłoża wyglądu twarzy i budowy ciała - warunków w jakich dana kobieta wzrastała. Oczywiście jest to przenośnia, preferencja owa jest wynikiem utrwalenia się w puli genowej tych preferencji, które skutkowały skuteczniejszymi wyborami matki swojego potomstwa a nie świadomego odnajdywania zależności. Proponowany mechanizm stojący za zależnością jest następujący - warunki rozwojowe w życiu płodowym i w czasie dojrzewania (odżywianie i obecność stresorów - chorób, pasożytów) odbijają się na poziomie hormonów płciowych, powodując, iż kobiety wcześniej osiągają dojrzałość seksualną (prawdopodobnie jest to kolejny sprytny mechanizm przystosowawczy - trudne warunki pozwalają przypuszczać, iż kobieta może nie mieć zbyt wiele czasu na wydanie na świat i odchowanie potomstwa, lepiej więc zabrać się za to wcześniej - widać to na przykład u dziewczynek wychowujących się w biednych dzielnicach i takich, które wychowywały się bez ojca). Skrócony czas wzrostu daje mniej czasu na ukształtowanie optymalnej sylwetki - smukłej, postrzeganej jako kobieca - skutkując mocniejszą budową ciała.

Co z mężczyznami? W podobny sposób zmierzono 67 mężczyzn i poproszono 82 heteroseksualne kobiety o ocenę atrakcyjności i męskości ośmiu analogicznie przygotowanych twarzy. Wyniki były mniej wyraźne, widać było jednak pewną preferencję dla dłuższych torsów i mniejszych nadgarstków. Wiąże się to z ryzykiem przed którym stają kobiety - męski i dominujący samiec, choć dawca seksownych genów, *prawdopodobnie nie będzie wierny. Wydaje się, że kobietom udaje się to zauważać, gdyż studentki biorące udział w badaniu dwukrotnie częściej wskazywały kompilacje zdjęć posiadaczy dużych nadgarstków jako partnerów krótkoterminowych i z podobną częstością posiadaczy małych nadgarstków jako partnerów długoterminowych.


na podstawie: Why men are attracted to women with small feet (New Scientist)

grafika: w domenie publicznej, za WikiCommons

środa, 9 czerwca 2010

"Wyjdź na świeże powietrze" - mama miała rację, twierdzą amerykańscy naukowcy

I think that I cannot preserve my health and spirits, unless I spend four hours a day at least—and it is commonly more than that—sauntering through the woods and over the hills and fields, absolutely free from all worldly engagements. [...] When sometimes I am reminded that the mechanics and shopkeepers stay in their shops not only all the forenoon, but all the afternoon too, sitting with crossed legs, so many of them,—as if the legs were made to sit upon, and not to stand or walk upon,—I think that they deserve some credit for not having all committed suicide long ago.
H. D. Thoreau, Walking

An early morning walk is a blessing for the whole day.
H. D. Thoreau, zapis w dzienniku, 20 kwietnia 1840

ResearchBlogging.orgWielu z nas stwierdza, iż w jakiś niezwykły sposób czuje się lepiej będąc *na łonie natury. W miastach lgniemy do parków, w kółko przechadzamy się po ich niewielkich powierzchniach jak zwierzęta w zoo, siedząc na ławce relaksujemy się przy ptasim śpiewie; chcąc wypocząć - uciekamy tam gdzie zieleń i woda, wyjeżdżamy za miasto. Kiedy już się tam znajdziemy,  coś się w nas zmienia. Odruchowo oddychamy wtedy pełną piersią, niekiedy milczymy w zachwycie. Czasem wręcz przeciwnie - wypuszczone z klatki budzi się nasze wewnętrzne zwierzę, które chce się wreszcie wybiegać i wyskakać. Są wśród nas jednostki które w takich miejscach znajdują inspirację i uruchamiają swoje zasoby kreatywności. Otoczeni chlorofilem doświadczamy jak wracają nam siły i możemy poczuć, że naprawdę żyjemy.

Juz samo wpatrywanie się w to zdjęcie może mieć na Ciebie zbawienny wpływ.

Teraz zjawisko to zyskało swoje potwierdzenie naukowe - tak, to obecność środowiska naturalnego w krajobrazie jest kluczowym elementem powodującym, iż odzyskujemy siły w czasie spacerów na świeżym powietrzu. Brzmi to jak radość z odnalezienia nowego kontynentu na mapie świata, do niedawna można było jednak mieć wątpliwości - przebywanie na świeżym powietrzu nierzadko wiąże się przecież z aktywnością fizyczną i przebywanie w towarzystwie innych ludzi, czynnikami które również można powiązać z przyjemnymi doznaniami.

Odzyskiwanie sił  - żywotność (vitality) - to poczucie posiadania fizycznej i psychicznej siły do działania, doświadczanie entuzjazmu, ożywienia (greckie ζάω - zao), wigoru, pozytywnego stanu emocjonalnego i pozytywnej energii którą warto spożytkować. Jest ona oczywiście mierzona subiektywnie, przez samoocenę badanych (np. w skali liczbowej). Okazuje się, że wysokie poczucie żywotności pozwala łatwiej znosić stresy i redukować napięcie a także wiąże się z mniejszą podatnością na zachorowania. Udowadniano już, iż obserwowanie naturalnych krajobrazów wpływa na poprawę nastroju i redukcję złego samopoczucia  i odczuwanego zmęczenia. Z drugiej strony, uczestnicy aktywności na świeżym powietrzu potwierdzają, że poprawia ona poczucie witalności i zwiększa chęć do działania.

Żeby wyłuskać właściwą zmienną odpowiadającą za wzrost witalności, badacze przeprowadzili  serię pięciu badań. W pierwszym badani wyobrażali sobie sytuacje łączące różne nasilenie trzech wspomnianych czynników - przebywania na świeżym powietrzu, interakcji z ludźmi i aktywności fizycznej (np. picie piwa z kolegami w parku, +, +, -), po czym deklarowali jak ożywieni czuliby się w ich wyniku. Wiemy dzięki temu, że kiedy nie mamy zamiaru się ruszać, koledzy pomogą podnieść nam poziom witalności, jak też to, że czynniki te są względnie niezależne od siebie. W badaniu drugim, uczestników poprowadzono na 15-minutowy spacer wzdłuż rzeki i po podziemiach budynku. Badanie trzecie polegało na prezentowaniu badanym studentom fotografii przedstawiających znajdujące się na zewnątrz budynki i elementy środowiska naturalnego. W rezultacie, wyszczególniono element "środowisko naturalne"  zamiast samego przebywania poza pomieszczeniem i porównywano z ruchem i towarzystwem ludzi. Kolejny etap polegał na prowadzeniu dzienników przez badanych i opisywaniu w nich doświadczeń i stanów z każdego dnia. W ostatnim etapie skupiono się na indywidualnych doświadczeniach - badani sześć razy dziennie opisywali swoje odczucia w kontekście tego, czy ich otoczenie w danym momencie było przetworzone przez człowieka, czy tez nie.

Badania wykazały, iż właśnie obecność elementów środowiska naturalnego w największym stopniu odpowiada za wrażenie odnowy sił na świeżym powietrzu. Badacze przytoczyli hipotezę, iż zawiera ono wiele nowych i zróżnicowanych bodźców które stanowią o przyjemnym pobudzeniu poznawczym naszego mózgu, tym samym skłaniając go do dalszej efektywnej pracy.

Ja nie mam co do tego wątpliwości i, ponieważ moja sesja egzaminacyjna trwa w najlepsze, wybieram się jutro do lasu. Stay wild.


Źródło:
Ryan, R., Weinstein, N., Bernstein, J., Brown, K., Mistretta, L., & Gagné, M. (2010). Vitalizing effects of being outdoors and in nature Journal of Environmental Psychology, 30 (2), 159-168 DOI: 10.1016/j.jenvp.2009.10.009

czwartek, 3 czerwca 2010

granica pomiędzy geniuszem a szaleńcem

może polegać na braku negatywnych objawów


ResearchBlogging.orgKreatywność to zdolność do odnajdywania trafnych, nowatorskich i często zaskakujących rozwiązań problemów. Jednym z czynników warunkujących kreatywne myślenie jest funkcjonowanie układu dopaminergicznego - receptory dopaminowe, białka pełniące w naszym mózgu funkcję odbierania informacji przesyłanych za pomocą neuroprzekaźnika dopaminy, odpowiadają za kontrolę takich procesów i funkcji jak nasza motywacja, odczuwanie przyjemności, procesy poznawcze, pamięć i uczenie się. Zaburzenia w ich działaniu są powiązane z niektórymi zaburzeniami psychicznymi i stanowią w rezultacie cel działania leków psychotropowych.

Jeden z rodzajów receptorów dopaminowych to D2. Zaburzenia w ekspresji genu kodującego powstanie tego białka powodują powstanie wariantu receptora związanego ze schizofrenią i dystoniczną mioklonią, rzadkim schorzeniem objawiającym się gwałtownymi niekontrolowanymi ruchami ciała.

Badania przeprowadzone przez badaczy z uniwersytetu Karolinska pokazały związek pomiędzy kreatywnością zdrowych jednostek a posiadanymi przez nich wariantami receptorów dopaminowych D2. Biorących udział w badaniu poproszono o rozwiązanie testów sprawdzających zdolność myślenia dywergencyjnego, polegającego na swobodnym i spontanicznym tworzeniu wielu rozwiązań danego problemu i tworzeniu pomiędzy nimi, często zaskakujących, powiązań (w odróżnieniu od myślenia konwergencyjnego polegającego na podążaniu kolejnymi krokami do jednego poprawnego celu). Przykładem myślenia dywergencyjnego jest burza mózgów, swobodne zapisywanie strumienia świadomości czy tworzenie mapy problemowej. Zdolność do myślenia dywergencyjnego jest jednym z czynników wpływających na kreatywność. Wyniki w testach porównano ze zmierzoną przy pomocy pozytronowej emisyjnej tomografii komputerowej. Znaleziono negatywną korelację (im więcej x, tym mniej y) pomiędzy wynikami w testach kreatywności a gęstością rozmieszczenia receptorów D2 we wzgórzu, obszarze mózgu regulującym przepływ informacji ze zmysłów do kory mózgowej.

Badacze sugerują, że zmniejszona ilość receptorów na danej powierzchni powoduje mniejsze hamowanie ich przepływu i w wyniku tego większy, mniej kontrolowany i selektywny, przepływ informacji pomiędzy wzgórzem a korą. Większa ilość informacji dostępnych do analizy, w połączeniu ze sprawnością wyższych funkcji poznawczych, najprościej rzecz ujmując, wpływa pozytywnie na ilość pomysłów jakie ma dana osoba.

Z drugiej strony, zaobserwowano, iż ludzie z wysokimi poziomami myślenia dywergencyjnego cechują się wysokimi poziomami psychotyczności, cechy osobowości, będącej przeciwnym biegunem do uspołecznienia, konformizmu i konwencjonalności. Zauważono także, iż są oni bardziej podatni na zapadnięcie na zaburzenia ze spektrum schizofrenii i dwubiegunowe zaburzenia afektywne. Obszary mózgu dotknięte tymi schorzeniami wiązane są właśnie z różnicującym typem myślenia.

Badacze wysnuli zatem wniosek, iż pewne zaburzenia w pracy receptorów dopaminowych są wspólne dla ludzi szczególnie twórczych jak i dotkniętych zaburzeniami psychicznymi, wspólne byłby zatem dla nich objawy pozytywne (wytwórcze, co nie musi oznaczać w tym wypadku dobre). To co ich różni to zachowanie przez tych pierwszych dobrego funkcjonowania innych funkcji umysłowych - brak objawów negatywnych, deficytów w innych dziedzinach pracy umysłu.

Są zatem stosunkowo zdrowymi szaleńcami którym udaje się skorzystać na swojej odmienności. Przykłady szczególnie twórczych przedstawicieli naszego gatunku z historii sztuki pokazują jednak, że granice te są wyjątkowo płynne i niekiedy balansują oni pomiędzy jednym stanem a drugim, raz jeszcze pokazując nam, że podział na zdrowych i chorych może być kwestią umowną. Ich twórczy szał przynosi ludzkości doznania o których nigdy wcześniej nie śniła, posiadaczom tego talentu sprawiając jednak znaczne trudności z funkcjonowaniem w społeczeństwie.


grafika: Kuszenie świętego Antoniego II, Stanisław Ignacy Witkiewicz, 1921-22 - grafika w domenie publicznej, za WikiCommons


Źródło
de Manzano O, Cervenka S, Karabanov A, Farde L, & Ullén F (2010). Thinking outside a less intact box: thalamic dopamine D2 receptor densities are negatively related to psychometric creativity in healthy individuals. PloS one, 5 (5) PMID: 20498850