piątek, 2 kwietnia 2010

tak ci się tylko wydaje, cz. III

Nie wierzę w astrologię (ponieważ jestem zodiakalnym Baranem).
część I, część II, część III


Jak bardzo poniższy opis odnosi się do Ciebie?
  • Masz pewne wady, ale na ogół potrafisz skompensować je pozytywnymi aspektami swojej osobowości, w dodatku masz pewne pokłady niewykorzystanych możliwości
  • Chociaż na ogół wiesz jak postępować z ludźmi, zdarza się, że czujesz się niepewnie, zwłaszcza w obecności osób których nie znasz zbyt dobrze.
  • Z zewnątrz wyglądasz na kogoś zdecydowanego, jednakże zdarza się, iż trapią Cię wątpliwości odnośnie słuszności podjętych decyzji
  • Miewasz znaczne obniżenia nastroju, ale zazwyczaj zachowujesz pogodę ducha i optymistycznie patrzysz w przyszłość, zdajesz sobie jednak sprawę, iż niektóre marzenia są nierealistyczne
  • Lubisz sport, ale zdecydowanie więcej czasu poświęcasz na jego oglądanie, niż uprawianie
  • Jesteś osobą ambitną i zależy Ci na tym, by rodzina, przyjaciele i współpracownicy postrzegali Cię dobrze, w rezultacie, bywasz wobec siebie bardzo krytyczny/a.
  • Czasami zamartwiasz się ponad potrzebę, ale jest to raczej wyjątkiem niż regułą.
  • Jesteś osobą opanowaną, choć czasami musisz włożyć sporo wysiłku, by utrzymać nerwy na wodzy
  • Lubisz towarzystwo innych ludzi, ale miewasz potrzebę spędzenia czasu w samotności
  • Zdobyte przez Ciebie doświadczenie podpowiada Ci zachowywanie ostrożności przy otwieraniu się wobec innych ludzi - jesteś osobą przystępną, ale zdarza się, iż zachowujesz dystans
Jeśli wydaje Ci się, że powyższy opis jest wiernym opisem Twojej osobowości, należysz do bardzo licznej grupy ludzi. Przyjrzyj się strukturze składających się na niego zdań. Większość z nich opartych jest na schemacie [na ogół] A, ale [niekiedy] ~A lub odwrotnym, dzięki czemu obstawiamy wszystkie możliwości. Opis został bowiem skonstruowany tak, aby informacje w nim zawarte były w największym możliwym stopniu ogólne i odnosiły się do większości ludzi. Niemal każdy z nas potrafi przypomnieć sobie sytuacje, kiedy - pod wpływem czynników zewnętrznych, emocji - zachował się inaczej niż zwykle, więc wszystko się zgadza, mimo, iż stwierdzenia są wewnętrznie sprzeczne. Sądy zawarte w opisie mają także wydźwięk w większości pozytywny, co dodatkowo ułatwia nam identyfikację z nimi.

Podobną demonstrację przeprowadziłem kiedyś na zszokowanych kolegach z klasy, w 1948 na swoich studentach wykonał takie doświadczenie B. R. Forer, któremu efekt horoskopowy zawdzięcza swoją drugą nazwę, efekt Forera (znany też jako efekt Barnuma, od zmyślnego biznesmena zarabiającego na pokazach, częstokroć sfałszowanych, osobliwości; błędnie przypisuje mu się stwierdzenie mamy coś dla każdego).

Forer poprosił swoich studentów o wypełnienie kwestionariusza osobowości, informując, iż na jego podstawie przygotowana zostanie dla nich analiza osobowości. Studenci, otrzymawszy opis siebie mieli za zadanie ocenić jego trafność w skali 0-5. Średnia ich ocen wyniosła 4.26. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że każy z nich otrzymał taki sam opis, w dodatku, przygotowany na podstawie fragmentów horoskopów.

Czynniki decydujące o skuteczności efektu to przekonanie badanego, iż opis przygotowany został specjalnie dla niego (np. po wypełnieniu testu), przeświadczenie o kompetencji autora opisu (efekt autorytetu) i stwierdzenia pozytywne, z którymi identyfikujemy się zawswze i chętnie.

Jeśli równolegle z moim blogiem czytujesz wprawki pisarskie najmłodszych dziennikarzy w redakcji, znane też jako horoskopy lub wierzysz we wpływ jedynie z Ziemi widocznych jako gwiazdozbiory zodiakalne, oddalonych o miliardy kilometrów, kul plazmy na Twoje życie, wiesz już dlaczego wszystko pasuje. Poczytaj któregoś razu pozostałe jedenaście przepowiedni i zobaczy, czy przypadkiem także się nie sprawdzą.

* * *

Jeśli natomiast chodzi o pytania z testu, który *miałeś okazję rozwiązać wczoraj, odpowiedzi nie miały oczywiście żadnego znaczenia, poza zbudowaniem odpowiedniego nastawienia do testu. Pytanie o znak zodiaku było istotne tylko o tyle, że właśnie dotknęliśmy mechanizmu działania horoskopowych opisów osobowości. Pytanie o zwierzę z którym się identyfikujemy, poza tym, że było cokolwiek zgodne z profilem bloga, w połączeniu z jakimś wywiadem mogłoby pewnie coś o nas powiedzieć, lecz nie o to chodziło w tym wypadku. Pozostałe pytania dotyczyły rzeczy powszechnie występujących i wiązały się z techniką zimnego odczytu (ang. cold reading) służącego sztukmistrzom i naciągaczom do "czytania w myślach". Przykładowo, większość z nas bawiła się dzieciństwie przeskakując płytki chodnikowe według określonego wzorca, np. chodząc po nich tak, aby nie dotknąć żadnej krawędzi, dlatego z dużym prawdopodobieństwem sukcesu możemy zasugerować komuś, iż właśnie wyczytaliśmy to z jego myśli. Wypadanie zębów jest jednym z najpopularniejszych snów (cytat dnia: nie chodzi mi o teksty z senników bo to bzdury, chodzi mi o psychoanalizę), co jednak nie potwierdziło się na próbie czytelników wpisu, którzy zdecydowali się wziąć udział w zabawie. Dramaty związane w wodą to część dzieciństwa wielu z nas, część z nas po prostu boi się wody; warto także zwrócić uwagę na ogólnikowość stwierdzenia - do określenia pasuje przeżycie tonięcia, strach przed wodą, brutalne wrzucenie do wody ale także np. szczególnie nieprzyjemne oblanie wodą z okazji poniedziałkowego święta czy zalanie wodą dokumentów rodziców. 

Wiele zależy od "odczytującego", który w odpowiedni sposób naprowadza swoją ofiarę, używając raczej zdań pseudo-oznajmujących i pytań niż stwierdzeń, pozwalając jej tym samym na dopowiedzenie reszty. Wiele wyczytać można ze sposobu ubierania, statusu majątkowego, akcentu, tego co osoba sama o sobie opowiada jak też i przy pomocy asystentów siedzących na widowni. Dużo daje także wiedza o tym, co jest popularne, jak wygląda typowa rodzina z danego kręgu kulturowego i życie statystycznego Kowalskiego/Smitha/Mullera.
Typowe stwierdzenia dla zimnego odczytu to na przykład:
...ktoś z Twoich bliskich zmarł niedawno po ciężkiej chorobie...
...w domu trzymasz pudełko z mnóstwem nieposortowanych fotografii...
...na nodze masz bliznę z dzieciństwa...
...widzę dom, z ogródkiem, rośnie w nim drzewo owocowe, które bardzo lubisz...
...masz pewne problemy z kimś bliskim, z rodziny lub przyjacielem?
...na nodze masz bliznę, po wypadku z dzieciństwa...
więcej o cold reading, film z R. Dawkinsem i D. Brownem, iluzjonistą i sceptykiem

A oto, w ramach ciekawostki, wyniki naszej ankiety:





Do jakiego zwierzęcia porównałbyś siebie samego?

pies (x4), kot (x2), leniwiec (x2), ptak (x2), aaaa, delfin, glista, jeleń, jeżozwierz, kruk, komar, lew, orka, sowa, pantera, Tygrysek, wa, waz


Zainspirował mnie żart przygotowany przez Fallacy Files. Mam nadzieję, że Twój pierwszy kwietnia był udany.

czwartek, 1 kwietnia 2010

znaj siebie

Chciałbym zaprosić się dziś do małej zabawy z praktyczną stroną psychologii. Wypełnienie kwestionariusza zajmie tylko chwilkę a być może powie Ci o sobie coś, czego np. chciałbyś się dowiedzieć. Jak się za chwilę przekonasz, pytania nie dotyczą kwestii osobistych, nie zostaniesz także zapytany o dane osobowe. Zachęcam więc do udzielania szczerych odpowiedzi.

środa, 31 marca 2010

EPOV. A u was biją długowłosych

Zakończyła się tegoroczna, dziesiąta już, edycja ponoć największego w Polsce konwentu fantastyki Pyrkon, w której miałem niebywałą przyjemność uczestniczyć, przede wszystkim w bloku gwiezdno-wojennym, przygotowanym m.in. przy udziale załogi SWFSW. Impreza odbywała się w budynkach szkół zlokalizowanych w nie cieszącej się najlepszą sławą poznańskiej dzielnicy Dębiec (HIC SUND DRACONES), co w oczywisty sposób wiązało się z narażaniem życia i zdrowia uczestników konwentu. I rzeczywiście, co najmniej jednego z nich pobito, bez większego powodu. Najszczersze wyrazy współczucia, Lekt. 

Tak po prostu napadnięto człowieka i spowodowano dość poważne obrażenia jego ciała. Dlaczego, czy przemoc w mediach i brutalne gry komputerowe to sprawiły?


W psychologii znany jest termin "syndromu młodego mężczyzny". To właśnie młode samce gatunku H. sapiens sapiens najchętniej uciekają się do aktów agresji, często z użyciem niebezpiecznych narzędzi, oddają się ryzykownym rozrywkom i poddając swoje możliwości próbie niejednokrotnie ocierają się o śmierć w postaci przydrożnego drzewa czy mijanego samochodu (tak, młodzi kierowcy to zagrożenie i nie można temu zaprzeczyć). To oni najchętniej wszczynają burdy w czasie rytuałów godowych na dyskotekach i w barach, to oni popełniają najwięcej przestępstw i to oni są najbardziej zagrożeni śmiercią.

No tak, ale dlaczego. Otóż mężczyźni ci właśnie wkraczają na rynek matrymonialny - ledwie stają u początku długiej drogi poszukiwania sensu życia do odniesienia sukcesu reprodukcyjnego, a już stawiać muszą czoła starszym mężczyznom, obeznanym w rządzących nim regułach i, co gorsza, posiadającym już najczęściej wyższy status społeczny (a.k.a.: czego pragną kobiety). Podejmowane ryzyko, udział w *sportach ekstremalnych i akty agresji służą zdobywaniu punktów respektu (bo ten, jak wiadomo, jest wszystkim) i poszukiwaniu uznania młodych kobiet. Nie od dziś wiadomo bowiem również, iż mężczyźni skłonni są do większego ryzyka w obecności kobiet atrakcyjnych.

Spójrzcie tylko na moje geny!

Doskonale widać to na przykładzie zachowań *kibiców. W tej sytuacji, podobnie jak u innych małp naczelnych, walka niekoniecznie prowadzić ma do fizycznego wyniszczenia przeciwnika a raczej do skutecznego pokazu siły i zaznaczenia własnej dominacji, na przykład poprzez przepędzanie przeciwników z własnego terytorium, zaznaczenie swojej obecności (kiedyś przez oddanie moczu, dziś przez rezultat postępu kulturowego - wlepki na przystankach i graffiti) na terytorium konkurencji. Wrzaski, pełne wściekłości okrzyki i wyzwiska poniżające przeciwnika są w tej sytuacji odpowiednikiem wrzasków wydawanych np. przez szympansy, czy koczkodany.
Wiele mówi się także, iż potrzeba określenia własnego statusu poprzez ryzykowne zachowania popycha młodych ludzi do wchodzenia w konflikt z prawem i, w połączeniu z silną potrzebą identyfikacji z grupą, tworzenia gangów młodzieżowych. Młodzi mężczyźni ryzykujący życiem są zatem szympansami atakującymi samca alfa w stadzie, by uzyskać dostęp do jego samic.

Ale dlaczego przemoc wobec zwykłych ludzi? Badania pokazują, iż agresja w miejscach publicznych jest bardzo często i silnie skorelowana z biedą, społecznym wykluczeniem, brakiem wykształcenia i w konsekwencji brakiem perspektyw. Ci młodzi mężczyźni nie mają potencjalnym partnerkom niczego do zaoferowania i nie są w stanie wykazać swojej wartości na żadnej innej płaszczyźnie. Ponieważ w tej sytuacji są oni na samym starcie de facto wykluczeni z rywalizacji na rynku matrymonialnym przy użyciu społecznie usankcjonowanych metod, uciekają się do jedynych znanych i dostępnych im środków, w dodatku podpowiadanych im przez ewolucyjnie wbudowane w ich mózgi mechanizmy (przypuszczalnie również wywoływanych przez wzorce kulturowe - przemoc w mediach), żeby uzyskać reputację.

A my stajemy się ich ofiarami.

Co więc robić, by nie mieć do czynienia z ewolucyjnie ukształtowanymi (co oznacza, iż dostatecznie długo takie postępowanie było skuteczne, a zatem wywierało odpowiednie wrażenie na kobietach) mechanizmów dobierania się w pary? To nic odkrywczego - mądrość ewolucyjna mówi nam, iż nie warto kusić losu i pewnych sytuacji najzwyczajniej w świecie unikać, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że prototypowe bodźce wyzwolą stosowne do sytuacji mechanizmy. Chodzi tu o okoliczności wskazujące na możliwość zaistnienia bezpośredniej konfrontacji, jednocześnie bycie dobrym celem (czyli np. ustępowanie konkurentowi na płaszczyźnie fizycznej przy jednoczesnym przewyższaniu pod innym względem - materialnym, statusowym, intelektualnym) i zbiorowiska młodych mężczyzn, którzy po prostu nie są w stanie nie demonstrować sobie wzajemnie swojego statusu przy nadarzających się okazjach. Kolejnym istotnym czynnikiem jest akt naruszania terytorium (ośki czy też dzielni) a także obecność w pobliżu samic tego samego gatunku.


czwartek, 25 marca 2010

tryumf materii nad duchem w maszynie

z badań nad trzecim szympansem:


Kolejny przytyk zadany starożytnemu przesądowi o rozdziale umysłu i ciała. Badania pokazują, iż decyzje, które "podejmujemy" są nierozerwalne związane z właściwościami naszego ciała - nie chodzi już nawet bezpośrednio o niesławne geny a o typową fizjologię. Właściwie nie powinno to nikogo dziwić, mózg jest także narządem i nie działa w oderwaniu od reszty zwierzęcego ciała którym zawiaduje, jak czasami zdajemy się uważać. "Abstrakcyjne myślenie" wykraczające poza czas i przestrzeń, niczym nieskrępowany ludzki duch transcendentny względem ciała przestaje być czymś więcej, niż inspirującą metaforą. Umyka nam w tym wszystkim fakt, iż naszym ciałem nie tylko odbieramy bodźce ze środowiska, odczuwamy emocje i reagujemy odruchowo ale także m y ś l i m y.

Przeprowadzone pod nadzorem Tobiasa Loetschera z University of Melbourne badania nad generowaniem liczb losowych wykazały powiązanie pomiędzy czynnościami abstrakcyjnymi a prozaicznymi ruchami ciała, przynajmniej w wypadku praworęcznych mężczyzn.

12 ochotników poproszono o podawanie losowej sekwencji 40 liczb z zakresu 1-30, do rytmu wystukiwanego przez metronom. Aparatura rejestrowała poziome i pionowe ruchy gałek ocznych biorących udział w eksperymencie. Okazało się, iż śledzenie ruchów gałek ocznych badanych pozwalało przewidzieć, czy następna liczba w sekwencji będzie większa, czy mniejsza od poprzedniej - spoglądanie w-dół-w-lewo zwiastowało na ogół liczbę mniejszą, zaś zerkanie w "prawy górny róg" pozwalało spodziewać się liczby większej od poprzedniej. Siła odchylenia wzroku korelowała zaś z wielkością różnicy.

Jaki to właściwie miałoby mieć związek? Z pomocą przychodzi koncepcja ucieleśnionych metafor G. Lakoffa, języka jako konstruktu składającego się w dużej mierze z kształtujących nasze myślenie metafor (czego wyrazem są zwroty wygrać dyskusję - dyskusja jako wojna lub poddać się uczuciu - miłość jako zniewolenie, itp...), wynikających z postrzegania świata przez pryzmat naszego organizmu. I tak na przykład, wyobrażanie sobie liczb zdaje się wiązać z koncepcją góra-dół i prawo-lewo, być może ze względu na to, iż od dzieciństwa obserwujemy wzrastanie wysokości, wraz z wzrastaniem ilości - poziom cieczy w naczyniu wzrasta wraz ze zwiększaniem się jej ilości, budowanie wież przez dokładanie klocków powoduje wzrost ich wysokości a więcej książek oznacza posuwanie się w prawo na półce. Przypuszczalnie, kierunek "w prawo" wiąże się też z dominacją prawej ręki w życiu większości ludzi. Jak miałoby to być możliwe?
Daniel Casasanto z Instytutu Psycholingwistyki Maxa Plancka (Holandia) przeprowadził badania, w których przyjrzał się wpływowi dominującej ręki na postrzeganie świata. 286 studentów (w tym 40 mańkutów) poproszono o ocenę domniemanych cech osobowości przypisanych generowanym komputerowo nierealnym postaciom (ang. fribbles).

To oczywiste, że ten z prawej jest bardziej szczery! Wszyscy ludzie z trójkątnymi przydatkami są bardziej szczerzy!
Przyjrzenie się dokonywanym ocenom pokazuje, iż podczas dokonywania oceny ulegamy skrzywieniom związanym z dominującą u nas ręką. 210 studentów wykazywało preferencję dla jednej strony - 65% leworęcznych oceniało bardziej pozytywnie cudaki z lewej strony, 54% praworęcznych wyżej oceniało (uprzejmie kłania nam sie "język jako konceptualna metafora" - wyżej to lepiej, niebo jest tam wysoko, piekło, tam na dole) postacie z prawej strony.

Świat zdominowany przez praworęcznych pełen jest zwrotów świadczących o pozytywnym postrzeganiu prawej strony - prawy człowiek, prawo i praca na lewo, dwie lewe ręce... Nie jest to specyfika języka polskiego - podobnie ma się sytuacja w wielu językach czerpiących z łaciny, skąd pochodzi podział sinestra-dexter - zły/lewy i słuszny/prawy, na przykład angielskim, niemieckim czy francuskim.

Casasanato przypuszcza, że umiejscowienie nazwisk kandydatów na listach wyborczych może mieć znaczenie w sytuacji, gdy nie mamy o nich wielu informacji.

Nie inaczej rzecz się ma w religiach, także będących przecież dziełem mózgu człowieka, o czym przeczytasz w "Ateizm na wesoło".

Także o naszych nastrojach mówimy w metaforach przestrzennych. Łapiemy doły i "unosimy się nad ziemią" będąc w doskonałym nastroju. Wznosimy się na wyżyny i obniżamy loty. Kolejny eksperyment, również przeprowadzony przez D. Casasanato, pokazuje, jak duże przełożenie ma takie wertykalne wartościowanie świata na naszą pamięć emocjonalną i tym samym - samopoczucie.

24 studentów poproszono o przenoszenie szklanych kulek z pudełka na wyższej półce (z górnej półki!) do pudełka na niższej, i na odwrót. Jednocześnie, mieli oni opowiadać o wydarzeniach które miały dla nich znaczenie emocjonalne - pozytywne lub negatywne. Choć może to wydawać się niewiarygodne, badani szybciej przywoływali z pamięci wydarzenia o charakterze metaforycznie spójnym z wykonywaną czynnością (Freud śmieje się zza waginy grobu?). W drugiej wersji eksperymentu, studentom zadawano pytania neutralne, jak na przykład "opowiedz o tym, co przydarzyło ci się wczoraj". Podobnie w tym wypadku - badani podnoszący kulki częściej opowiadali o wydarzeniach związanych z pozytywnym afektem i negatywnym, gdy przenosili kulki w dół.



źródło: Mind over matter? How your body does your thinking (New Scientist)

grafiki:
fragment kolekcji fotograficznej Społeczeństwa sieci, Stefan Wojnecki
cudaki - za Uniwersytetem Stanforda, wykorzystano do celów naukowych