środa, 6 lipca 2011

kiedy dzieci są cicho, cierpią na fobie

ResearchBlogging.orgKto z nas nie ma na ciele blizn po zabawach z czasów wczesnej młodości (takiej, kiedy mama psuła zabawę wołając na kolację)? Choć przybywać będzie czytelników, którzy z dzieciństwa wyniosą zespół cieśni nadgarstka i zepsuty wzrok, wielu z nas pamięta jeszcze testowanie granic cierpliwości praw fizyki i wytrzymałości serca opiekunów. Ryzykowne zabawy wydają się być zresztą w dużym stopniu uniwersalne, dzieci wielu kultur bawią się na ogół w podobnej formie. Możliwe, że - choć przyprawiły nas o siniaki, złamania i co najgorsze, urażoną dumę gdy koledzy widzieli nasze upadki - to właśnie wchodzenie po cienkich gałęziach drzew i stawianie huśtawki pionowo do góry uratowały nasze zdrowie psychiczne. Nim jednak dojdziemy do tego dlaczego właściwie tak się stało, trochę wstępu, który sprawi, że całość może okazać się tl;dr. Dla ludzi z niską zdolnością do koncentracji uwagi, właściwa historia zaczyna się od akapitu pod drugim zdjęciem.

Zaburzenia lękowe dotykają wielu dzieci i dorosłych, stanowiąc jeden z najpowszechniejszych typów zaburzeń psychicznych. Oprócz samego lęku składają się na nie między innymi objawy fizyczne, których doświadczanie jeszcze potęguje odczuwanie niepokoju. Obsesyjne myśli towarzyszące lękowi mają często bardzo negatywny wpływ na życie jednostki, poważnie upośledzając jej funkcjonowanie w społeczeństwie i powstrzymując ją przed aktywnym braniem udziału w swoim życiu. Zaburzenia tego typu mogą przyjmować postać zarówno nagłych ataków paniki, jak i fobii czy długotrwale utrzymującego się uczucia silnego niepokoju.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych sposobów rozumienia genezy tych zaburzeń była dwuczynnikowa teoria O. H. Mowrera, zakładająca, że lęki i fobie nabywane są przez ludzie na skutek traumatycznych wydarzeń, na drodze mechanizmów warunkowania - klasycznego, pawłowowskiego - i instrumentalnego (opisanego przez E. Thorndike'a i F. Skinnera). W wypadku pierwszego mechanizmu, w pamięci utrwala się skojarzenie pewnego bodźca z odczuciem lęku, jak w wypadku dźwięku dzwonka i karmienia, z biegiem czasu wywołującego u psa ślinienie nawet wtedy, gdy jedzenia nie ma. Warunkowanie instrumentalne w powstawaniu zaburzeń lękowych polega na tym, że opuszczenie sytuacji wywołującej lęk powoduje ulgę, jest tym samym nagradzające (pożądane), co sprawia, że dana osobę ma tendencję do powtarzania swojego zachowania (kiedy opuszczanie spotkań towarzyskich powoduje redukcję napięcia, staje się skutecznym sposobem rozwiązania problemu).

Model, choć brzmi rozsądnie i w wielu wypadkach z dużym powodzeniem znajduje zastosowanie w terapii behawioralnej, okazał się mieć jednak spore ograniczenia. Po pierwsze, przewiduje, że ludzie przejawiać będą zachowania szczególnie awersyjne wobec przedmiotów sprawiających im ból. Trudno jednak znaleźć ludzi przejawiających fobie wobec otwartych drzwiczek wiszącej nad głową szafki (auć!), taboretów, o które uderzamy małym palcem od nogi (który to palec zdaje się nie mieć żadnej innej funkcji) lub prądu z gniazdka (kogo nigdy nie kopnął prąd?) czy innych obiektów towarzyszących człowiekowi od stosunkowo niedawna. Znacznie popularniejsze okazują się być fobie związane z rzeczami od tysiącleci upośledzającymi nasze dostosowanie, czyli, mówiąc prosto, zagrażającymi naszym przodkom z sawanny - wężami, pająkami, wysokościami czy zamkniętymi przestrzeniami, choć tak naprawdę nieliczni żyjący mieli kiedykolwiek nieprzyjemny kontakt z wyżej wymienionymi. Podobnie jak gryzonie, wydają się one być straszne a priori, najprawdopodobniej dlatego, że rozsądnemu nośnikowi genów opłaca się unikać zagrażających mu obiektów. Jesteśmy tym samym we wrodzony sposób bardziej przygotowani do czynienia ich przedmiotami naszych najgorszych lęków. Z drugiej strony, nie boimy się faktycznie zagrażających nam czynników, takich jak nadmiar soli i cukrów w diecie, seks bez zabezpieczenia, nadmiar kawy czy jazda samochodem. Przypuszczalnie wynika to z niedopasowania naszych umysłów, modelu z czasów plejstocenu, do obecnego środowiska.

Okazuje się także, że w niektórych wypadkach, wcale nie musimy mieć kontaktu z danym obiektem, by wywołał on u nas reakcję lękową. Czasem wystarczy nam opinia innych osób, nazywana fachowo uczeniem zastępczym (vicarious learning). Badania pokazały, że obserwowanie innych osób przerażonych daną rzeczą powoduje wystąpienie reakcji lękowej również u obserwatora (stąd przerażone twarze w horrorach i na ich zwiastunach?). Działa to także w drugą stronę, jak w wypadku obawy przed wysokością hamowanej u niemowląt radosną ekspresją na twarzy mamy. Przypuszczalnie dzięki temu mechanizmowi cała ludzkość nie wyginęła jeszcze za młodu pod kołami samochodów - zamiast doświadczenia potrącenia wystarczy reakcja przerażonego rodzica. Jeśli doczytałeś lub doczytałaś dotąd, napisz proszę w komentarzu wiatrowy przeciwnik. Co ciekawe, dotyczy to także np. młodych rezusów, u których udało się wywołać lęk przed wężami przy pomocy pokazywania reakcji innych małp, podobna sztuka nie udała się jednak w wypadku królika, co wskazuje na to, iż tutaj również w grę wchodzić może wynikająca z ewolucyjnej przeszłości wrodzona gotowość do wyrabiania sobie pewnych lęków.

Co jednak najistotniejsze z punktu widzenia naszych rozważań, liczne badania przeprowadzone na dzieciach pokazują, że zależność pomiędzy bolesnym doświadczeniem a lękiem przed jego źródłem w późniejszym okresie może mieć wręcz odwrotny kierunek! Na przykład dzieci (5-9 lat), które doznały urazów w wyniku upadku z wysokości na ogół nie przejawiały lęku wysokości w dalszym życiu, lub przejawiały go w mniejszym stopniu. Inne badania, przeprowadzone zresztą przez tą samą grupę badaczy, pokazały, że dzieci częściej doświadczające separacji od opiekunów zdradzały mniejszą liczbę symptomów lęku separacyjnego w późniejszym wieku (należy jednak pamiętać, że było to badanie typu korelacyjnego, co oznacza, że jedno nie musi być przyczyną drugiego). Podobne zależności (lub raczej ich brak) znaleziono także dla lęku przed wodą.

Wyłania się stąd bardzo ciekawy obraz. Bolesne doświadczenia wyniesione z ryzykownych zabaw dziecięcych nie tylko nie są źródłem lęków, być może im wręcz zapobiegają, stanowiąc naturalny rozwojowy mechanizm pozwalający na ukształtowanie obrazu świata i swoich możliwości, wolnego od lęków i fobii. Umożliwiają również opanowywanie własnego strachu i radzenie sobie z nim. Przyprawiające opiekunów o ból głowy zabawy są tym samym elementem zdrowego rozwoju, ich brak (lub zakłócenia), jako upośledzenie zwykłego, ukształtowanego ewolucyjnie repertuaru zachowań zwierzęcia zwanego człowiekiem, prowadzić może prawdopodobnie do zaburzeń rozwoju dziecięcej psychiki. Taką koncepcję rozwijają badacze w artykule, który ukazał się najnowszym numerze "Evolutionary Psychology Journal".

Badacze rozwijają ideę zapoczątkowaną przez S. Pinkera, koncepcję modułu umysłowego odpowiadającego za wywoływanie strachu przed występującymi w środowisku zagrożeniami, następnie motywującego do przeprowadzania eksperymentów na sobie i świecie (eksperymentów behawioralnych), czyli po prostu igrania z niebezpieczeństwem, mającego na celu redukcję strachu poprzez zetknięcie z potencjalnym źródłem zagrożenia. Bawią się także inne gatunki zwierząt (przede wszystkim ssaków) i wydaje się, że zabawa, jako czynność dość kosztowna energetycznie, powinna przynosić jakieś korzyści na rzecz dostosowywania, w przeciwnym razie zostałaby najprawdopodobniej wyeliminowana w procesie selekcji naturalnej. Owe korzyści niekoniecznie muszą w bezpośredni sposób dotyczyć dorosłości i przysłowiowego rozmnażania, wydaje się, że realizują bieżące potrzeby dzieciństwa, być może pozwalając na skuteczne funkcjonowanie właśnie w tej części życia (tak, jak przywołujący mamę płacz czy odruch ssania wszystkiego, co znajdzie się w pobliżu ust).

Okazuje się, że takie śmiałe eksperymenty na żywym organizmie i świecie wychodzą naszym pociechom zaskakująco dobrze. Owe ryzykowne zabawy przeprowadzane są częściej na własną rękę niż pod opieką dorosłych, odbywają się z reguły na świeżym powietrzu, obejmują rzeczy, których dziecko wcześniej nie próbowało, momenty w których balansuje na granicy utraty kontroli nad sytuacją, próbując coraz więcej, mocniej i szybciej. Najczęściej zakładają też pokonywanie strachu. Dzieci je uwielbiają i na ogół wychodzą z nich relatywnie bez szwanku. Nawet jeśli do zabawy mają tylko obrotową karuzelę, i tak znajdą sposób, by bawić się nią w sposób ryzykowny (rozpędzając ją do zawrotnej prędkości, stojąc wyłącznie na krawędzi - przykład z autopsji). Nie oznacza to oczywiście, iż ryzykować będą życiem. Zabawy te przeważnie nie są niebezpieczne, dzieciom grożą w ich wyniku najczęściej siniaki, drobne zadrapania, nabite guzy i zwichnięcia. Statystyki z różnych krajów pokazują, że poważne urazy - kończące się kalectwem lub nawet śmiercią - należą do rzadkości. Co ciekawe, okazuje się, że stosunkowo mała grupa dzieci odpowiada za zaskakująco duży odsetek takich obrażeń, najczęściej są to dzieci z zaburzeniami zachowania, takimi jak ADHD.

Dziecięce zabawy okazują się być fascynującym obiektem badań i analiz z ewolucyjnego punktu widzenia. Przykładem mogą być zmiany, jakie zachodzą wraz z wiekiem w dziecięcych przepychankach. Bawi się w nie wiele gatunków ssaków, u ludzi powszechne są w większości kultur, czy to łowców-zbieraczy, agrarnych czy industrialnych. Częściej bawią się w ten sposób chłopcy i inne zwierzęta płci męskiej (prawidłowość ta może skłaniać w stronę ich wrodzonej większej agresywności), w miarę, jak chłopcy zbliżają się do wieku dorastania, akcent w ich szturchańcach przenosi się z poszukiwania ekscytacji na agresję i rywalizację o pozycję w grupie, co wydaje się typowe dla małp naczelnych. Być może uczą się w ten sposób zarządzania swoim statusem społecznym, przynależności, wywierania wpływu na innych czy bronienia własnych interesów.

Choć podobne sposoby postępowania mogą się dziś wydawać mało cywilizowanymi, należy pamiętać, że wywodzą się z czasów, kiedy nasi męscy przodkowie byli członkami raczej jednopłciowych wypraw łowieckich i funkcjonowali w wyraźnych hierarchiach opartych ma sile i statusie. Co ciekawe, porachunkom takim często towarzyszą swego rodzaju kodeksy postępowania, regulujące co wolno, a czego nie wolno (Nie ma kopania!). Możliwe także, że właśnie wtedy chłopcy uczą się regulować swoje agresywne zachowania - braki w tej dziedzinie często wiążą się z zachowaniami aspołecznymi. Istnieją jednocześnie badania wskazujące, że uczestnictwo w zorganizowanych formach takiej zabawy (jak na przykład Judo) korelują z mniejszą agresywnością, lękliwością i niestabilnością emocjonalną. Jeszcze później, kiedy młode samce wkraczają na rynek matrymonialny, na skutek potrzeby imponowania światu, sobie nawzajem ale przede wszystkim potencjalnym partnerkom, ich zachowania ryzykowne osiągają swoje apogeum (*syndrom młodego mężczyzny) i śmiertelność wśród nich wzrasta.

Kolejnym powszechnym wątkiem dziecięcych zabaw całego świata (nie tylko ludzi) jest zabawa z wysokościami - wspinaczka na drzewa, budynki, skalne ściany czy strome zbocza, jak również przemieszczanie się na dół we wszelkie możliwe sposoby. Można przypuszczać, że podobne formy spędzania czasu na świeżym powietrzu od pokoleń służą nam do doskonalenia zdolności motorycznych, sprawności ruchowej ale także pozwalają poznać otoczenie. Jeśli dotarłaś lub dotarłeś aż dotąd, napisz w komentarzu niewidzialny różowy jednorożec. Jak już wyżej wspomniano, nawet doświadczając urazów, dzieci uczą się w ten sposób współpracować z własnym strachem. Igranie z wysokością ma prawdopodobnie znaczenie desensetyzujące (oswajające) i pozwala na opanowanie umiejętności poznawczej restrukturyzacji sytuacji (Na ziemi przeszedłbyś po ścieżce tej szerokości bez trudu).

Nie bez znaczenia są też pewnie samodzielne wyprawy w nieznane, na początek na obszarze własnego podwórka, potem pośród sklepowych półek czy do pobliskiego lasu (w tym ostatnim wypadku, przygotowania mogą trwać nawet i tydzień!). Dzieci doświadczają w takich sytuacjach pewnego niepokoju, ale i ekscytacji, tym samym korzystają z każdej sposobności, by zniknąć opiekunom z oczu. Realizują w ten sposób właściwą większości zwierząt, u człowieka szczególnie obecną, potrzebę eksploracji i poznawania swojego otoczenia. Również w tym wypadku znane są badania wskazujące na różnice międzypłciowe. Wydaje się, że chłopcy w mniejszym stopniu doświadczają lęku separacyjnego, co może być związane z rolą mężczyzn w społeczeństwie łowców-zbieraczy, wyruszających na wyprawy łowieckie i wynikającej z tego konieczności sprawnego poruszania się w terenie. Niezależnie od płci, wyruszające na podbój działu mięsnego dzieci - wiedząc, iż powrót do opiekuna jest możliwy - oswajają się z w ten sposób z nieuchronnym oddzieleniem.

Rysuje się tutaj dość oczywisty, tym niemniej nieco przerażający obraz. Dzieci naszej cywilizacji coraz mniej czasu spędzają na dworze, badając swoje możliwości i doświadczając satysfakcji z odnajdywania ich granic. Mniej mają okazji by doświadczyć rozwojowego aspektu zabawy z elementem ryzyka, przypuszczalnie zabezpieczającej nas przed fobiami w późniejszym okresie. Znacznie więcej dnia poświęcają na siedzenie przed komputerem lub telewizorem. Być może wirtualne światy w których spędzają coraz więcej czasu do pewnego stopnia są w stanie dostarczyć im dostatecznej stymulacji emocjonalnej, która pozwoli im na ukształtowanie odpowiednich mechanizmów i zmniejszenie wrażliwości na źródła strachu. Myślę, że mamy podstawy, by powątpiewać. Z pewnością jednak, coraz bardziej nadopiekuńczy rodzice częściej niż kiedyś ograniczają im swobodę poznawania świata. Zagrożenia których się obawiają, strach przed którymi jest być może podsycany poprzez przekazy medialne (jak w: Tyle się teraz mówi o...), są często znacznie wyolbrzymione a wynikające z nich środki zaradcze mogą być przesadne. Co więcej, obserwowanie reakcji lękowej u opiekunów, w myśl koncepcji uczenia zastępczego, zamiast uspokajać, może wzmacniać u dziecka reakcję lękową. Jeśli badacze mają rację, być może możemy szykować się na wzrost poziomu neurotyzmu u dorastających pokoleń. Jest rozwiązanie. Jak stwierdził swego czasu jeden z moich wykładowców - zamiast mówić dziecku Nie wchodź na drzewo, bo spadniesz, warto czasem powiedzieć mu Tylko uważaj, żebyś nie spadł. Innymi słowy, nie powinniśmy skupiać się na usuwaniu z dziecięcego życia wszystkich elementów ryzyka (niepewności co do rezultatu, nie niebezpieczeństwa), skupiając się na tych, które stanowią dla niego bezpośrednie zagrożenie, zwłaszcza takie, którego nie jest w stanie dostrzec z braku wiedzy o świecie.


grafika:
chłopiec - CC-BY-NC-SAShiv Shankar Menon Palat
Disaster Girl - KnowYourMeme.com
wyprawa ratunkowa w poszukiwaniu piłki - CC-BYLeonid Mamchenkov
skok na rowerze - CC-BY-NC-SACindy Seigle (przycięto)
bawiące się dzieci - CC-BY-NC Tom Woodward

Źródło:
Kennair, L. E., & Sandseter, E. B. (2011). Children’s Risky Play from an Evolutionary Perspective: The Anti-Phobic Effects of Thrilling Experiences Evolutionary Psychology, 9 (2), 257-284
publikacja dostępna w internecie
Mineka S, & Zinbarg R (2006). A contemporary learning theory perspective on the etiology of anxiety disorders: it's not what you thought it was. The American psychologist, 61 (1), 10-26 PMID: 16435973

25 komentarzy:

  1. Rzeczywiście balansuje na granicy tldr, ale jest dość ciekawe, by jej nie przekroczyło.

    OdpowiedzUsuń
  2. niewidzialny różowy jednorożec;p

    Artykuł ten niesamowicie pasuje do mojej dzisiejszej rozmowy z 11-letnią kuzynką. Generalnie dziewczyna nudzi się w wakacje, nie ma co robić, godzinami ślęczy przed kompem -no może od czasu do czasu pojeździ rowerem z rodziną.Byłam ciekawa, czy może sama eksploruje otoczenie wybierając się na samotne wycieczki rowerem, co również skwitowała słowem 'nuda'. Sytuacja zwyczajna, ale właśnie chcąc zachęcić ją do takiego działania,przypomniałam sobie, że moje przygody w jej wieku nie należały do najbezpieczniejszych...trochę przestraszyłam się, że może mieć podobne!Warty odnotowania jest fakt,że jest to dziecko bardzo nerwowe...Tak więc ostatecznie wolę, żeby miała parę siniaków więcej, niż w przyszłości miałoby się to odbić na jej równowadze emocjonalnej

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiatrowy przeciwnik i Niewidzialny różowy jednorożec :P

    Ach, przypomniało mi się dzieciństwo :) Jednak mieszkanie przy lesie (ba, nawet przy puszczy wkarzńskiej ;P) ma swoje zalety - łażenie po drzewach, wycieczki rowerowe wgłąb lasu, robienie pułapek (jak prawdziwy łowcy ;P), wyprawy na "odległy", stary, betonowy i nieczynny basen olimpijski - częściowo zalany przez deszczówkę (i nawet ryby pływały! :P) oraz zabawy w wojnę. Choć te ostatnie były dość ciężkie jak się było tylko w trójkę chłopaków :) Choć może dzięki temu nie było między nami aż tak wielkiej walki o dominacje. To były czasy.
    A co do nowych pokoleń - cóż, mój młodszy brat miał jeszcze szczęści i przynajmniej częściowo doświadczył zabaw na świeżym powietrzu, ale obawiam się o jeszcze młodsze pokolenia. Niestety pewnie o tym jak się to dla nich skończy, przekonamy się niedługo. A w sumie już się przekonujemy patrząc na niektóre głośne wydarzenia w "świecie Zachodu".

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że gdzieś jakiś czas temu widziałem pracę naukową twierdzącą, że statystycznie 'bardzo duży' wzrost w chorobach psychicznych zaszedł w ciągu ostatnich 20 lat w populacji studentów i może być to nowym wiatrowym przeciwnikiem niewidzialnego różowego jednorożca.

    OdpowiedzUsuń
  5. wielu mężczyzn marzy o tym żeby nowa przedłużyć swój niewidzialny różowy jednorożec, polecam: nowa online apteka, w ofercie xanax afobam fbi ufo i apostazja

    OdpowiedzUsuń
  6. jeżeli chodzi o wiatrowy przeciwnik, to niewidzialny różowy jednorożec twierdzi że nie wiadomo jakim cudem przeżyłam dzieciństwo; byłam jednym z tych upiornych dzieci które interesowały się wszystkim, wszędzie właziły (zwłaszcza na "zwyżki") i niczego się nie bały - a teraz się dowiaduję że moje eskapady (które wspominam z rozrzewnieniem i dumą) to było przygotowanie do funkcjonowania w społeczeństwie a nie hodowla fobii i/lub nieuświadomione próby samobójcze? :P
    obecnie większość czasu wolnego spędzam przed kompem, ciekawe czy mi się od tego dostosowanie cofnie...

    OdpowiedzUsuń
  7. wiatrowy przeciwnik niewidzialny różowy jednorożec ale wciąż chyba mówimy o korelacjach, a nie przyczynach i skutkach. Dla mnie wygląda to trochę tak, jakby dzieci śmiałe mimo urazów nie traciły śmiałości, a dzieci lękowe unikały urazów, a jeśli te się pojawiały, to wzmagały lęki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anon: Myślę, że mogą się jej przydać także rówieśnicy ;-).

    Hal: Piszesz niemal o moim dzieciństwie, choć zamiast lasu były raczej rozległe łąki a zamiast basenu olimpijskiego nie było nic. Hm, w sumie to niewiele się zgadza, tym bardziej, że o ile dobrze pamiętam, i tak najbardziej uwielbiałem książki, kopanie bunkrów i hodowlę owadów :D. Ale fakt jest taki, że również urządzałem wyprawy w różne miejsca i bawiłem się w wojnę z sąsiadami.

    mkawalec: Może tak, ale z drugiej strony chodziło najprawdopodobniej o wzrost diagnoz (bo skąd indziej można wziąć podobne dane), a to wynikać może np. ze zmiany kryteriów diagnostycznych, z większej wykrywalności wynikającej ze zwiększonej świadomości społecznej (vide pewnie "epidemia autyzmu") czy mody na diagnozowanie jakiegoś zaburzenia.
    Polecam np. http://neuroskeptic.blogspot.com/2009/05/questioning-one-in-four-part-1.html

    Sabo: Ach, piękne. Chyba nawet znam kogoś, kto to widział. Także: http://5z8.info/heroin-od.avi_q9m4gw_how2pipebomb. I wreszcie, gdybyś również szukał czegoś na porost: http://5z8.info/nazi_d4c0ga_gain-inches.

    Aya: Do życia w społeczeństwie i świecie jako takim. Oczywiście nie mogę stąd wykluczyć nieuświadomionych tendencji autodestrukcyjnych, ale stawiam raczej na dobrą zabawę i troskę o dalszy rozwój ;-). Zwyżki, takie w lesie? Blisko lasu fizycznie czy poprzez zawód któregoś z rodziców?

    czereśnia: Masz rację, potrzeba tu innych odniesień (bo o kontrolowane eksperymenty trudno). Autorzy wskazują jednak na szczególnie wysoką skuteczność terapii poznawczo-behawioralnej w leczeniu zaburzeń lękowych - terapeutyczny aspekt konfrontacji ze źródłem lęku w kontrolowanej sytuacji i doświadczenia kompetencji w jego opanowywaniu. Terapia owa spełnia więc "wymogi" jakie stawiają wobec rozwojowej ryzykownej zabawy - uzupełniając być może to, czego nie udało się zrobić wcześniej.

    Bardzo wdzięczny jestem za wszystkie niewidzialne różowe jednorożce i wszystkich wiatrowych przeciwników (nie wyobrażacie sobie, jaką radość mi sprawiły). Popełniając powyższego kolosa miałem wątpliwości odnośnie sensowności produkowania takiej obfitości tekstu, pozwoliłem sobie zatem mniej lub bardziej empirycznie zweryfikować czy nie zaburza odbioru przekazu i czy komukolwiek chce się czytać. Najwyraźniej tak, co bardzo cieszy. Postaram się nie przesadzać!

    OdpowiedzUsuń
  9. "zwyżki": no ja to w dzieciństwie miałam full wypas. wychowywałam się na warszawskim Żeraniu, więc do dyspozycji były budowane bloki przy Kowalczyka, a nieco później także Tarchomin, lasek, drzewa u dziadków na podwórku, szopy które miały dachy a niektóre także stryszki, całe mnóstwo płotów i skarb bezcenny: rury ciągnące się od EC Żerań do Polfy po których można było biec i biec... jak już wspomniałam upiorne dziecko bez instynktu samozachowawczego, w dodatku zdecydowanie zbyt mobilne :P
    ale najstraszniejsze lanie, takie co je pamiętam po ponad 30 latach to wcale nie było za zwyżki tylko kiedy mnie złapali na skakaniu z mielizny na mieliznę. na Wiśle...

    OdpowiedzUsuń
  10. Większa świadomość czy moda na diagnozowanie określonych schorzeń niewątpliwie mają wpływ na wrażenie, iż w ostatnich latach nasza cywilizacja jest podatna na zaburzenia psychiczne.

    Lecz to jest immanentny problem medyczno-psychologicznej diagnostyki. Lepiej wykrywać ludzi przejawiających najmniejsze symptomy czy postawić granicę dalej, tam gdzie jest się pewnym, iż ktoś ma poważne problemy (a jednocześnie ignorując mniejsze schorzenia).

    Ostatnio czytałem o badaniu, na niemieckich studentach, z dość przerażającym wynikami, mianowicie u około 1/3 studentek zdiagnozowano jakieś zaburzenia psychiczne (u mężczyzn było to "tylko" 13%). Wzrasta korzystanie z antydepresantów (w porównaniu do 2006 wzrost liczby takich studentów o 40%!). I to w państwie, które charakteryzuje się raczej przyjaźniejszym systemem edukacji niż Polska. [Liczby mogą być w rzeczywistości odrobinkę mniejsze, bo część studentów bierze recepty, by dostać jakieś zwolnienie, a leków w zasadzie nie spożywa]

    Błogosławiona nieświadomość? Może to efekt jakiegoś "primingu", permanentnego bombardowania idealnymi figurami w mediach albo bardzo powierzchownego przedstawiania problemów (vide "burnout") - ludzie nakręcają się w ramach błędnej autodiagnostyki i samospełniającej się przepowiedni.

    OdpowiedzUsuń
  11. @antydepresanty (niby głośno o tym od jakiegoś czasu, ale): http://www.scientificamerican.com/blog/post.cfm?id=are-antidepressants-just-placebos-w-2011-07-12

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiatrowy, różowy przeciwnik niewidzialnego jednorożca.

    Podejrzewam, że prawdziwy medialny dym w sprawie antydepresantów dopiero nas czeka, bo o ile wiem, na chwilę obecną nie da się jednoznacznie potwierdzić skuteczności tego typu leków - nawet hormonalnych. A muszę przyznać, że od dłuższego czasu moje intuicje zbiegają się z ustaleniami pana Horgana z ww. artykułu...

    A sam tekst o fobiach - jak zwykle - zacny. W wolnej chwili puszczę w świat.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest i Misiek :).

    No cóż. Badania wskazują na ich skuteczność jako niewiele wyższą od placebo, a i tak duży jest w ich wypadku tzw. publication bias (czyli wyniki nie potwierdzające hipotezy nie trafiają do publikacji). Trudno oczekiwać więcej. Zresztą, powtarzam artykuł. Tyle, że to ogółem ciekawa sprawa, bo kojarzy mi się informacja, że podobnie miała się sprawa np. z niektórymi syropami na kaszel ale także, co najciekawsze i o czym również wspomina się w artykule... z psychoterapią, która jak się okazuje nierzadko ma podobne skutki jak brak psychoterapii - prawdopodobnie jej sukcesy można wytłumaczyć raczej obecnością w niej pewnej specyficznej formy relacji z drugim człowiekiem, dzięki której klient otrzymuje po prostu wsparcie emocjonalne, niż skutecznością jakichś technik.

    Miło słyszeć wyrazy uznania z Twojej strony!

    OdpowiedzUsuń
  14. wiatrowy przeciwnik ? chyba nie chodzi o farmy wiatrowe ? jesli tak to ja jestem jak najbardziej za, a artykul przeczytany caly

    chyba to jednak absurd ze swiaty wirtualne "są w stanie dostarczyć im dostatecznej stymulacji emocjonalnej, która pozwoli im na ukształtowanie odpowiednich mechanizmów i zmniejszenie wrażliwości na źródła strachu." - przed komputerem z zalozenia jest bezpiecznie, nic nie wyjdzie i nas nie zje, a gdy tak stoimy przy slizgawce czekajac na swoja kolej lub staramy sie wydlubac z kolana jak najwiecej zwiru, wytrzec krew liścmi i wyprostowac kierownice rowerku zeby mama myslala ze jezdzilo sie tylko naokolo osiedla, to są prawdziwe emocje ! (;

    OdpowiedzUsuń
  15. Prawdziwe są te emocje, których doświadcza nasz mózg. Czyli także te wirtualne. Być może są one mniej intensywne, ale przyznam szczerze, że nie znam się na tym. Jeden z pomysłów na wyjaśnienie tego, dlaczego ludzie tak uwielbiają snucie opowieści jest traktowanie ich jako swoistego treningu emocjonalnego i społecznego.

    Trudno jest mi zgodzić się ze twierdzeniem, że przed komputerem jest bezpiecznie, biorąc pod uwagę to, z jakimi emocjami miałem do czynienia pocinając w FPSy czy cRPGi ;-).

    OdpowiedzUsuń
  16. Michał, powiem w takim razie tak: co kto lubi. A na wlasnym przykladzie stwierdzam ze emocje ktore maja jakis zwiazek z innymi ludzmi - wspolodczuwanie z dziecmi ktore tez chca sie poslizgac albo niepewnosc 'co powie mama' - odczuwalam i teraz odczuwam silniej i głębiej niz te przed komputerem czy czytając ksiazki, mysle ze dlatego ze w kazdej chwili nad nimi panuję, moge zawsze nacisnac Escape i isc zrobic sobie herbate, wlasciwie jest przewidywalne to co sie zaraz moze wydarzyc - to musi miec wplyw na 'przezywanie', poza tym przed komputerem potencjalnie narazona jest 'tylko' nasza psychika, a na zewnatrz swiatów wirtualnych rowniez nasza fizycznosc, porownalabym to z implantami a naturalną strukturą ciała

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmmm, oczywiście nie można wykluczyć, iż masz rację, ale...
    przykładowo w badaniach nad agresją związaną z konsumpcją nowych mediów (tv, gry itd) pokazano, że niektóre osoby baaaaaaaardzo się wczuwają i właśnie jeżeli u kogokolwiek można by prognozować agresję w życiu codziennym to właśnie u tych osób. Niektórzy więc potrafią wcisnąć "escape", inni nie. Jak wygląda podział procentowy społeczeństwa i co wpływa na to (zdolność do samoregulacji?) nie wiem(y).


    Implanty a naturalna struktura ciała? Możesz to dodatkowo objaśnić? Implanty mogą przecież interagować z "naturalną strukturą ciała" i potencjalnie mogą generować nawet intensywniejsze wrażenia (vide Kevin Warwick).

    OdpowiedzUsuń
  18. Łukasz, mialam na mysli sztuczne i prawdziwe piersi, no ale co kto lubi;
    moze jeszcze taki przyklad: moze jestem staroswiecka ale zawsze bede uwazac ze kochnie sie 'na zywo' bedzie wiecej warte niz wirtualny sex;

    tak sie teraz zastanawiam - mam wrazenie ze mowimy tutaj o bardzo powierzchownych emocjach, takich ktore poruszą nas na chwile (jak zdobycie kolejnego poziomu w grze), spocimy sie, rece beda nam sie trzesły, ale zaraz to minie, a jesli wyjdziemy np. wieczorem do lokalu, spodoba nam sie ktos, podejdziemy, zaczniemy rozmowe, umowimy sie.. satysfakcja jest ? jest. i tu i tu. pytanie brzmi wiec: czym roznią sie w takim razie te emocje pozornie tak podobne.

    co jeszcze: po przeczytaniu "Hannibala" T. Harris'a moj swiatopogląd wywrocil sie do gory nogami na jakis czas (to byla dla mnie szokujaca ksiazka), ale - gdy poznajemy nową osobę, w ktorej sie zakochujemy bądź z miejsca zaczynamy nie lubic, to mimo wszystko wiecej poziomow naszego jestestwa jest poruszanych, dlatego uwazam ze takie emocje są głebsze i bardziej dlugotrwale.

    tak wiec wracajac do slizgawki i krwi na kolanie - pamietam do dzis te wrazenia, to sciskanie w brzuchu, a przejscie pierwszy raz no np. Need For Speed'a ? no było super, siedzialam do rana ale.. to bylo jednak doznanie na plytszym poziomie duchowym i intelektualnym

    to wszystko zalezy chyba m.in. od wrazliwosci, wnikliwosci, zainteresowania otaczajacym nas swiatem i checią zrozumienia go, egocentrycznosci..

    Michał, napisales ze "Prawdziwe są te emocje, których doświadcza nasz mózg" - a serce ? jak to jest - mózgiem doswiadczamy emocji a sercem uczuc ? to brzmi dla mnie wlasnie jakos zbyt płytko i jednowymiarowo..

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ nie będę zarzucać tobie staroświeckości, masz prawo do własnego zdania, osobiście mogę w tej sprawie myśleć podobnie.

    Masz rację, co kto lubi. Mózg można "zmusić" (np. za pomocą wspomnianych implantów) do tego, by sztuczne piersi bardziej go pobudzały niż rzeczywiste, bądź by pobudzały go tak samo.

    Powierzchowność emocji to również kwestia subiektywna, w zależności od tego jaką wagę przypisujemy poszczególnym czynnikom i oczywiście faktorów fizjologicznych. Dla osób aseksualnych bardziej pobudzające może być żucie gumy, niż miłość.

    Nie chcę absolutnie spłycać twoich doznań duchowych/mentalnych, lecz tylko wskazać, iż czasami warto odstawić swoje odczucia na bok, by zobaczyć, że inne osoby funkcjonują inaczej. Błędem jest wychodzenie z założenia, że każdy na moim miejscu zrobiłby/myślałby/czułby to samo.

    Tak, stany afektywne są siłą rzeczy bardziej poruszające, ale i tutaj można się przywiązać w zasadzie do wszystkiego; fetyszyzm, koprofilia etc. Gry tak samo mogą być dla kogoś wysoko w hierarchii życiowej i będą wywoływać intensywne emocje. A to, czy granie w NFS jest płytszym doznaniem to już wyłącznie kwestia opinii, bo obiektywnie czy intersubiektywnie nie da się tego zmierzyć. Takie wartościowanie będzie zawsze najeżone naszymi własnymi przekonaniami.

    Odnośnie "to wszystko zależy": nie ma czegoś takiego jak brak wrażliwości czy super-wrażliwość, istnieją różne kwalitatywnie rodzaje wrażliwości i w zależności od definicji można lepiej lub gorzej do niej pasować. Jeśli ustalimy intersubiektywnie jakieś kryteria to co najwyżej ktoś może być bardziej/mniej wrażliwy. Abstrahując już od tego czego ma dotyczyć ten nasz konstrukt wrażliwości...Wrażliwości na światło? Płacz dziecka? Atrakcyjność osób?

    Sercem nie doświadczamy bezpośrednio uczuć. To tylko jeden z fizjologicznych wskaźników. Przykładowo: Boję się --> szybsze bicie serca. Ale integracja wszystkich wskaźników, ogólne pobudzenie wszystko to zachodzi w mózgu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Łukasz, "Błędem jest wychodzenie z założenia, że każdy na moim miejscu zrobiłby/myślałby/czułby to samo." - jasne.. zastanawiam sie tylko skad brac wyznaczniki "normalnych" reakcji na to czy tamto, przyszedl mi na mysl zapis w naszej Konstytucji:

    "W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie, my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł (...)"
    - na podstawie tego co mowisz, mam wrazenie ze dla osob niewierzeacych nie ma zadnych wyznacznikow "prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna" tylko.. wolna amerykanka.

    przychodzi mi na mysl rowniez zagadnienie "psychopatii", są to ludzie o bezsprzecznie splyconej zdolnosco odczuwania, uczucia wyzsze są im nieznane.


    interesujaco bylo pokonwersowac

    OdpowiedzUsuń
  21. "na podstawie tego co mowisz, mam wrazenie ze dla osob niewierzeacych nie ma zadnych wyznacznikow "prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna" tylko.. wolna amerykanka."

    Ulala, toć to jeden z największych myślowych błędów popełnianych przez religijne osoby. Owszem, możliwy jest scenariusz "Boga nie ma - wszystko wolno", ale czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić, iż osoby niezwiązane z żadną religią mają jednak jakieś systemy wartości? Można mieć jakieś wyznaczniki, kryteria, przekonania i bez wychwalania Absolutu.

    Psychopata: Odczuwanie przyjemności jest uczuciem niższym? Bo to takie jednostki odczuwać mogą. Czego natomiast nie potrafią robić to wczuwać się w inne osoby. "Uczucia wyższe" są im znane, poza wspomnianym wyobrażeniem siebie na miejscu innej osoby - tutaj nie odczuwają takiej intensywności jak przeciętny reprezentant społeczeństwa.

    Jeszcze malutka uwaga odnośnie konstytucji. Naprawdę myślisz, że każda konstytucja na świecie (nawet w Europie) odwołuje się do tych "uniwersalnych wartości"? ;)
    Jeżeli nie, to o czym to świadczy? Czyżby nie były to wcale takie uniwersalne wartości?

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie, nie uwazam ze [wszystkie] osoby niezwiązane z żadną religią nie mają systemow wartości. napisalam ze na podstawie tego co mowisz mam takie wrazenie. Chwile wczesniej pytalam skad brac wyznaczniki skoro, jak piszesz: "czasami warto odstawić swoje odczucia na bok, by zobaczyć, że inne osoby funkcjonują inaczej" - a wiec pytam jak funkcjonują, co jest jednoznaczne z tym ze zdaje sobie sprawe ze czyms musza kierowc sie w zyciu, liczylam na podanie przykladów

    rozmawiam na co dzień z roznymi ludzmi o zyciu i ich zapatrywaniach i przerazajace jest to ze wielu z nich nie zastanawia sie nad tym w jaki sposb postepuja, wiec nawet nie ma tu mowy o systemach wartosci, a gdy niedawno jedna osoba przedstawila mi swoja filozofie to moje pierwsze skojarzenie bylo takie, jakbym rozmawiala z hitlerowcem - wszyscy z mojego otoczenia uwazaja ze robienie mydla i abazurów na lampy z 'ludzi' to wykazywanie sie oszczednoscia i praktycznoscia ? (bo po co palić cały "materiał") to znaczy ze to musi byc ok., w takim razie ja tez bede tak robił, ludzie kiedys tak mysleli i wielu mysli tak do dzis

    dlatego bardzo starannie i ostroznie dobieram sobie znajomych (:

    OdpowiedzUsuń
  23. c.d.

    mowiac "uczucia wyzsze" w odniesieniu do psychopatii mam na mysli wczuwanie sie w polozenie innych osob, wspolodczuwanie, zdolnosc kierowania sie rowniez dobrem innych a nie tylko swoim. Psychopatyczne jednostki nie sa zdolne do uczuc wyzszych a wiec np. milosci, empatii, bo sa to osobowosci narcystyczne, egoistycze, egocentryczne, skupione wylacznie na sobie i swoich korzysciach a nie na otoczeniu, otoczenie to dla nich potencjalne zagrozenie lub źrodlo przyjemnosci, a skoro jestesmy przy slowie "przyjemnosc" to chyba za duzo powiedziane w przypadku takich ludzi, "satysfakcja" byloby bardziej odpowiednie. Mogą mowic ze np. kochaja ale tego nie CZUJĄ, mowią tak po to by zrobic okreslone wrazenie i dzieki temu w takim czy innym sensie podniesc swoj status w swoich lub innych oczach

    co do konstytucji to w Europie tylko Włochy i Francja nie maja w swojej preambule takiego odniesienia, nawet Holandia ma (: to Europa ma korzenie w chrzescijanstwie, reszta świata tutaj nie ma nic do rzeczy (np. Rosja to Szamanizm, Japonia - Samuraje)

    w kazdym razie sam zapis swoja drogą, a w praktyce jak nietrudno zauwazyc wyglada to zupelnie inaczej

    i jeszcze jedno, jestem zaskoczona sugestią ze chociazby sprawiedliwosc nie jest uniwersalna wartoscia - nie wiem czy kazdy kraj ma sądy ale na pewno kazdy czlowiek sie jej domaga, poza tym kazdy prawidlowo uksztaltowany spolecznie czlowiek potrzebuje poczucia bezpieczenstwa ktore daje m. in. prawda

    OdpowiedzUsuń
  24. "a wiec pytam jak funkcjonują, co jest jednoznaczne z tym ze zdaje sobie sprawe ze czyms musza kierowc sie w zyciu, liczylam na podanie przykladów"

    Nie jest niestety jednoznaczne, bo nie siedzę w twojej głowie. Zabrakło doprecyzowania, lecz nie zamierzam czepiać się takich rzeczy. Sam zresztą popełniłem błąd, gdyż pozostawiłem otwartą możliwość, że np. wspomniani hitlerowcy nie mieli/mają żadnego systemu wartości. Otóż mają, po prostu znacząco różni się od twojego czy mojego.

    "wszyscy z mojego otoczenia uwazaja ze robienie mydla i abazurów na lampy z 'ludzi' to wykazywanie sie oszczednoscia i praktycznoscia "
    Nie wiem ile masz lat, ale jeżeli faktycznie obracasz się (przymusowo?) w takim towarzystwie to szczerze współczuję.

    Psychopaci: Z generalizowaniem, iż wszyscy psychopaci są narcyzami, egoistami itd. to bym jednak uważał. Miłość/afekt mogą odczuwać jak najbardziej, zresztą jako poboczne kryterium diagnostyczne stosuje się takie cechy jak promiskuizm lub zawieranie wielu krótkotrwałych związków. Doskonale wiesz, że miłość nie musi być długotrwała, więc mówiąc bezpośrednio i być może brutalnie: twoja teza o niemożliwości odczuwania przez nich "uczuć wyższych" jest nietrafiona (poza wspomnianym wyjątkiem - wczuwanie się w innych).

    Przyjemność zastąpić satysfakcją? Nie ma sprawy, tylko zadam jedno pytanie: Masz jakiś powód?
    Mam wrażenie, że - co zrozumiałe - chcesz tak bardzo podkreślić swoją inność względem psychopatów, iż odbierasz im prawo do czucia tego, co ty. Na siłę szukasz dla nich innych nazw emocji i uczuć.

    "co do konstytucji to w Europie tylko Włochy i Francja nie maja w swojej preambule takiego odniesienia"
    Dziękuję, sama wiesz co to oznacza.

    i brawo: "to Europa ma korzenie w chrzescijanstwie, reszta świata tutaj nie ma nic do rzeczy"
    zaczynasz dostrzegać, że wartości wcale nie są absolutne.

    Sprawiedliwość: "nie wiem czy kazdy kraj ma sądy ale na pewno kazdy czlowiek sie jej domaga"
    a to wyciągasz z...? Ja tak robię/myślę/czuję?

    "poza tym kazdy prawidlowo uksztaltowany spolecznie czlowiek potrzebuje poczucia bezpieczenstwa" Prawidłowo ukształtowany według kogo? Afrykańczyków, Azjatów, Arabów, Watykanu a może według ciebie? Czyja prawda?

    OdpowiedzUsuń
  25. @Kobieta

    Co do powierzchownych i głębokich emocji : jak zauważył Łukasz, każdy z nas "odczuwa" inaczej - tzn. może reagować na różne bodźce z inną intensywnością. Bo co rozumiesz przez "głębokie" a "pozorne" ? Są książki/gry/seriale, które poruszają mnie dogłębnie. Nazywam to "opowieścią" i powiem szczerze, że odpowiednia opowieść może być dla mnie równie głęboka jak wyjście z domu i poznanie kogoś nowego. Ostatnio czytałem po raz drugi pewną trylogię książkową, którą czytałem dobrych 8-9 lat temu. Już wtedy wywołała we mnie spore emocje i zainspirowała, a możę nawet zmieniła moje życie. Czytając ją po raz drugi z zaskoczeniem stwierdziłem, że po raz drugi znalazłem się pod jej czarem i znów przez dłuższy czas po lekturze żyłem tą opowieścią. A i jest taka opowieść, która mi towarzyszy już przez wiele lat i moja miłość do niej nie słabnie. Wiem, również, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, bo znam szereg osób, które mają podobne (a i nie raz wręcz identyczne) podejście. Emocje są siłą rzeczy kwestią wewnętrzną, zatem nie widzę powodu dla którego bodźce zewnętrzne miałaby być w jakiś sposób "lepsze" od "bodźców umysłowych."

    Co do "wartości absolutnych" to też jest to dość relatywny temat. Bo czym naprawdę są absolutne wartości i czy w ogóle można o nich mówić jako o "absolutnych"? Wielu wiąże te pojęcie z bogiem czy religią, a ich źródła doszukuje się m.in. w świętych księgach (biblia, koran). Weźmy takie wartości, których ciężko jest się w tych księgach doszukiwać - np. równouprawnienie czy odpowiednie (czyt. humanitarne) traktowanie zwierząt. Są to wartości uznawane za zupełnie podstawowe w naszym, zachodnioeuropejskim kręgu cywilizacyjnym. Jak powstały? W dużym skrócie w drodze politycznych, filozoficznych i racjonalnych dyskusji. Sami zdecydowaliśmy, że są to rzeczy dla nas ważne i dlatego traktujemy je jako podstawowe. Czyli w sposób właściwie całkowicie świecki. Tymczasem wartości absolutne pochodzące ze świętych ksiąg są tak naprawdę wybrane z całej grupy wartości, które w żadnym stopniu nie przystają do naszych czasów. Pochodzą z wyselekcjonowanych wersów, z pominięciem całej reszty tych "niefajnych", uznawanych obecnie przez wyznawców za "niewłaściwe". Tłumaczone jest to tym, że były odpowiednie dla czasów, w których powstały. Ale moment...czy w takim razie nie dochodzimy do tego w ten sam sposób co ludzie świeccy?
    Już nie mówiąc o ludziach wyznających "wartości absolutne" z których wynika obowiązek zabijania niewiernych, kamieniownia ludzi łamiących nakazy religijne itd. To ja już chyba wolę wartości pochodzące z racjonalnych dyskusji ;)

    A co do sprawiedliwości jako wartości uniwersalnej - mogę Cie zapewnić, że jest to wartość mocno względna. Bowiem możesz ją rozumieć na wiele sposobów. Chcesz ją rozumieć jako "poczucie sprawiedliwości wśród społeczeństwa" - to wtedy sprawiedliwość tej kary zależy od tego co myśli i uważa za słuszne społeczeństwo. Jeśli uważa one, że sprawiedliwą karą za cudzołóstwo jest ukamienowanie - to jest to sprawiedliwa kara. Jeśli rozumiesz to jako "sprawiedliwość indywidualną", czyli poczucie sprawiedliwości u ofiary to dochodzimy tak naprawdę do pojęcia zemsty, a zatem "oko za oko" itd. A może należy rozumieć sprawiedliwość jako przywrócenie równowagi - a zatem naprawienie szkód, które poniosła ofiara i pozbawienie sprawcy uzyskanych korzyści. A może uznamy, że sprawiedliwą jest kara spełniająca funkcje resocjalizacyjną...a może prewencyjną? Można to ciągnąć w nieskończoność :)

    OdpowiedzUsuń

A co Ty o tym sądzisz?
Autor docenia komentarze podpisane. Jeśli nie posiadasz konta Google, najwygodniej będzie Ci użyć opcji Nazwa/adres URL, przy czym tego drugiego nie musisz wpisywać.