sobota, 9 kwietnia 2011

mit inteligencji wielorakich

ResearchBlogging.orgTeoria inteligencji wielorakich Howarda Gardnera wydawała się być cudownym odkryciem mogącym zrewolucjonizować sposób myślenia o zdolnościach intelektualnych człowieka, tym samym podejście do edukacji. W miejsce jednowymiarowej inteligencji ogólnej, którą przedstawia się jako wysoką lub niską, Garnder zaproponował zespół odrębnych umiejętności, wzajemnie niezależnych i dających każdemu szanse na potencjalne mocne strony. Koncepcję tę wciąż promuje się jako element nowoczesnego nauczania, skłaniając nauczycieli do uwzględniania ich w indywidualnym podejściu do uczniów. Problem polega na tym, że nie ma przekonujących dowodów na jej prawdziwość.

Proponowany przez Gardnera model obejmuje (jak dotąd) osiem w założeniu odrębnych kompetencji, dotychczas błędnie jakoby wrzucanych do jednakowej szufladki inteligencji ogólnej. Jako mylny traktuje on założenie, iż dziecko dobre w zadaniach matematycznych jest ogólnie inteligentne, zamiast tego sugerując, iż jest po prostu inteligentne matematycznie. Zwolennicy koncepcji IW mówią o inteligencjach: lingwistycznej, matematyczno-logicznej, wizualno-przestrzennej, muzycznej, kinestetycznej, intrapersonalnej, interpersonalnej i przyrodniczej. Proponowano również inteligencję egzystencjalną, reprezentującą zdolność do rozważania najgłębszych kwestii, poza informacjami zmysłowymi.

Każdy człowiek dysponuje w tym ujęciu indywidualnym i niepowtarzalnym poziomem rozwoju poszczególnych rodzajów inteligencji, których wypadkowa tworzy to, co powszechnie uważa się za jednorodną inteligencję. Nie ma więc ludzi mało inteligentnych i każdy jest mądry na swój własny sposób. Zakłada się, że można zmierzyć poziomy poszczególnych inteligencji dzięki samodzielnej odpowiedzi na pytania o poziom rozwinięcia i upodobania korespondujących z nimi aktywności - udzielanie odpowiedzi świadczących o dobrym rozwoju ruchowym (i przyjemności czerpanej z aktywności fizycznej) przekłada się bowiem na wysoki wynik w inteligencji kinestetycznej (przykładowy test, na dole strony). Innymi słowy, zdolność do skutecznego używania swojego ciała oznacza zdolność do skutecznego używania własnego ciała (inteligencję kinestetyczna).

Koncepcja rozpowszechniana jest w licznych publikacjach dotyczących edukacji i niektórych szkołach. Sęk w tym, że nie ma dla niej empirycznego uzasadnienia. Na stronie przedsiębiorstwa zajmującego się badaniami i konsultowaniem praktycznego wdrażania inteligencji wielorakich znaleźć można informacje raczej o tym drugim, sekcja Research nie odsyła do żadnych badań w recenzowanych czasopismach naukowych. I słusznie, gdyż przeglądy literatury wskazują, iż trudno byłoby takowe znaleźć.

H. Gardner twierdzi, iż swój zestaw zdolności (jak sam twierdzi, określenia inteligencje użył jednak celowo, by zyskać większe zainteresowanie) wybrał na podstawie pewnych kryteriów, takich jak wyizolowane uszkodzenia mózgu upośledzające daną zdolność, ewolucyjna historia danej umiejętności, wyróżnialny zakres działania, osobny rozwój danej umiejętności w czasie życia, znane przypadki geniuszy (w tym sawantów, wybitnie uzdolnionych osób upośledzonych pod innym względami) w danej dziedzinie. Przyznaje się jednak do tego, że w pewnych wypadkach wyboru dokonał arbitralnie.

Niestety, nie istnieją odkrycia neuronaukowców potwierdzające istnienie mózgowych mechanizmów odpowiadających za domniemane wielorakie inteligencje. Dziedziny naszego funkcjonowania takie jak muzyka, funkcje motoryczne, emocje czy język, niejednokrotnie korzystają z tych samych obszarów mózgu, rozbiegając się z założeniami Gardnera. Coraz powszechniej obowiązująca modułowa teoria funkcjonowania mózgu, zakładająca istnienie wysoko wyspecjalizowanych modułów odpowiadających za poszczególne zadania  wynikające ze specyfiki środowiska (rozpoznawanie twarzy, ocena naszego statusu społecznego przez zliczanie spojrzeń innych ludzi, teoria umysłu...), również stoi w sprzeczności z koncepcjami IW, zakładającymi istnienie szerokich zakresów działalności poszczególnych zdolności (Waterhouse, 2006).

Badania pokazują także wyraźnie, iż każda z inteligencji proponowanych przez Gardnera zawiera "domieszkę" czynnika g (inteligencji ogólnej, dzielonej niekiedy na inteligencję płynną - wrodzoną wydajność naszego mózgu - i skrystalizowaną - inteligencję nabytą w procesie edukacji), który to miał zostać zastąpiony przez poszczególne inteligencje modelu IW. Innymi słowy, wyniki w testach mierzących jakoby odrębne zdolności można wyjaśnić biorąc pod uwagę ogólny poziom zdolności danej osoby (Visser, 2006; Visser 2006).

Choć koncepcja inteligencji wielorakich niezmiennie kusi swoją egalitarnością i zgadza się ze zdroworozsądkowym poczuciem, iż ludzie uzdolnieni są w różnych dziedzinach, w świetle wyników badań potwierdzających udział inteligencji ogólnej w sukcesie nie tylko zawodowym, trudno zaprzeczyć istnieniu czynnika określającego ogólne zdolności intelektualne. Wbrew szumnym twierdzeniom, trudno także o rzetelne badania empiryczne potwierdzające słuszność koncepcji i skuteczność jej praktycznego zastosowania w klasach (Klein, 1998). Tym niemniej, wciąż niewzruszenie pozostaje ona częścią poppsychologii i nie tylko. Mnie samemu, młodym uczniem będąc, zdarzyło się przejść test inteligencji wielorakiej w ramach doradztwa zawodowego.


grafika: Robert Fludd, w domenie publicznej

Źródło:
VISSER, B., ASHTON, M., & VERNON, P. (2006). g and the measurement of Multiple Intelligences: A response to Gardner Intelligence, 34 (5), 507-510 DOI: 10.1016/j.intell.2006.04.006
VISSER, B., ASHTON, M., & VERNON, P. (2006). Beyond g: Putting multiple intelligences theory to the test Intelligence, 34 (5), 487-502 DOI: 10.1016/j.intell.2006.02.004
Klein, P. (1998). A Response to Howard Gardner: Falsifiability, Empirical Evidence, and Pedagogical Usefulness in Educational Psychologies Canadian Journal of Education / Revue canadienne de l'éducation, 23 (1) DOI: 10.2307/1585969
Waterhouse, L. (2006). Multiple Intelligences, the Mozart Effect, and Emotional Intelligence: A Critical Review Educational Psychologist, 41 (4), 207-225 DOI: 10.1207/s15326985ep4104_1

5 komentarzy:

  1. Inteligencja, mądrość, kreatywność...
    Co wynika z czego, a może są to równoważne konstrukty?

    Thurstone proponował kilka czynników, które tworzą inteligencję, podobnie uzupełniano dychotomiczny podział na płynną i skrystalizowną inteligencję o przestrzenne wizualizacje, wydobywanie czy szybkość.

    Guilford proponował aż 120 mniejszych obszarów będących kombinacją procesów, treści oraz produktów (odpowiednio 5,4 i 6; 5 x 4 x 6 = 120).

    Sternberga idea trafiła do większej liczby osób. Podział na inteligencję analityczną, praktyczną i kreatywną wydaje się być zresztą intuicyjnie przekonujący. Ale jak to właśnie z Gardnerem było, jest i najprawdopodobniej będzie - brakuje dowodów empirycznych. Problem tkwi w braku porozumienia odnośnie definicji inteligencji. Inną ważną kwestią są ograniczenia statystyczne, im więcej konstruktów tym trudniej uzyskać potwierdzenie na zasadność ich stosowania, co wcale nie musi oznaczać, iż model nie pokrywa się z rzeczywistością.

    Na punkcie testowania inteligencji i przepowiadania sukcesu, a co za tym wymyślania nowych konstruktów obsesję mają Amerykanie. By dostać się na uczelnie, czy do pracy musisz wcześniej uzyskać odpowiedni wynik. I w tym przypadku wolałbym już badać wielorakie inteligencje, bo one nie przekreślałyby szans na karierę we wszystkich obszarach. Poza tym podział na inteligencję, umiejętności czy kreatywność nie jest ostry. Ogólna inteligencja nie jest wyczerpującym konstruktem. Co jakiś czas pojawiają się więc zabawne próby rewitalizacji debaty vide inteligencja emocjonalna Golemana.

    Generalnie diagnozowanie inteligencji jest poppsychologią. Pierwotne cele diagnostyki są wypaczane.

    Na koniec anegdotka trochę z tym związana. Czytałem kilka lat temu wywiad z prezesem polskiej Mensy (tak, uwielbiam ich). Otóż szanowny pan prezes wyśmiał zarzut, iż jeden test nie daje pewnego wyniku, szczególnie kiedy ewidentnie obecne są czynniki przeszkadzające. A było to mniej więcej tak: proszę pana, mój brat chorował przez kilka dni i pojechał niepodleczony później zrobić sobie test na inteligencję i wyszedł zadowalający wynik.
    Na pewno wszystko dzięki modlitwie, bo u bezbożników z Zachodu zaleca się jednak dokonywanie testów w optymalnym stanie psychofizycznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Innymi słowy, zdolność do skutecznego używania swojego ciała oznacza zdolność do skutecznego używania własnego ciała (inteligencję kinestetyczna)."
    Nie rozumiem :C Czy nie zdublowało się coś?

    OdpowiedzUsuń
  3. Łukasz: Nah, te trzy pojęcia przynajmniej w zamierzeniu dotyczą trzech różnych rzeczy. Choć nie wykluczam udziału inteligencji ogólnej w mądrości i kreatywności.

    Problem tkwi w braku porozumienia odnośnie definicji inteligencji.

    Inteligencja jest tym, co mierzą testy inteligencji, przecież ;-).

    im więcej konstruktów tym trudniej uzyskać potwierdzenie na zasadność ich stosowania, co wcale nie musi oznaczać, iż model nie pokrywa się z rzeczywistością.

    Owszem, tu pojawia się Einstein machający brzytwą Ockhama. W sytuacji jednak, kiedy czynnik g równie dobrze wyjaśnia wiele rzeczy, które wyjaśniać miałyby IW, plus argumenty poza-statystyczne, które do mnie przemawiają jeszcze bardziej...

    Generalnie diagnozowanie inteligencji jest poppsychologią.

    Jak rozumiem, masz na myśli diagnozowanie dla różnych doraźnych potrzeb, typu rekrutacja, przydział dzieci do klas i tym podobne potworki?

    @anegdota:

    Prezes Mensy wymachujący dowodem anegdotycznym zasługuje na to, by stać się internetowym memem.

    OdpowiedzUsuń
  4. czereśnia: Nie, chodzi właśnie o pewną pleonastyczność (wodno-akwenowatość) tej koncepcji ;-).

    OdpowiedzUsuń
  5. O jej! Przypadkiem znalazłam tu odpowiedź na pytanie, które mnie nękało ostatnio, a pojawiło się po przeczytaniu artykułu prof. Vetulaniego. Zastanawiałam się jaki jest status koncepcji inteligencji wielorakich i... hmmm... co z tego wynika dla wizerunku prof. Vetulaniego. Myślałam, że w sumie w nauce zdarza się, że prawdą jest, że fałsz implikuje prawdę, czyli koncepcja nie musi być prawdziwa, żeby się sprawdzała.
    Teraz mnie dziwi dlaczego prof. Vetulani, mimo że ogólnie rzecz biorąc wypowiada się w duchu modularności, powołuje się na koncepcję Gardnera. Z tego, co napisałeś, wynika, że jedno z drugim raczej spójne nie jest, ale w sumie mogę jeszcze czegoś tu nie rozumieć...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

A co Ty o tym sądzisz?
Autor docenia komentarze podpisane. Jeśli nie posiadasz konta Google, najwygodniej będzie Ci użyć opcji Nazwa/adres URL, przy czym tego drugiego nie musisz wpisywać.